Łukasz „Yoczook” Walaszek: Nie chcę być chodzącym billboardem

Elvis Strzelecki

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Czego nauczyło go tworzenie filmików na YouTube? Czy w świecie influencerów jest miejsce na bezinteresowne relacje? Czym zajmuje się obecnie? O tym wszystkim opowiedział nam Łukasz „Yoczook” Walaszek. 

Pewien znany aktor powiedział kiedyś, że małe miejscowości często wyrzucają na świat wielkich ludzi. Jak to się stało, że Łukasz, chłopak z Dukli postanowił zająć się nagrywaniem filmików na YouTube’a?

Cała przygoda zaczęła się po prostu na YouTube. To właśnie tam oglądałem popularnych twórców grających w gry. Myślałem wtedy – ,,hm, ja zbuduję to po swojemu”, jednak plany i marzenia szybko legły w gruzach przez wymagania sprzętowe, jakie w tamtym czasie miał „MINECRAFT”. Minęły 2 lata, a ja zdążyłem już przeczytać książkę jednego z samozwańczych guru coachingu, Briana Tracy – ,,Zjedz tę Żabę”. Czytając ją, parsknąłem śmiechem – „jak można pracować, a potem się bawić, wolę cały czas się bawić”. Po roku wróciłem do niej i doznałem olśnienia. Autor sugerował, żeby robić to, co się lubi. Tak zacząłem szukać pasji, próbowałem piłki nożnej, tenisa, tenisa stołowego, a nawet byłem ministrantem. Gdy dostałem pierwszy telefon z aparatem o mocy 720p HD, mój brat zapytał mnie – ,,młody, a ty nie chciałeś być YouTuberem?”. Tak stworzyłem pierwsze vlogi. Do dziś pamiętam, jak  poprosiłem o lustrzankę mojego tatę, a on powiedział – ,,jeśli jesteś dobry, to tym sprzętem zarobisz na lepszy” i zarobiłem. Wtedy moją misją było pokazanie, że tacy chłopcy z małych wsi mają szansę być,  kim zechcą.

Pamiętam moment, kiedy rodziły się największe postaci na polskim YouTube. Pracowałem wtedy w pewnym czasopiśmie o influencerach i nierzadko zdarzało nam się z koleżanką redakcyjną spędzać całe dnie na odpisywaniu fanom na pytania w stylu, kiedy plakat lub wywiad z panem X. Jak Ty wspominasz moment wejścia na pokład tego statku?

Dobrze pamiętam to pismo! Poprosiłem o pomoc moją małą armię widzów, która spamowała wszędzie linkiem do mojego kanału i do dziś jestem im ogromnie wdzięczny, bo dostałem się do pierwszego numeru. Wracając do pytania – wchodząc do tego statku, nie wiedziałem do końca, jak pływać. Wszystko było nowe, a fakt, że ktoś Cię ogląda, wysyła paczki, udostępnia filmy, chce mieć z Tobą zdjęcie, stanowił dla mnie wyjątkowo ekscytujące doświadczenie. Przed tym, jak zostałem twórcą internetowym, byłem cichym chłopcem, który bał się pytać o drogę, nawet gdy się zgubił. Początek kariery wspominam więc jako spore wyzwanie i gdybym mógł coś powiedzieć Łukaszowi sprzed 5 lat, powiedziałbym – ,,stary, szanuję za odwagę”.

Jesteś nastolatkiem, nagrywasz materiały, które oglądają dzieciaki w całej Polsce. Zaczynasz jeździć na eventy, gościsz w śniadaniówkach, przeprowadzasz się do większego miasta, rozpoczynasz samodzielne życie. Co wtedy czułeś? Był taki moment, w którym pomyślałeś sobie – „jestem gwiazdą rocka, świat leży u moich stóp”? 

Osoby, które mają uprzedzenia, mogą myśleć, że tak było. One widzą to tak –  młody człowiek, któremu udało się zdobyć jakąś popularność w mediach – pewnie dzban i arogant. W rzeczywistości było jednak inaczej. Od małego uczono mnie, abym się nie wychylał, a pokora w tamtym okresie towarzyszyła mi wraz z głosem ojca, który odpowiednio (czasem ostro) temperował moje zachowanie. Jasne, na początku czułem się lepszy. Czułem też, że jestem dojrzalszy od swoich rówieśników i całkiem nieźle ogarniam swoje życie, nie mniej jednak miałem również świadomość, że po słońcu przychodzą chmury i odwrotnie. To brzmi dziwnie, ale zanim moja tzw. kariera się rozpoczęła, wiedziałem, że nastąpi moment, kiedy ona się skończy, na skutek mojej decyzji bądź innych okoliczności.  

