Superbohaterstwo bez fikcji

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Grad pięści spadających na umięśnione ciała, ciągła walka o przetrwanie, dawanie z siebie wszystkiego, gdy na szali są losy ludzkości, ile tak można? W komiksach pewnie w nieskończoność, wspaniali bohaterowie robią niezwykłe rzeczy i tak musi być. Choć nie zawsze, w albumie Mister Miracle poznanym życie zamaskowanych bohaterów od zupełnie innej, nie tak oczywistej strony.

Przede wszystkim musimy ustalić pewne fakty, komisy głównego nurtu są pisane dla wszystkich, jeśli ktoś powie, że dla dzieci, to zwyczajnie trolluje. Oczywiście dzieci również są targetem rajtuzowych potyczek, ale grono fanów jest tak szerokie, że trudno ferować jednoznaczne osądy co do wizerunku typowego czytelnika opowieści z chmurkami. Taki stan rzeczy powoduje konieczność dostosowania fabuł do potrzeb różnych odbiorów, by każdy potencjalny wielbiciel DC lub Marvela był zadowolony. Jak nie trudno się domyślić efekty zazwyczaj nie są zbyt imponujące, występuje dość ogólne spłycenie wszystkiego, a elementem dojrzałości w dziecięcym świecie zazwyczaj zostaje przemoc i romanse na poziomie telenoweli.

Reklama
Advertisement

Nie mniej jednak twórcy komiksów o Supermenie, czy Spider-Manie to zazwyczaj ambitni ludzie, którzy również chcieliby robić poważniejsze rzeczy, a że na tych może również dobrze zarobić, co jakiś czas otrzymujemy komiksy mocno odbiegające od typowych nawalanek.

Wśród tych wszystkich wyrobników marzących o wzniosłych komiksach ostatniego czasu przed szereg wysuwa się Tom King, scenarzysta takich świetnych prac jak Vision, czy The Sheriff of Babylon. Tym razem na celowniku amerykańskiego twórcy znalazły się relacje, które mogą rozwijać się między parą zakochanych superbohaterów. Mister Miracle i Big Barda to potomkowie kosmicznych bogów, którzy wybrali prozaiczne życie na Ziemi, łączone z ratowaniem świata. Heroizm zostaje jednak zepchnięty na drugi plan, gdy rodzina zaczyna upominać się o ich obecność w pozaziemskim konflikcie. Scott Free alter ego Mister Miracle ma jednak na głowie inne problemy, na co dzień boryka się z depresją, szokiem pourazowym i masą przerażających wspomnień z dzieciństwa. Jego próba samobójcza otwiera całą opowieść i zapowiada mroczną wycieczkę do źródeł traumy, latami maltretującej bohatera. Nie jest to jednak pesymistyczne dzieło, emanujące bólem istnienia, za sprawą relacji Scotta z Big Bartą poznajemy również codzienność herosów, a ta rysuje się w jasnych barwach.

King stara się uchwycić zwyczajność niezwyczajnych istot, ich próbę dostosowania się do świata, do którego nie należą, lecz który wybrali za swój nowy dom. Zestawiając intymność dyskretnej miłości z dworskimi, kosmicznymi intrygami i brutalnością wojny osiągnął efekt dość niespodziewany, zasadniczo sportretował realizm bycia nadczłowiekiem w XXI wieku.
Nie można pominąć również fantastycznej kreski Mitcha Geradsa, który za sprawą swojego unikalnego stylu nadał komiksowi bardzo przyziemny, wręcz realistyczny klimat. Kadry przypominają klatki z filmów obyczajowych, by momentalnie zanurzyć czytelnika w psychodelicznych wizja świata potężnych bogów. Ostatecznie każda strona stanowi niezapomnianą ucztę dla wszystkich miłośników minimalistycznej elegancji.

Mister Miracle to bez wątpienia komiks wyjątkowy, zapadający w pamięć na lata. Owoc rzemieślniczego oddania strukturze fabuły i kresce, pełen namacalnych, żywych emocji. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, co superbohaterowie robią po pracy, czy nawiedzają ich przyziemne rozterki lub traumy na stronach albumu Kinga i Geradsa odnajdziecie kilka odpowiedzi na nurtujące was pytania. 

Reklama