Kasia Moś: Jestem szczęśliwa

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Mimo przeciwności losu i kłód rzucanych pod nogi – idzie do przodu. Powoli realizuje swoje marzenia, realizując siebie. O muzyce, rodzinie i pomaganiu zwierzętom Kasia Moś.

Dzień dobry, cześć.

Jesteś egoistką?

O to trzeba zapytać moich najbliższych.

Pytam, bo coraz więcej ekspertów, psychologów, psychiatrów twierdzi, że taki zdrowy egoizm jest w życiu potrzebny. Myślimy o sobie, a jak czujemy się dobrze ze sobą, to później się też przekłada na otoczenie.

Reklama
Advertisement

Zastanawiam się tylko, czy bycie egoistą to nie jest coś zupełnie innego niż egoizm. Egoista kojarzy mi się z człowiekiem zimnym, zdystansowanym, czasami wręcz narcystycznym. A egoizm to postawa, w której po prostu czasami myślisz też o sobie. W którymś momencie życia zrozumiałam, że myśląc o sobie, o swoim szczęściu, spełnieniu, realizacji, stajesz się również lepszym człowiekiem dla wszystkich dookoła. 

Wracając do zdrowego egoizmu. Masz poczucie, że jesteś w fajnym punkcie swojego życia i dobrze się ze sobą czujesz?

Myślę, że tak. Oczywiście, jak większość z nas, miewam góry i doliny. Spadki mocy. Bywam szczęśliwa, w jakimś stopniu spełniona, a potem trach i jestem na emocjonalnych łopatkach. Ale to chyba normalne. Mam przynajmniej taką nadzieję [śmiech]. Pomimo wszystko, staram się żyć w zgodzie ze sobą, ze swoimi wartościami. Nie tylko tymi życiowymi, ale również muzycznymi. Jakiś czas temu pojawił się pomysł przearanżowania, a w zasadzie skomponowania pieśni Stanisława Moniuszki na nowo. Tego zadania podjął się mój brat Mateusz i nasz wieloletni przyjaciel, pianista Mateusz Kołakowski. Cała nasza trójka chodziła do szkoły muzycznej w Bytomiu. Mateusze to piekielnie zdolni muzycy. Z nietuzinkową, wielobarwną wyobraźnią muzyczną. Projekt, o którym mowa nosi nazwę „Moniuszko200”. Koncert z tym materiałem zagraliśmy po raz pierwszy na Żuławach, z Elbląską Orkiestrą Kameralną, pod czujnym uchem, okiem i batutą naszego taty Marka Mosia. Nie brałam czynnego udziału w początkowych pracach powstawania pieśni. Dostałam od chłopaków muzyczną „prymkę” MIDI i do tak otrzymanego materiału wymyślałam linie melodyczną. Gdy na próbie z orkiestrą usłyszałam utwory w całości, miałam ciarki. To jest jedna z tych wyjątkowych chwil. Uczucie, w którym wiesz, że to co słyszysz jest naprawdę dobre. I nawet jeżeli nie spodoba się szerszemu gronu odbiorców, to jesteś najzwyczajniej w świecie szczęśliwa.

Posłuchałam tych utworów. Jeden z nich na youtubie ma ponad 700 tys. odsłon. Biorąc pod uwagę, że produkcja jest niszowa i trafia do wąskiego grona odbiorców, to naprawdę jest to bardzo dobry wynik

Te nagrania pochodzą z naszego koncertu, który w grudniu odbył się w sali NOSPRU w Katowicach. Na scenie towarzyszy nam Orkiestra AUKSO pod dyrekcją taty. „Prząśniczka” w sieci pojawiła się jako pierwsza i rzeczywiście bardzo szybko zawładnęła sercami ludzi. Słuchacze tę naszą wersje pokochali. Fantastycznie, że po tak krótkim czasie mamy już 700 tysięcy, a nawet 800 tysięcy odsłon. Jestem naprawdę dumna z chłopaków, bo wykonali kawał dobrej roboty. Żartujemy, że pewne inspiracje, dźwięki trzeba było podsycać alkoholem wysokoprocentowym.

Muzycznie szukasz cały czas siebie czy już wiesz gdzie jest twoje miejsce?

Czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci. Od klasyki przez r&b, soul, rap, rock. Dobrze czuję się w większości z tych gatunków. Jeżeli utwór lub projekt mnie zainteresuje, to się w niego angażuje całą sobą. Staram się wykonać jak najlepiej swoją pracę. Obecnie zaczynamy pracę nad płytą. Po drodze były różne pomysły kooperacji twórczej. Padły różne propozycje, ale ja nie byłam do końca przekonana, bałam się zaufać.

A wolisz, żeby płyta była spójna i jednolita czy też nie?

