Czas apokalipsy, czyli bez paniki

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Groza. Groza…

Odsuwam żaluzję. Za nimi Polska.

Reklama
Advertisement

Cholera – klnę w myślach. – Wciąż jestem w Polsce… Za każdym razem, gdy zasypiam, marzę , żeby obudzić się w dżungli.

Albo przynajmniej na jakiejś plaży…

Mija kolejny dzień mojej kwarantanny. Nie jestem chory, izoluję się dobrowolnie, zupełnie bez paniki, na wszelki wypadek. 

I nie lubię ludzi. 

Znajomi zmienili hasło do Netflixa. Morale wyraźnie spadło.

Wczoraj byłem skazany na Player’a. Obejrzałem „Ciemno, prawie noc” Borysa Lankosza. Utwierdziłem się w przekonaniu, żeby nigdy nie jechać do Wałbrzycha. Może ta zaraza to jednak nie jest kara za homoseksualizm, jak mówią w kościołach? Może to za Wałbrzych?

Obejrzyjcie film. Oceńcie sami.

Chwytam muchę, której bzyczenie obudziło mnie kilka chwil wcześniej. Budzą się coraz wcześniej z roku na rok. Ta dobierała się do resztek rozkładających się w pojemniku na bio-odpady. Jest pełen już od jakiegoś czasu. Sąsiedzi już pukali w tej sprawie. Wieczorem, kiedy dopełnię pojemnik ze zmieszanymi, może uda mi się przemknąć z nimi do zsypu… Pomyślę o tym później. Na razie udaję, że nie ma mnie w domu.

Naukowcy utrzymują, że najlepszą ochroną przed wirusem są czyste ręce. 

Uwielbiam zapach mydła o poranku.

Myję dłonie pod kranem zgodnie ze wskazówkami różnych marszałków podśpiewując refren przeboju Bajmu pt. „Biała armia”. 

Podobno wystarczy zaśpiewać refren dwa razy, ale dla pewności zawsze odśpiewuję jeszcze zwrotkę „Szparki sekretarki” Maryli Rodowicz, żeby te wirusowe niedobitki cierpiały jeszcze bardziej.

Taki mój Cwał Walkirii.

Naukowcy utrzymują, żeby ograniczyć kontakt z ludźmi. Dwa tygodnie temu powiedziałem dokładnie to samo mojej dziewczynie.

Powiedziała, że przesadzam.

Powiedziałem, że musimy się rozstać i wymieniłem zamki, kiedy wyszła po te plastikowe wiaderka z IKEI.

Nie przyjęła tego dobrze. Może dlatego, bo to jej mieszkanie.

Cóż, miłość bywa trudna w czasach zarazy.

Dwa tygodnie temu zamówiłem nieopatrznie paczkę z Włoch. Dzisiaj zmroził mnie dźwięk domofonu i ciężkie kroki na klatce.

Przez judasza zobaczyłem, jak doręczyciel-paczkomistrz wyciera nos wierzchem dłoni.

– Jesteś zabójcą!? – Krzyknąłem przez zamknięte drzwi.

– Jestem listonoszem – odparł.

– Nie jesteś ani jednym, ani drugim! Jesteś kurierem wysłanym przez spółkę skarbu państwa, żeby roznosić zarazki i zarażać wirusem, na który Big Pharma od dawna ma już szczepionkę – dodałem i zażądałem, żeby zostawił paczkę na wycieraczce i cofnął się ze trzy kroki, a wtedy ja uchylę drzwi i okażę dowód tożsamości.

Zostawił awizo. Muszę przyznać, że doskonale to rozegrał.

Staram się nie wpadać w panikę, ale wygląda na to, że nie dostanę mojego Pecorino Toscano…

Na pewno poprawiłby smak gotowanego ryżu bez soli, bo zapomniałem kupić, kiedy robiłem zapasy w zeszłym tygodniu. Cząber kupiłem, a soli nie. Głupiec!

Na duchu podtrzymują mnie jeszcze dwie rzeczy. Słowa jednej posłanki, która zauważyła, że pieniądze nie tylko nie przynoszą szczęścia, nie śmierdzą ale też nie leczą nowotworów, więc wszyscy skończymy jak Steve Jobs – pracując do śmierci – i to, że napiszę skargę na listonosza do Poczty Polskiej.

Czuję, że słabnę. Każda minuta spędzona w zamknięciu sprawia, że robię się coraz wątlejszy, podczas gdy szalejący na zewnątrz wirus z każdą chwilą rośnie w siłę.

Za każdym razem, gdy podniosę wzrok ściany wydają się być coraz bliżej.

Zastanawiam się, czy wirus może przedostać się przez dziurkę od klucza? 

Nie panikuj – powtarzam sobie w myślach, ale za każdym razem z coraz mniejszą wiarą w samego siebie…

Ręce zaczynają mi drżeć. „Jesteś sterem, białym żołnierzem…” od razu ciśnie się na usta…

Groza… Groza.

Autor

Paweł Nowak – Urodzony w 1983. Pisze. Scenariusze, sztuki, copy i dialogi do gier. Wyższe wykształcenie, ale bez przekonania. Pełen nadziei pesymista. Chciałby umrzeć w chwale albo katastrofie lotniczej. Półżyje i tworzy w Warszawie.

Przeczytaj również

90’s Kid

Odległa galaktyka. Świat, w którym rządziły przegubowe Ikarusy i Jelcze

Reklama