Mad Max zaczął się w Makowicach

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Koniec świata – hasło, które pewnie już nic nie znaczy. Od kiedy pamiętam, czekam, aż wszystko się skończy, a to Apokalipsa, to Millenijna Pluskwa, gdzieś między III Wojna Światowa i nic. Co najzabawniejsze, A.D. 2020 wygląda na to, że deszcz głowic nuklearnych zastąpi brak deszczu i nie zabije nas pradawna bestia, a zwyczajny brak światła w lodówce. Jan Mazur w doskonałym Końcu Świata w Makowicach rysuje wizję prowincjonalnej Polski borykającej się z całkiem przyziemnym końcem świata, jaki znamy.

Nie jest to jednak jakaś ostateczna wizja zagłady, a bliżej nieustalony konflikt zbrojny widziany z perspektywy Makowic, niezidentyfikowanej podlaskiej wsi. Gdy w oddali roztacza się horyzont wypełniony blaskami nuklearnych wybuchów, życie prowincji wciąż toczy się swoim tempem. Zwyczajni bohaterowie, tak podobni do osób nam znanych na co dzień mierzą się z czymś zupełnie nieprzewidywalnym i wychodzą z tej potyczki z tarczą. Nawet III Wojna Światowa musi się liczyć z rytmem życia polskiej prowincji. 

Mazur balansując na granicy humoru i prozy życia, opisuje świat codziennych wyborów w niecodziennym czasie. Sędziwa kobieta niewzruszona kontynuuje swoje rytuały w małym gospodarstwie, anarchiście pragną na gruzach starego świata stworzyć nowy porządek, a młody chłopak wyrusza do miasta w poszukiwaniu siostry. Gdzieś na drugim planie toczą się handelki, sąsiedzkie waśnie i pospolita małomiasteczkowa nuda.

Autor postawił na minimalizm, konstruując kadry za pomocą prostej, archaicznej kreski. Ten zabieg rozbudza wyobraźnie czytelników, pozwalając na miejscu patyczkowych ludzików i czarno-białego krajobrazu umieszczać bliskie nam postacie i sytuacje. Polska z naszej głowy łączy się z komiksem, tworząc świat bardzo realny, wręcz sąsiadujący z naszymi życiowymi doświadczeniami.

Końcu Świata w Makowicach Jana Mazura to komiks na wskroś polski, opisujący przewrotnie i z dystansem naszą rzeczywistość w odbiciu rzeczy ostatecznych. Na odległej podlaskiej wsi koniec świata nie wydaje się taki straszny i smutny, jest jedynie kolejną przeciwnością losu z którą miejscowi muszą sobie poradzić. 

Reklama

OSTENTACJA

Od początku świadomego życia cierpię na pewną osobliwą przypadłość, a