Pierwsza płyta „INSPINATION” była ponoć eklektyczna. Każdy utwór był troszkę inny i to mi się podobało. Spójnością było to, że były to nasze utwory, pomysły. Nie wiem jaka będzie druga płyta. Mamy na przykład trochę zalążków utworów sprzed lat, nagranych na stary dyktafon, w domu, w Bytomiu. Kompozycje są, tylko musimy je jakoś „upięknić”. Nie wiem w jaką stronę pójdziemy. Najprawdopodobniej po prostu zaufamy sobie, taki Mosiowy kolaż. 

Kolejny raz wspominasz o swoim bracie. Wychowałaś się w rodzinie muzycznej. Czy ze względu na to, że ta muzyka cię otaczała miałaś wewnętrzną potrzebę, by iść w tym kierunku?

Bardzo chciałam grać na instrumencie. Mateusz jest dwa lata starszy ode mnie. I jako młodsza siostra chciałam podążać jego śladami. Komunie mieliśmy razem. W przedszkolu też się uparłam i musieli mnie przenieść z maluchów do starszaków. Nasz dom to zwariowane miejsce. Mama muzyk, tata muzyk, brat muzyk, więc Kasia też idzie do szkoły muzycznej. Wybiera skrzypce. Po dwóch latach okazuje się, że Kasia bardzo nie lubi ćwiczyć. Nie ma też za bardzo talentu do tego instrumentu, więc przenosi się na wiolonczelę. Tak naprawdę bardzo chciała iść na gitarę, saksofon lub perkusję. Jednak dyrektorka szkoły zawetowała ten pomysł. 

Dlaczego?

W zasadzie nie wiem. Jedyny instrument, na który się zgodziła to wiolonczela. I rzeczywiście, przez pierwszy rok bardzo lubiłam ćwiczyć. Okazało się nawet, że nie jestem takim „kiepem”. Do wiolonczeli miałam ponoć dar. Ćwiczyłam z tatą i mamą. Miałam dobry dźwięk, mocne pociągnięcie. Jednak po roku mi się znudziło. Wprawdzie dotrwałam do matury, ale nie było to łatwe. Były łzy, wyrywanie włosów z głowy. Ćwiczyłam tylko przed egzaminami. Przyłożyłem się jedynie do dyplomu. Wydaje mi się, że na egzaminie wypadłam całkiem nieźle, na miarę swoich możliwości, oczywiście. [śmiech]

Zastanawiałaś się na ile zostałaś zablokowana w kwestii wyboru instrumentu i jak bardzo ta decyzja wpłynęła na ciebie?

Sama nie wiem. Rodzice namawiali mnie, abym pomimo niechęci skończyła szkołę muzyczną. Mówili i słusznie, że nawet jeżeli nie będę chciała w przyszłości grać, tylko śpiewać, to szkoła muzyczna w tym nie zaszkodzi. Od 14 roku życia jeździłam na lekcje śpiewu. To mi się nigdy nie nudziło, czułam, że to jest to, co kocham. Lekcje śpiewu były dla mnie odskocznią od szkoły. Czas, na który czekałam. W domu mojej nauczycielki, pani Eli, była jakaś magiczna aura. Atmosfera dobra, ciepła. Cała masa pozytywnej energii. Wszystkie stresy odpływały, pozwalając się otworzyć, uwierzyć w siebie.

Patrząc na rynek muzyków, artystów, jesteś wyjątkowa. Umiejętności i szkoła dużo ci dały. Czytasz nuty, potrafisz zagrać, skomponować, możesz decydować o tym jak brzmi muzyka. A w życiu często jest tak, że jednak ktoś kto ma talent, dostaje gotowca, śpiewa i tyle. Brakuje w tym samego siebie. W twoim przypadku jest inaczej.

Nie zawsze. Fakt, że ktoś jest po szkole muzycznej i zna nuty, wcale nie znaczy, że jest lepszy, zdolniejszy. Zbytnia świadomość muzyczna może czasami przeszkadzać, rozpraszać, blokować. Taka wiedza może ograniczać. Kierowanie się nie tylko zasadami, pozwala na większą wolność. Widzieć muzykę i współbrzmienia inaczej. Nie jestem jakimś wielkim specjalistą. A poza tym nigdy nie byłam harmonicznym orłem. Dzięki Bogu, gdy zachodzi taka potrzeba, mam od tego Mateusza. Jesteśmy w dwójkę zdecydowanie silniejsi niż w pojedynkę. Doskonale się uzupełniamy i rozumiemy. Miałam wiele szans, z których zrezygnowałam, bo czułam, że to nie do końca jest moja muzyczna bajka. Te projekty może na dany moment dałyby mi rozpoznawalność ale raczej nie satysfakcję. Oczywiście wzięłam udział w różnych wydarzeniach, mniej lub bardziej mainstreamowych. Byłam w talent show, była Eurowizja, która dla wielu jest konkursem tandetnym.

