Krzysztof Pieczyński: Nie jestem papieżem

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Olbrzymia część społeczeństwa potrzebuje duchowości, ale nie takiej jaką oferuje kościół. O tym oraz o nowym serialu TVN – Kod genetyczny – rozmawialiśmy z Krzysztofem Pieczyńskim.

Panie Krzysztofie, ja zaczynam mieć rozdwojenie jaźni, czytam książkę Karla Poppera o społeczeństwie otwartym i z jednej strony powstają takie filmy jak Kod genetyczny, a z drugiej strony czuję się jakbym mieszkał w ciemnogrodzie. Jak to jest dzisiaj w życiu? Niech mi pan powie jako trochę starszy kolega.

Jesteśmy w momencie, w którym musimy zatrzymać to, co jest największą wartością. Polityka, nasz rząd, zamieniły w tej chwili społeczeństwo polskie, w dwie sfory ujadających psów, czego nie było przedtem. 

Czyli to nie ma nic wspólnego ze społeczeństwem otwartym, nie ma żadnych dialogów.

Nie ma, nie może być i nie będzie dlatego, że nie mamy o czym rozmawiać, bo część społeczeństwa, prawdopodobnie 60%, chce wartości duchowych w swoim życiu, potrzebuje religijności, ale nie takiej jaką reprezentuje kościół. Całe to społeczeństwo jest za tym, żeby była reforma sądownictwa, ale nie taka jaką proponuje rząd. Olbrzymia część społeczeństwa potrzebuje duchowości, ale nie takiej jaką reprezentuje kościół. W związku z czym, nie ma możliwości dialogu, kościół musi odejść, musi zostać pozbawiony przywilejów i ten rząd też musi odejść i upaść, bo są sforą ujadających psów. Mało tego, niszczą co najlepsze w ludziach, bez względu na to po której stronie. Tych stron nie było dopóki się nie pojawił ten rząd połączony z kościołem, największym kłamcą w historii ludzkości, wyssanymi z palca biografiami świętych. Okazuje się, że to co się stało, wyprowadziło na światło dzienne coś, czego Polacy nie chcieli widzieć, o czym nie chcieli mówić.

Reklama
Advertisement

Luis Bunuel w jednym ze swoich filmów pokazywał czym jest instytucja kościoła i na premierę poszedł z kamieniami, bo wiedział, że go twarde społeczeństwo hiszpańskie może nimi obrzucać.

Hiszpanie sobie lepiej poradzili z tym problemem niż my, nie mówiąc już o Irlandczykach. Dopóki ta instytucja istnieje, będzie istniało kłamstwo, ponieważ ona jest oparta na kłamstwie. Dojrzałość społeczeństwa polskiego w ostateczności będzie zmierzona tym, czy przyjmie do wiadomości, że to jest kłamstwo i sprawy duchowe trzeba wziąć w swoje ręce. Nie mogą mówić o sobie, że są ludźmi wierzącymi dlatego, że nie odbiorą dziecku przyjemności prezentów na komunię.

Bo religia głównie daje tylko rytuały.

Tak, za kasę, którą biorą, muszą dać jakieś przedstawienie.

Pan jako człowiek zaangażowany w sprawy społeczne ma kontakt z młodymi ludźmi? Czy oni słuchają dzisiaj czy są obojętni na wszystko? 

Nie wiem prawdę mówiąc co młodym ludziom siedzi w głowach. Ruszyli się tak naprawdę w sprawie aborcji. Prawica mówi o tym, że prawo do aborcji to jest najgorsza rzecz na świecie i wymyślają, mówią o Oświęcimiu, wyciągają okropności i mówią tym ludziom, kobietom, które zdecydowały się na taki zabieg i mężczyznom, którzy również je wspierali, że są zbrodniarzami. Chodzi o to, żeby nie traktować kobiety jak rzeczy. Szczególnie w wyimaginowanej religijności, pedofilskiej kasty z Watykanu. Nie mają żadnych praw, moralnych, duchowych, spirytualnych, żadnych by pouczać innych. Prócz manipulacji, którą posługują się tak znakomicie, to najmarniejszy teatr pod słońcem. Nie ma kobiety, która by z lekką ręką dokonała aborcji. Nie potrzebujemy opinii świętoszków na ten temat.

Też tak sądzę, mam znajome, które cierpią do dzisiaj.

To jest cierpienie i to, co robi rząd i kościół to jest naprawdę kopanie leżącego, kopanie człowieka, który cierpi. Znęcanie się nad tymi kobietami jest barbarzyństwem. Dlatego mówię prawdę o kościele, ponieważ jest to barbarzyńska instytucja.

I to nie tylko kościół katolicki.

Każda religia jest podobna i muszę zaznaczać, ponieważ nieustannie dostawałem przez ostatnie 5 lat informacje od ludzi o treści: Ja też jestem ateistą. Nie jestem ateistą, jestem człowiekiem wierzącym. Wiara jest dla mnie bardzo ważna. Ze swoimi słabościami, samotnością, ze swoimi rozterkami bardzo często szukam pomocy istoty wyższej. 

