Chwila przyjemności z Porsche Caymanem

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Praca potrafi być czasami bardzo satysfakcjonująca. Najbardziej wtedy, gdy niespodziewanie dowiadujesz się, że za parę godzin będziesz jeździć Porsche. Trafiłem na 718 Caymana. Auto, które w pewnym sensie jest esencją marki.

Reklama
Advertisement

Często o modelu 718 Cayman mówi się, że jest to tak zwane „baby 911”. I tak, i nie. Cayman oczywiście od razu daje feeling znany tylko tym osobom, które prowadziły Porsche – bo jest to doświadczenie, które trudno nabyć za kierownicą jakiegokolwiek innego auta. Ma więc nieco cech 911, lecz mimo wszystko nie podpisywałbym Caymana tuż obok, lub pod jej starszym bratem. Pozostawiłbym go raczej w oddzielnej rubryce. 

Przede wszystkim, Cayman różni się niemal całkowicie, jeśli chodzi o akustykę. Downsizing bywa irytujący, bo turbodoładowane 2 litry nie mają nawet podejścia do chociażby 3 litrów z 911. Mimo tego, 718 Cayman był niesamowicie responsywny i zrywny niezależnie od obrotów. Potrafił się zachować w korku i przy tym nie palił nie wiadomo jak dużo. 

Cayman nie był ani zbyt brutalny, ani zbyt łagodny. Według mnie był idealnie wyważony pod kątem zachowania. Przyjemnie prowadził się po dosyć mocno zatłoczonych ulicach Sopotu, do którego swoją drogą bardzo dobrze pasował. Agresywna linia i przednie reflektory, które wpatrują się we wszystko niczym … kajman (czyli mały krokodyl). W środku nie dało się odczuć, że nie siedzimy w Porsche. Nawet, gdyby zakryć logotyp marki, to i tak każdy by się zorientował w jakim aucie siedzi.

Analogowe zegary? Są. Stoper? Jest. Wejście na płyty CD? Jest! Nie pamiętam, kiedy siedziałem w bardziej nostalgicznej kabinie. Otulony w bardzo wygodnym, ale i spełniającym swoją rolę przy wyższych prędkościach fotelu, sunąłem ulicami zatkanego Sopotu. Cayman zaś jakby nic sobie nie robił z tego, że pada i prawie wszędzie są korki. Bardzo starał się zapewnić mi jak największą radochę za kierownicą. 

Wydaje mi się, że model 718 Cayman to Porsche dla każdego. Nie wymaga zbyt dużo od kierowcy, ale również potrafi ugryźć, jako że 300 km i 380 Nm momentu obrotowego trafiają na tylnią oś. Jest bardzo wygodne, komfortowe, lecz gdy tylko tego zechcemy, stanie się sztywny i agresywny. W bardzo dużym skrócie, Cayman to Porsche w pigułce. Od układu kierowniczego, zawieszenia, napędu, silnika po komfort we wnętrzu. Producent ze Stuttgartu stworzył auto, w którym dobrze się odnajdzie praktycznie każdy.

Sam urok prowadzenia Porsche jest nie do opisania, a w Caymanie siedziałem tylko godzinę. Oddanie kluczyków Pani Karolinie Łukaszewskiej z Porsche Centrum Sopot było niestety bardzo bolesne… 

Reklama