Gdzie Cyryl, tam metoda

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Czyli już wszyscy sobie przypomnieliśmy, dlaczego „Dżuma” Camusa jest lekturą. 

Przygotowałam dla Państwa kilka kinowych rekomendacji, ale ich publikacja obecnie byłaby hipokryzją. Nie umrzemy jednak cali, póki jeszcze są biblioteki. Antykwariaty. Albo e-booki. Kiedy już przeczytamy wiekopomną „Dżumę”, „Miasto ślepców” Jose Saramago, “Dżumę i cholerę” Patricka Deville’a, spokojnie można szukać dalej. W miarę możliwości pamięciowych – służę zawsze życzliwą rekomendacją. 

Reklama
Advertisement

Czy społeczeństwo bez chorób, infekcji, wrodzonych wad genetycznych to społeczeństwo idealne? Dokąd prowadzi pęd ku zachowaniu zdrowia psychicznego i fizycznego? Czy suplementy diety, bomby witaminowe, odżywki i ogólnokrajowe kampanie zdrowotne to znak troski o zdrowie obywateli, czy niezbity dowód na to, że wpadamy w tryby reżimu?

Klasyczna antyutopia. Społeczeństwo przyszłości, w którym priorytetem jest zachowanie zdrowia fizycznego. Każdy mieszkaniec jest zobowiązany wykonywać okresowe badania, ma w tym celu wszczepiony czip, który informuje o niewywiązaniu się z obywatelskich obowiązków, za co grozi proces lub kara zamrożenia. Mia Holl to przenikliwa i odważna biolog, której brat zostaje niesłusznie oskarżony o gwałt i morderstwo. Podobno badania DNA nie kłamią, ale Mia jest w stanie udowodnić, że jest inaczej. Samotnie staje w szranki z totalitarną METODĄ i chłodnym logicznym rozumowaniem. Świadoma konsekwencji epidemiologicznych, odważyła się wyciągnąć esencję z egzystencji bez pomocy laboratorium analitycznego.

„Prawdziwemu człowiekowi nie wystarcza istnienie, jeżeli oznacza ono bycie tu i teraz. Człowiek musi swojego istnienia doświadczyć. W bólu. W odrzuceniu. W porażce.” Antyutopia Juli Zeh bierze pod lupę pojęcie zdrowia, co wydawałoby się podwójnym absurdem gatunkowym. Bo czy może istnieć nieszczęśliwe społeczeństwo, któremu nie zagrażają Legionelle, bakterie E.coli i grzyby? Zaprogramowane na nieskażoną defektami prokreację i konsekwentne pomnażanie zdrowych genów? Zeh pokazuje, że taki świat byłby dla nas koszmarem. Człowiek ma prawo dążyć do dobrego społecznego i fizycznego samopoczucia, ale ma prawo także go sobie odmówić. Demokratyczne państwo ma z kolei obowiązek taki wybór uszanować. Brak doświadczenia własnej śmiertelności neguje pojęcie człowieczeństwa. Zaniżony potencjał infekcyjny nie oznacza wcale szczęścia i spełnienia. Człowiek to coś więcej niż ciało, choć to dzięki niemu jesteśmy do siebie podobni. To ono jest dla nas narzędziem poznania i doświadczenia, a, co za tym idzie – również myśli. Ta z kolei może przekroczyć wszelkie granice i, co oczywiste, może stać się bardziej niebezpieczna niż niejedna bakteria. Człowiek ma być celem samym w sobie, a nie środkiem do celu – Kantowskie złote myśli, rzekomo dla nas współcześnie oczywiste, w wyzbytej mikroorganizmów przestrzeni powieści Zeh brzmią bardzo donośnie. Imponująca wiedza prawnicza i doskonałe przygotowanie naukowe to niekwestionowane atuty tej książki.

Sterylne, konsekwentne studium cierpienia, osamotnienia i rozpaczliwych prób ochrony ludzkiej godności. Powieść nie przeraża tak, jak dzieła Orwella albo Goldinga, ale niesie ze sobą bardzo istotne przesłanie dla naszych czasów. Śmierci nie uciekniemy i życie polega na jej akceptacji.

Juli Zeh „Corpus delicti. Proces”, przeł. Sława Lisiecka, Warszawa 2011. 

Reklama