Ale bez pośredników?

Bez pośredników, absolutnie!

To się chyba najbardziej opłaca.

Nie wiem czy to jest właściwe słowo, ale jeżeli byśmy używali takiego słownictwa to bym powiedział, że jest to jedyna możliwa inwestycja. Tak jak ze wszystkim co robimy, jednego dnia się upada, drugiego dnia wstaje. Nie ma takiej gwarancji, że ktoś pewnego dnia obudzi się w nirwanicznym stanie i będzie od tej pory chodził po świecie szczęśliwy.

Czyli jednakowe mamy odczucia, że stoimy w jakimś rozkroku.

Jest to taki rozkrok cywilizacyjny, bo przecież populizm jest tak zaraźliwy w tej chwili, że już opanował niemal połowę świata. Jest przesilenie, które musi dać nam coś nowego. Jak myślę o Bernie’m Sandersie to myślę tak: Amerykanie, dlaczego nie widzicie, że ten człowiek jest tak prawdziwy, ma taką pasję i jest tak szczery, że jest w stanie oddać życie za swój kraj.

Czyli prawdziwy społecznik.

Prawdziwy społecznik i teraz szczególnie – miał zawał, wrócił i z tą samą pasją działa dalej. Człowiek, który w tak widoczny sposób ofiaruje swoje życie, to jest najwyższy wymiar humanizmu. Jeśli tego nie zobaczycie to co jesteście w stanie zobaczyć? Jeśli ja nieuwikłany w kontekst amerykański, bo mam swoje piekło tutaj, widzę to, czemu oni tego nie widzą. Dla mnie to jest fantastyczny gość.

On ma spojrzenie z dystansem. Jest pan niezwykle oczytany, sam pan jest pisarzem i poetą, więc wie pan doskonale jak słowo może manipulować innymi ludźmi.

Widzimy to. Najbardziej prymitywne zdania, frazy łatwo wyłapywane przez ucho, gotowce, tak tanie. Filozofia gender i kilka innych. Jak to ludzie chwytają i powtarzają i są w stanie iść i bić się i, tak naprawdę, mordować w imię tych frazesów. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ ludzie są oderwani od siebie samych, są pozbawieni refleksji, ponieważ ktoś za nich odrabia lekcje, a de facto nie odrabia, dlatego jest taka sytuacja. Świadomość, samoświadomość, relacja z drugim człowiekiem – to jest najcięższa praca, bo nad sobą. Dwie sfory psów i jeszcze my zachowujemy na tyle człowieczeństwa, że ich nie gryziemy, nie życzymy, żeby byli pożarci. Życzymy tego, żeby im opadły łuski z oczu.

Ciężka sprawa.

Bardzo gorzka.

A wracając do Kodu genetycznego.

Nawet nie zaczęliśmy o nim.

Ja od tego zacząłem, delikatnie. Kogo pan gra w Kodzie genetycznym? Czy to też pana poglądy determinują?

Nie, myślę, że nie, dlatego że staram się bez wyjątku idąc do pracy odciąć od wszystkiego. Im lepiej się odcinam, tym lepiej dla pracy. Bardzo mi zależy na dobrych relacjach z ekipą, ze wszystkimi, z aktorami i reżyserem, to oczywiste, to mój pion, ale też z resztą ekipy. To jest coraz ważniejsze, coraz więcej ich jest w moim życiu i w mojej pracy. To do pewnego stopnia świat, który bym nazwał moją świętością i staram się w tym świecie mieć jak najwięcej higieny, żeby nie popadać w pułapkę tego, że ktoś ma takie poglądy, a nie inne i na tej podstawie z kimś się pracuje lepiej lub gorzej. Są wyjątki, bolesne wyjątki, że to co osoba reprezentuje jako aktorka i człowiek jest spójne z poglądami i wtedy jest z nią bardzo trudno pracować. Niestety, były takie wyjątki, ale dosłownie kilka wobec setek ludzi, z którymi pracowałem. Większość z nich zachowuje tę higienę, żeby nie przynosić do pracy światopoglądu, bo to jest niszczące. Na statku nie rozmawia się o religii, wie pan o tym?

Nie wiedziałem.

Nie rozmawia się o religii, jeśli kapitan usłyszy to natychmiast rozdzieli tych ludzi i grozi, że ich wyrzuci.

To jest słuszne.

Dlatego, że zatopią statek.

Doprowadzą do upadku.

Tak, zginą wszyscy przez rozmowy na temat religii.

A propos statku, Ataturk powiedział, że marzy o tym, żeby zakopano wszystkie religie na dnie oceanu i żeby nigdy w życiu żadna z nich nie wypłynęła. 

I właśnie teraz tego świeckiego idola, geniusza, niszczy Erdogan.

Dokładnie i cofa państwo.

Cofa państwo, i za jego rządów nici z Unii.

Oddaliło się to. To kogo pan gra w Kodzie?

Polityka.