Reklama
Advertisement

Inna sprawa – poznajesz popularnych YouTuberów, wśród których znajdują się też  Twoi idole. Rodzą się nowe znajomości. Czy w tym świecie istnieje w ogóle miejsce dla przyjaźni oraz miłości?

Powiedzenie – ,,sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą” świetnie obrazuje mój pogląd na temat popularności. Ostatnio nawet wyczytałem słowa – ,,popularność to kara, wyglądająca jak nagroda”, z którymi po części się zgadzam. Popularność powinna być konsekwencją publicznego działania, a nie głównym jego motorem. Nie bez powodu z pełną świadomością wyszedłem z rynku influencerskiego. To nie tak, że uważam ten świat za zły. Po prostu nie odnalazłem się w tym środowisku. Wiem, ilu jest tam interesownych ludzi, którzy odzywają się, gdy widzą strzałki rosnących statystyk, a odwracają jak chorągiewki, kiedy tylko one spadną. Są osoby, które znalazły miłość życia, są też tacy, którzy odnaleźli przyjaźń. Ja do nich nie należę, lecz uważam, że jest tam na to miejsce, tylko trzeba zachować wyjątkową ostrożność. Każdy, kto siedział w tym głębiej, wie, o czym mówię. 

Pozostając w temacie – czego nauczyło Cię bycie influencerem? Co było pozytywnym zaskoczeniem, a co największym zawodem funkcjonowania w przestrzeni social mediów?

Decyzja o stworzeniu kanału, rozpoczęcie działalności, otworzenie firmy i wyjechanie do Warszawy było najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Nic nigdy nie nauczyłoby mnie tak życia, jak narzucona przez siebie samego w ekspresowym tempie dorosłość. Popełniłem liczne błędy, dzięki nim dziś jestem mądrzejszy i szybciej umiem wychodzić z kryzysowych sytuacji. Często powtarzam – ,,dziś kopię dołki, żeby jutro w nie nie wpadać”. Umiem występować na scenie, potrafię prowadzić firmę, wiem, jak pracować z klientami. Poznałem rynek od środka, robiąc dziesiątki kampanii, mógłbym tak wymieniać dalej, czego się nauczyłem i jak bardzo jestem za to wdzięczny. Co było największym zawodem? Mówiono mi, jak bardzo ważne są pieniądze, lecz gdy je zdobyłem dzięki popularności, poczułem pustkę. Kiedyś stawiałem znak równości pomiędzy szczęściem a pieniędzmi. Dziś wiem, że na teście z matematyki w kategorii „życie” byłem słaby. 

Liam Howlett z The Prodigy grając na pewnej imprezie, powiedział – „Co ja tutaj robię?”. Wtedy też grupa obrała inny kierunek w swoim artystycznym życiu. Kiedy Ty poczułeś, że pora coś zmienić?

Jest taki moment, kiedy przestajesz oglądać swoje filmy, bo nie możesz na nie patrzeć.  Gdy już sam nie miałem sił montować i tworzyć materiałów, środowisko kazało mi zatrudniać ludzi, przez co miałem 2 pracowników, którzy robili niemal wszystko, od nagrania przez pomysł, aż do wrzucenia do sieci i odpisanie na komentarze. Wtedy poczułem, że coś jest nie tak, odurzałem się różnymi narkotykami, pocieszałem pieniędzmi, wydając krocie na trenerów, kino, prezenty i inne niepotrzebne nikomu rzeczy. Psychologia zna termin Flash, takie nagłe olśnienie. Ja również go doznałem, dzięki czemu  postanowiłem zmienić swoje życie.

Dżuma dzisiejszych czasów – depresja. Żyjemy pod presją, gdzie prawie każda młoda osoba dąży do tego, by wyróżniać się z otoczenia, być zauważoną i docenioną. Co Tobie pomogło w wyjściu z takiego schematu myślenia?

