Miauczyński Adam to ja

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Ostatnio zacząłem się zastanawiać nad tym, że świat, który sami sobie zbudowaliśmy, zaczyna powoli doganiać swój ogon i zamaszystym kęsem podgryza go pomalutku. No tak. Pragnęliśmy Zachodu, to go w końcu mamy. Komputery, smartfony, mieszkania, kredyty, leasingi, samochody, pieniądze, wszystko. Dzisiaj mamy praktycznie dostęp do wszystkiego ot tak, jakby za dotknięciem magicznej różdżki. To jest fantastyczne! To jest super, bo w końcu możemy troszkę podleczyć się ze swoich kompleksów „polaków-cebulaków”.

Niestety jest jedno „ale”. I to „ale” naszło mnie, jak stałem w kilkukilometrowym korku. Bo właśnie o korki się rozchodzi. Zachłysnęliśmy się tą chęcią posiadania tak bardzo, że na 4-osobową rodzinę przypada po samochodzie na głowę, co w szybkim rozrachunku powoduje, że jeżdżąc w pojedynkę, wożąc powietrze za pasażera, jest nas na drodze coraz więcej. Zgnuśnieliśmy w tym wygodnickim stylu bycia, co powoduje doganianie wyżej wymienionego ogona.

Dodatkowymi bonusami w takich „korkowych” przemyśleniach są wszechobecne remonty drogowe i to w najmniej potrzebnych miejscach. Czasem zastanawiam, co kierowało włodarzami danego miasta, żeby akurat robić w danym momencie remont nieistotnego krawężnika, w godzinach szczytu powodując 5 km korki. Dżizas, czasami naprawdę zastanawiam się, czy nie iść do urzędu i zmienić swoje imię i nazwisko na Adaś Miauczyński.

Koterski znakomicie nas obserwuje i analizuje. Przecież ja, stojąc w tym korku, zacząłem myśleć jak popełnić samobójstwo lusterkiem wstecznym. I wymyśliłem aż 5 sposobów. To nie jest śmieszne. A jeszcze do tego, drodzy czytelnicy, dodajcie gorący okres przedświąteczny. Zawał podczas wrzucania na luz gwarantowany! Przecież na dodatkowym wyposażeniu apteczek samochodowych powinno być relanium, czy jakieś inne opiaty, a oprócz klem zestaw do szybkich elektrowstrząsów typu „zrób to sam”. Aaaa, zwariuje zaraz.

Jak dojadę do domu, to porzucam samochód! Będę od jutra tylko chodził. Wolno, ale z godnością. No, chyba że będzie zimno, to podjadę…ale kawałeczek 🙂

Autor

Jakub Firewicz – aktor „jeszcze” młodego pokolenia. Po latach wyczekiwania, że zagra Hamleta, z nudów „odkopał” Petera Sellersa i Monty Pythona i stwierdził, że jego miłością jest komedia. Dotychczas znany głownie widzom teatralnym, szerszej widowni pokazał się biorąc udział w produkcjach Juliusza Machulskiego „Next -ex” – Teatr TV oraz filmach „Ambassada” i „Volta”. Stanowił również wielobarwne tło w wielu polskich serialach. Jest w trakcie pisania swojego debiutanckiego scenariusza filmowego, który ma zmienić obliczę polskiej komedii – przynajmniej takie jest założenie :-)

Przeczytaj również

Instastory

To trochę smutne, że ten felieton przeczyta pewnie promil osób,

Nasze magazyny

Reklama

Follow on Twitter

Reklama