Chcieć czy musieć?

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Chcieć daleko od Wschodu. Chcieć lekarstwo na znowu.

Deszczowa Warszawa w lipcu, za oknem Wisła, miesięczny bilet w kieszeni i mała szafa. Ledwo co przyjechałem, wynająłem już po raz n-ty jakiś mini pokój. Ciągle tu wracam i wyjeżdżam. Dwa, trzy ulubione lokale, nocna zmiana. Poranny sen. Biedra, żabka, bo nic innego nie mają. Czasami Fregata i pomidorowa wjedzie, ale nie dziennie, lepiej na nocnego kozła zostawić szmal i mieć plan b.

Reklama
Advertisement

Pierwszy dzień. 

Karta do biblioteki. Grubo, Dzienniki Osieckiej plus Tomasz Mann, w końcu trzeba się z nim poznać. 

Kuchnia nieswoja, kurwa.

A w domu duża przestrzenna z nowym sprzętem, biegam po jakiejś krainie, która nie wiem czy mnie chce. Po co w ogóle o tym myślę, idę zajarać.

Drugiego dnia wychodzę i czuję jaki mały jestem wśród tych budynków, które mijam.

Tłumy przechodniów chyba nie podzielają mojego odkrycia. Strasznie samotnie się z nim czuję.

Kolejne dni, nie patrzę już w górę. 

Myślę za to o tym jak omijać szczeliny w drodze. Co by umiejętność samoczynnego myślenia zachować i oczekiwany sukces zdefiniować.

W głowie dzienne ambitne pytania, kim jestem i kim chce być, w którym kierunku prowadzić obiektyw, a tu jedzie już tramwaj. Mam wrażenie, że nawet gdybym nie chciał to i tak pędzić trzeba, więc wsiadam i jadę! Cisnę przed siebie, w torbie gotowy sprzęt. Nie wykonam jednak dziś żadnych zdjęć.

Chcieć dziś nie pomaga.

Innego razu siedzę w knajpie i wyrywam pannę albo ona mnie.

I tak nic, w głowie nie powstaje nic. Warszawa chce, ale nie wchłania mnie.

Ósmy dzień już leci,

Biję się myślami. Nie lubię słowa muszę. I, na przykład, lepiej by było gdybym chciał płacić zus, a nie musiał.

Jak muszę to od razu mi się nie chcę i ogarnia mnie wkurw. 

Życie w tym społeczeństwie i kulturze to jednak przymus!
Społeczeństwo, kultura, ład, ale jednak człowiek jako jednostka z natury hedonistyczna tutaj przegrywa.

Tak! Lubię Freuda i potrzebuję jego teorii w tym temacie. Jakoś mi po niej lżej.

Następnego dnia, dziewiąty już.

Dzienniki Osieckiej mnie wciągają.

Mann świetny.

Czytam z rana, jak pada, bo nie chce mi się butów moczyć.

W piwnicy jest pracownia, czasem Tomasz, współlokator, przyjdzie pokazać obraz.

Siedzi nocami.

Jakoś lżej, że jeszcze ktoś jest, kto chce.

Mija miesiąc, migawka śpi, jakieś tylko model test, street photo, nuda, to już było.

Komercja, muszę, ale nie chcę.

Stoję w miejscu, za to znają mnie w klubach. Kiepski materac też już odbija im się na plecach.

Miasto bezlitosne, nie bierze jeńców, a ja ciągle bez inspiracji. I zdjęcia.

A fotografii wszędzie pełno, mijam las obrazów. Wszędzie biją mnie w oczy. A ja?

Zaczynam nowy dzień,

Znowu okno, papierosa dym, deszcz, Wisła, Biedra i Mann.

Zaczyna się dziać, masz ognia? Odpowiadam – mam.

Inspiracja miała na imię. 

Każdego ranka budzę się, nadzieja we mnie wielka. Niepowodzenia z czasem budują mój świat ale nadal chcę.

Tak bardzo chcę, odnaleźć jedno upragnione ujęcie.

Autor

Piotr Sobik –Fotografuję, podróżuję, przyglądam się ludziom czasami coś napiszę.Odżywiam się kuchnią wegetariańską, dużo pływam, dużo rozmyślam, lubię stare Mercedesy.Autor projektu “Najważniejszy dzień w życiu”

Przeczytaj również

90’s Kid

Odległa galaktyka. Świat, w którym rządziły przegubowe Ikarusy i Jelcze

Reklama