ROZMOWY W OCZEKIWALNII – OLIWA SPRAWIEDLIWA?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Z radością przedstawiam Wam nasz wskrzeszony projekt. Krótkie opowiadania, do napisania których zainspirowały mnie rozmowy z naszymi Pacjentami w klinice Perfect Smile w Gdańsku Wrzeszczu.

W roku 1984 w każdą niedzielę o 19:30, kończyła się ekskluzywna, bo trwająca 30 minut dobranocka, która miała osłabić stres związany z nadejściem szkolnego poniedziałku. W domach z wielkiej płyty, roznosił się zapach przypalonych tekstylnych fartuszków szkolnych. Szczególnie za długie trzymanie stopy żelazka na tarczy WZOROWEGO UCZNIA, powodowało że słodko – kwaśny dym wędrował sobie nieskrępowanie kratkami wentylacyjnymi, przypominając o tak zwanym obowiązku szkolnym. 

Reklama
Advertisement

Łukasz nie miał szansy na posiadanie tej szkolnej naszywki, jajowatego kształtu. Jego ojciec, mimo że mocniej związany z reżimem, niż ze swoją swoją żoną i synem, jednocześnie schizofreniczne w ścianach swojego mieszkania stosował całkiem inne zasady. Domowe nauczanie, tak kształcił Łukasza. Wtedy na takie ekscentryczne zachowania mogli sobie pozwolić tylko ON i jemu podobni. Agenci wywiadu wojskowego, którzy cieszyli się większymi przywilejami niż wysoko postawieni aparatczycy partyjni. 

Dziś Łukasz, na przekór lekarzom przyjmował całym ciałem serotoninę, którą zafundowało mu sierpniowe słońce. Stał na dachu swojego domu, jednej z najbardziej charakterystycznych budowli Gdańska – Hali Olivii. Wyszedł na górę włazem bezpośrednio z prawie 250 metrowego mieszkania, które reżim socjalistyczny, ot tak wykroił dla jego ojca we wnętrzu tej odważnej architektonicznie hali widowiskowej. 

Wczesnym rankiem Łukasz wszedł na onkologiczne forum dyskusyjne, skąd dostał sygnał od ojca. Stary cieszył się dobrym zdrowiem, ale trochę prowokacyjnie i ze względu na ostrożnościowe stare nawyki w ten sposób kontaktował się z synem. Z miejsca w którym mieszkał ojciec, internet był dostępny tylko raz w miesiącu.  Było to daleko w Rosji na Morzu Bartensa, na nieużywanej już  platformie wiertnicznej, którą towarzysze radzieccy przerobili na ekskluzywny apartamentowiec dla zasłużonych. Raz na tydzień, tylko na jedną godzinę zegarową nad platformą zawisał olbrzymi helikopter z potężną anteną internetu satelitarnego, co umożliwiało mieszkańcom krótką łączność ze światem. Usługa była wliczona w czynsz. 

Po zalogowaniu się na forum, wynikało że to jest to rak z przerzutami – co kiedyś ustalili oznacza najwyższy stopień alertu. Ta sytuacja, która właściwie nigdy nie miała się zdarzyć ocknęła Łukasza z trybu stand-by, kiedy spoglądał na świat wokół, któremu było obojętne, że nastała dla niego ta chwila.  Wskazówki od starego były jasne. W piwnicach jednego z dworów przy ul. Polanki w Gdańsku Oliwie, znajduje się COŚ co musi przynieść ojcu, który będzie czekał na niego już jutro gdzieś na trybunach słynnego lodowiska w Hali Olivii. 

Wszedł szybko do swojego mieszkania w głębi Hali Olivia, żeby się przygotować. Nogi mu drżały. Ręce chodziły jakby miał delirium tremens. Był gotowy, ale pesząca świadomość, że nie może zawieść ojca, kneblowała wszystkie jego zmysły. Wyjechał motocyklem typu enduro, specjalnym kanałem z czeluści hali. Drżenie silnika dwusuwowego i zapach spalin, który pamiętał jeszcze z motorynki Romet, dodało mu otuchy. 

Pognał ulicą Bażyńskiego, koło Uniwersytetu Gdańskiego, który studentem nigdy nie został. Zaraz potem kątem oka zlokalizował dwa obiekty – drony, które nie przyleciały tutaj fotografować piękna oliwskich lasów. Podjechał pod stary pałac w Oliwie, dziś podzielony na mieszkania. Słyszał wyraźne brzęczenie śmigieł tropiących go dronów, lecz tutaj w gęstwinie starych parkowych drzew, otaczających niewielki staw, był dla nich niewidzialny. 

