Kim jestem, dokąd zmierzam?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Do tej pory, kiedy ktoś pytał mnie – kim jesteś, odpowiadałem, że Polakiem. Albo „cicho, śpij dalej” w zależności od sytuacji. W każdym razie zawsze raczej postrzegałem się jako Polaka. Do czasu, kiedy w quizie na Buzzfedzie nie wyszło mi, że jestem Polakiem tylko w 79%!

Zaczęło mnie dręczyć pytanie, czym jestem w pozostałych 21%? 

Zrobiłem więc inny test i wyszło, że na podstawie moich zwyczajów, zainteresowań i aktywności jestem morlińską Kiełbasą Teksańską. W opisie mojego charakteru było napisane, że lubię wszystko co ekstremalne i związane z adrenaliną, że kocham sport i nie cierpię nudy.

Tym, którzy nie znają mnie osobiście muszę powiedzieć, że kiedyś doznałem kontuzji kręgów szyjnych podczas zdejmowania podkoszulka, więc test z kiełbasą postanowiłem odrzucić jako niewiarygodny.

Tym natomiast, którzy mnie znają chciałem powiedzieć: 

Mateusz, mam twoje filmy cały czas. Nie, żadnego jeszcze nie widziałem. Czarek – nie mogę Ci jeszcze przelać tych pięciu dyszek, ale bądź cierpliwy. Oraz Tomku – nie, ona nigdy nie będzie Twoja.

 
Reklama

Wracając od testu na Polskość, wciąż zastanawiałem się czego polskiego we mnie zbrakło? Od ideału prawdziwego Polaka na pewno trochę oddaliły mnie pytania o obsesyjne oglądanie sportu, w którym Polska jest akurat dobra, czyli siatkówki i skoków narciarskich. 

Chciałem teraz napisać coś zabawnego o skokach, ale nawet tylko myśląc o tej dyscyplinie sportu, zdrzemnąłem się dwadzieścia minut.

Zrobiłem kolejny test. Ten miał pokazać, jak daleko lub blisko mi do statystycznego Polaka i znowu wyszło, że jednak daleko. Okazało się bowiem, że aż 64% Polaków deklaruje swoje zadowolenie z życia. 

Gdzie jesteście Radosne Przygłupki? Wpisujcie miasta. Jeżeli nikt się nie odezwie, będę zakładał, że jesteście na Podlasiu.

Pełni tego nędznego obrazu dopełniła w moich oczach informacja, że Statystyczny Polak posiada też podobno jakieś oszczędności, a wszystkie moje są w kieszeni letniej kurtki, którą schowałem na zimę w szafie. I sądząc po ocieplającym się klimacie, będę pewnie po nie sięgał szybciej niż się spodziewałem.

Z tego statystycznego testu dowiedziałem się też, że połowa Polaków kąpie się codziennie. Nie mówię, że nie. Widocznie nie wychodzą z domu. A przynajmniej nie jeżdżą ze mną metrem.

Ostatecznie zamiast szukać tego, czego mi brakuje, postanowiłem skupić na tym co we mnie najpolskie i co mnie z Polakami najbardziej łączy.

 
Reklama

Po pierwsze w moim domu zawsze był kosz na śmieci pod zlewem i zdjęcie papieża. 

Jeśli w tej chwili zadajesz sobie pytanie którego papieża, to chyba Ty powinieneś zacząć mieć wątpliwości, co do swojej narodowości!

Swoją drogą polecam się też sprawdzić w jakimś quizie z wiedzy o Janie Pawle II. Ja znalazłem taki dla prawdziwych papieskich ultrasów i zdobyłem solidne 5 na 20 punktów, co uważam za spoko wynik, jak na ateistę.

Poległem zupełnie na pytaniu o szewca papieża. Jak się okazało, nie był to Dratewka. 

Zmyliło mnie po prostu poprzednie „krakowskie” pytanie, na którym też poległem, bo nie miałem pojęcia na jakiej ulicy znajduje się „papieskie okno” w Krakowie. 

Wiem za to, gdzie znajduje się okno życia w Warszawie. Można powiedzieć, że dowiedziałem się o tym przez pewien przypadek, ale najlepiej nic nie mówić, nie pytać i zapomnieć, zupełnie jak ja i moja dziewczyna o małym Janku.

Poza papieżem w moim domu mieliśmy też zdjęcia Zbigniewa Nowaka i Aleksandra Kwaśniewskiego. Co ciekawe, z tego samego powodu, bo może i żaden nie pomagał, ale i specjalnie nie zaszkodził, co nawet uważam za dobrą cechę. Zwłaszcza u prezydentów.

 
Reklama

Na koniec mogę obiecać, że jeżeli moja postawa kogoś z Was nie zadowala, to będę starał się czynić więcej rzeczy, żeby mnie do tych 100% polskości jakoś przybliżyć. Na przykład w kinie idzie teraz jeden taki polski film, który sobie chętnie ściągnę z Internetu. 

Ale nie powiem, czy chodzi mi o „Boże ciało”, czy „Żenka”.

Reklama