Tak? Ale z jakiejś konkretnej opcji?

Nie, nie gram tak, bo bym był zatruty, nie mógłbym pracować. Nie można grać postaci, której się nienawidzi. 

Też tak uważam.

Zupełnie oderwałem się od tego, skupiłem się całkowicie na aspekcie psychologii i aspekcie ludzkim, co powoduje, że ten człowiek takich używa środków, co powoduje, że jest manipulantem, ale bez żadnych stron absolutnie, bo zatrułbym sam siebie, byłbym jak marynarz, który mówi o religii na statku, ten statek by zatonął. 

Dobre porównanie.

A to jest moja miłość, nie mam aż tyle różnych miłości, żeby poświęcić tę. Ta miłość mi dała życie, przeniosła przez najgorsze problemy i to jest świętość, ją chronię. 

Przewiozła na drugi brzeg, bo chyba sztuka jest w stanie nas pogodzić ze światem.

Tak, ma temu służyć. Nauka ma wyjaśniać, a my mamy o tym mówić ze strony uczuć, pojęć, znaków, symboli, podświadomości, wizji, ale przede wszystkim dotyku, słuchu i tego wszystkiego, czego się nie da opowiedzieć, bo sumą jest to, czego się nie da opowiedzieć, temu służymy. Lepiej lub gorzej, ale najczęściej z pasją i jak najlepiej potrafimy.

Gdyby młody człowiek przyszedł do pana, a na pewno są tacy i pytają po prostu jak kiedyś się pytało mędrców jak żyć, co by pan był w stanie powiedzieć? 

Nie ma takich, nikt mnie nie pyta.

Już dzisiaj nie ma takich?

Nie, nie pytają.

To też ciekawe, ja pytam.

Przedstawię Panu drobiazg, mając 20, 30 czy 40 lat nie pomyślałbym o tym, żeby aktorowi 20 lat starszego ode mnie, powtarzać, że dobrze zagrał. Z jednej strony to jest miłe, ale nie śmiałbym tego zrobić, ponieważ ten starszy aktor więcej w życiu przeżył i jeżeli on powie komplement młodszemu to coś znaczy, a jeżeli młodszy mnie komplementuje to tak na dobrą sprawę, to jest lekka zniewaga, ponieważ on uważa, że nic nas nie dzieli, on uważa, że te 20 lat ja na dobrą sprawę przespałem. To jest ta różnica między moim pokoleniem, a pokoleniami młodszymi. Nie śmiałbym mówić komplementów Januszowi Gajosowi czy Gustawowi Holoubkowi czy panu Zapasiewiczowi, nie śmiałbym, bo byłem zaledwie uczniem, który mógł ich podglądać i od nich się uczyć, a w tej chwili przyjdą młodzi i walą: Ale fajny jesteś! Ale zarąbiście się z tobą pracuje. W ogóle nawet cienia myśli nie mają, że coś może tu być nie tak. Rozumie pan skąd młodsze pokolenie nie ma żadnych pytań do mnie? Pytań typu może mi coś pan powie, pomoże rozwiązać problem, bo pan tyle przeżył. Cała hierarchia, która istniała kiedyś w filmie, w dużym stopniu, jest zachwiana i została zniszczona. Powstaje jakaś nowa jakość, której często nie rozumiem.

Właśnie, jeszcze moje pokolenie, jakieś 20 lat temu, miało swoich mentorów. Dla mnie takim kimś był Stanisław Lem pomimo tego, że nigdy nie miałem odwagi zapytać go o cokolwiek, ale przynajmniej dialogi prowadziłem na łamach książek, jako odbiorca, czytelnik i to był dla mnie niezaprzeczalny autorytet. Prowadziłem dialogi z tym człowiekiem na łamach książek, natomiast widzę dziś, że jest takie milczenie, nikomu o nic nie chodzi, nad niczym się nie zastanawia.

Mam wrażenie, że patrzą na nas jak na zabawne egzemplarze kosmitów. Wiele razy próbowałem zagaić rozmowę z młodymi, nawet przy takiej niewinnej relacji jak w kawiarni z człowiekiem, który robi kawę, żeby to robienie kawy umilić, żeby było fajnie, żeby dobrze dzień rozpocząć. Pamiętam ile razy patrzyli na mnie jak na dziwaka, co ten kosmita do mnie mówi, naprawdę ten grymas w kąciku ust: Jesteś odklejony od rzeczywistości staruszku. Nie wszyscy oczywiście, są niesamowici ludzie pośród młodych, ale przyznam, że jak są niesamowici to mają w sobie coś przedwojennego, naprawdę.

Właśnie!

To są pojedyncze egzemplarze, myślę że to ma olbrzymi związek z wychowaniem, kilka osób, uchowało się.

Wypijmy za nich setkę wody.

Wypijemy za nich.

Dziękuję bardzo.

Super wywiad. Bardzo panu dziękuję.

Dla mnie to też ogromna uczta duchowa.

 

fot.: Karolina Nowaczyk

Reklama