Wszedł do pałacowych piwnic, wcześniej neutralizując elektrozaczep domofonu, wyjątkowo silnym magnesem. Na końcu korytarza z betonowym sklepieniem, znajdowały się zwykłe drzwi piwniczne z nieoszlifowanych drewnianych szczebelków, między które włożono tekturę, aby nie można było spojrzeć do wnętrza. Spryskał kompaktowym dozownikiem z ciekłym azotem kłódkę, która poddała się od razu po uderzeniu kastetem, jaki może nadgorliwie założył na rękę. 

Byli tutaj. Pewnie dosłownie kilka metrów. Jego węch, nigdy nie zawodził. Ćwiczony z ojcem w lasach, teraz w tej gęstej od wilgoci piwnicy czuł to wyraźnie. Pocili się na kwaśno. Pewnie nie nawykli do takich miejsc, a może zwyczajnie go zlekceważyli. Takiego suchego trzasku, dobrze wyczyszczonej broni, nie sposób pomylić z czymś innym.  Dwa razy. Dwóch facetów. Dwie Beretty lub dwa Glocki. Kilkanaście naboi.

Otworzył kolejne drzwi, tym razem pancerne o grubości około 5o cm. Było tutaj bardzo mało powietrza. Nie miał siły ich zamknąć.  Spoceni faceci, już na nie napierali. Prawie wyobrażał sobie jak kopią dół na jego ciało, gdzieś w lasach okalających Oliwskie ZOO. 

Otworzył kolejne bliźniacze drzwi schronowe, by wejść do pustego niewielkiego pomieszczenia z drabinką prowadzącą do klapy w suficie. Wszedł na nią, wcześniej wymacawszy starą tetrową pieluchę, z tym CZYMŚ co absolutnie jak napisał ojciec, musiał zabezpieczyć – nowotwór nie mógł się dalej rozwijać. 

Był 3 metry nad posadzką. Trzymał się kurczowo stalowej drabiny. Oni pojawili się na dole, teraz śmierdząc,  ale triumfem. Coś usłyszał. Wodę. Myśl, myśl – skarcił siebie w przypływie adrenaliny. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. W przypływie szaleństwa, szarpnął metalową dźwignię klapy.  Zapach potu zniknął. Pobliski staw był jego ratunkiem. Zalał tych dwóch nieprzebraną wściekłością wody, która niczym tsunami w jednej chwili wypełniła piwnicę. Utrzymał się na drabince i wypłynął w gwałtownie schnącym stawie. 

Czuł, że baterie mu się wyczerpują. Jak po egzaminie maturalnym, którego nie zdał. Domowe nauczanie. Kłótnia z ojcem. Stare dzieje. 

Przeszedł kilkanaście metrów na otwarty teren, kiedy dwa czarne suvy stanęły w odległości około 15 metrów od niego. Nie docenił przeciwnika. Myśl o najlepszym, szykuj się na najgorsze. Nie miał planu rezerwowego, 12 piłkarza. Dupa, przepraszam sprawa honorowa tatku, chciał pomyśleć.

Nie zdążył. Tamci też, bo to usłyszeli. Huk, jakby obok startował myśliwiec na pokazie lotniczym. Trochę się pomylił, choć właściwe był blisko. Dwa bojowe amerykańskie drony Predatory, zawisły nad Oliwskim lasem. 

Dwa czerwone lasery celowników, niczym reflektory sceniczne rozświetliły wypucowane samochody. Wydaliły z siebie pociski Hellfire, które precyzjnie zrobiły to do czego zostały stworzone. 

****

Siedli z ojcem wygodnie na trybunach lodowiska Hali Olivii. Przez głośnik Radio Gdańsk poinformowało, że w okolicach jednego ze starych dworów w Gdańsku Oliwie, zostały zlokalizowane spalone wraki dwóch samochodów. Policja jako prawdopodobną przyczynę podała podpalenie z powodów chuligańskich. 

Wszelkie postacie i wydarzenia, które miały miejsce w opowiadaniu są fikcją literacką. Klinika stomatologiczna  Perfect Smile Clinic Wrzeszcz odwrotnie, jest jak najbardziej prawdziwa.

Reklama

OSTENTACJA

Od początku świadomego życia cierpię na pewną osobliwą przypadłość, a