Ja nie potrafię rozszyfrować Eurowizji. Czasami są to fantastyczni wykonawcy, czasami bardzo komercyjni.

Przez lata ja również postrzegałam ten konkurs raczej negatywnie. Wydawało mi się, że im artysta jest bardziej przaśny, tym bardziej się nadaje i większy sukces odniesie. Ale teraz moje zdanie jest zgoła odmienne. Oczywiście jest dużo utworów, których zupełnie nie rozumiem, ale jest też wiele naprawdę wartościowych.

Muzyka i czworonogi często idą u ciebie w parze. Właśnie ten świat zwierząt jest ci bliski i bardzo na tym się skupiasz. Jesteś wegetarianką czy weganką?

Jestem wegetarianką. Przez chwilę byłam weganką. Odstawiłam mleko, które bardzo lubiłam. Od dziecka piliśmy w domu herbatę z mlekiem 7,5%, niesłodzonym. To była tradycja. Codziennie rano, jeszcze przed posiłkiem – herbatka z mlekiem. Aż któregoś dnia powiedziałam sobie koniec. Do weganizmu znowu dążę. Krok po kroku. Następny to odstawienie serów.

Z mięsem chyba jest tak samo, wszyscy wychowani byliśmy na kotlecie, ziemniakach i surówce, prawda? Ciężko ludziom przestawić myślenie, że można inaczej.

I też zdrowo, a raczej zdecydowanie zdrowiej.

Absolutnie. Wspierasz akcję Zerwijmy łańcuchy. Myślisz, że osoby takie jak ty, czyli rozpoznawalne, które docierają do większego grona ludzi, mają większą szansę przebicia? Że będzie jakiś większy odzew w związku z różnego rodzaju akcjami?

Zdecydowanie. Powinno się swoją rozpoznawalność wykorzystywać do promowania ważnych idei, do zmiany ludzkiej  świadomości, światopoglądu.

Zmieniamy się?

Zmieniamy się. Choć jeszcze długa droga przed nami. To jest długi proces zmiany podejścia do zwierząt. Zrozumienia, że zwierzęta nie różnią się od nas niczym. Oczywiście, poza tym, że są od nas o wiele lepsze. Niestety, nie potrafią mówić. Gdyby umiały to pewnie nie miałyby o nas, jako o gatunku, najlepszego zdania. Nie potrafią mówić, ale czują ból, chłód, strach. Czują również miłość i bezinteresowne oddanie. Zwierzęta odstresowują, rozładowują napięcia. Ludzie powinni zabierać je ze sobą do pracy. To na pewno ociepla atmosferę. Gdy wchodzimy w nowe towarzystwo, do nowego miejsca, przeważnie wszyscy są skrępowani, sztywni. A jak na horyzoncie pojawia się piesek to nagle wszyscy się uśmiechają. Oczyszcza się energia. Społeczeństwo się zmienia ale czemu tak wolno. Ogromna nadzieja  w młodych ludziach, w dzieciach. To one są nadzieją dla zwierząt.

Czego się spodziewasz w tym 2020 roku? Mamy już 2 miesiące za sobą, jaki on będzie dla ciebie? Albo jaki chcesz, żeby był?

Żeby wreszcie ukazała się moja płyta, już za długo zwlekamy, a przecież jesteśmy gotowi. Mam nadzieję, że to się nam jakoś ładnie w tym roku poskleja.

Projekt Moniuszko będzie wypuszczony też na płycie, tak?

Tak, mam nadzieję, że to też się nam uda. Chociaż już pojawiły się przeszkody. Tak ta moja droga wygląda, co krok lub dwa pułapka. [śmiech] 

Życie byłoby nudne, gdyby wszystko się układało.

Moja managerka czasami narzeka, że już nie ma siły. Nie wiem jak to nazwać. Taki los. Dwa kroczki do przodu, jeden w tył. Może to dobrze, bo to wzmacnia charakter i nie pozwala zagubić się w drobnych sukcesach

Ale potem może bardziej się docenia?

Chyba tak rzeczywiście jest. A, żeby koncertów było coraz więcej. To jest najważniejsze. Zaplanowany na parę miesięcy do przodu czas.

Bardzo dziękuję ci za to spotkanie, wszystkiego dobrego, trzymam kciuki za ten rok. Najważniejsze, żebyś ty była zadowolona, bo wtedy przeniesie się to także na całe otoczenie. Kasia Moś. Super, dziękuję Kasiu.

 

tekst: Iwona Kutyna

fot.: Piotr Sobik

 

Reklama