Statystyki są przerażające. Liczba osób chorych na depresję jest coraz większa. Mam wrażenie, że żyjemy w przebodźcowanym świecie – muzyka, zdjęcia, hałas, ludzie, informacje. Nigdy w dziejach historii nie mieliśmy dostępu do tylu informacji, co teraz. Niewiele osób sobie z tym radzi. Przeraża nas wolność i możliwości, jakie ze sobą niesie. Ludzie chcą być doceniani i zauważeni z powodu niskiej samooceny, a powodów takiego stanu rzeczy jest kilka. Nasza religia, która każe przepraszać za to, że się urodziliśmy (grzech pierworodny). Szkoła, w której każdego się porównuję, ocenia i każe się wychodzić na środek klasy, mówiąc – ,,no powiedz, co mądrego masz do przekazania”. Rodzice, którzy słowami w stylu – ,,Kasia dostała piątkę, a ty trójkę”, krzywdzą dzieci i nie budują ich samooceny. Do tego społeczeństwo, świat reklam i social mediów, pełen idealnych sylwetek, panów w drogich zegarkach i samochodach, wygładzonych zdjęć, hedonistycznych postaw i uzależnienia od dostarczanej na każdym kroku dopaminy. To wszystko sprawia, że ludzie wpadają w pętlę autosabotażu i nieświadomości. Co mi pomogło? Ćwiczenia, praktyka i zrozumienie świata poprzez rozmowy ze starszymi (mądrymi) ludźmi, książki rozwojowe o tematyce inteligencji emocjonalnej, a nawet ruchy filozoficzne, takie jak stoicyzm. Moja pewność siebie kiedyś budowana była na lajkach, a poczucie własnej wartości uzależnione od osób, które klikają ,,lubię to” – to brzmi okropnie, a jest rzeczywistością setek nastolatków. Dziś definiuję ją przez rozwój, drobne sukcesy, wdzięczność, którą praktykuję każdego dnia i poczucie misji,  które towarzyszy mi niezależnie od pogody ducha.

Czy w trudnych momentach mogłeś liczyć na wsparcie rodziny?

Wiele młodych osób ma trudny kontakt z rodzicami, nowe pokolenie jest niecierpliwe i nie wytłumaczy rodzicom, co jak działa, a stare nie ma otwartej głowy i stosuje mechanizmy obronne pt. ,,nie znam tego, czyli to musi być złe”. Osobiście mogłem liczyć na wsparcie mojej rodziny. Co prawda niewiele rozumieli z tego, co robię, ale doskonale wiedziałem, że życzą mi jak najlepiej.

Dziś dużą rolę w Twoim życiu odgrywa tematyka motywacji i psychologii. Powiedz coś więcej na temat tego, czym obecnie zajmujesz się na co dzień.

Kiedy liczby zaczęły spadać, cześć środowiska śmiała się, że się skończyłem. Nie ukrywam, to nie było łatwe. Czułem się jak bankrut w wieku 20 lat, traciłem liczby w odsłonach, dlatego postawiłem sobie wyzwanie – nagrać kilka odcinków, które będą chętnie oglądane. Zrobiłem to, nabiłem odsłony, udowodniłem, że jak chcę, to potrafię i z głową do góry opuściłem stolicę, mimo że wszyscy mi to odradzali. 

Dzięki przygodzie pt. ,,YouTube” zyskałem 5-letnie doświadczenie w influencer marketingu. Aktualnie prowadzę eventy, podczas których wraz z nową falą influencerów edukujemy młodą publiczność w różnych miastach na tematy związane z życiem w sieci. Prowadzę kursy i szkolenia z zakresu pewności siebie, osiągania celów, marki osobistej, produkcji video oraz kanału w social mediach. Tworzę i realizuję kampanie reklamowe, łącząc twórcę z klientem, a dodatkowo współpracuje z Fundacją Wyjdź przed Szereg, gdzie działamy prokobieco i prospołecznie, motywując oraz pokazując innym, że można żyć lepiej. Coaching kojarzy mi się z samozwańczym guru w spoconym, za dużym garniturze, który wkręca do jakiegoś marnego MLM-u. Ja wolę mówić, że pomagam ludziom takim, jakim sam byłem kilka lat wcześniej. 

Wróćmy do tematu influencera? Co na tym etapie Twojego życia oznacza to pojęcie?

Nie każdy freelancer to influencer, ale każdy influencer to freelancer. Influencer zaczyna się wtedy, kiedy za działanie w sieci jesteś w stanie się utrzymać.  Z takich ciekawostek dodam, że pojęcie „normalny influencer” ma dwa sprzeczne znaczenia. Z jednej strony słowo norma określa większość, a z drugiej mówi, jakie coś powinno być. Dlatego śmiesznie jest powiedzieć, że „normalny influencer” reklamuje produkty, które sam lubi, bo jasne, powinien tak robić, ale większość zamienia się w chodzące billboardy. To prawda, że każdy chce zarobić, ale jest lepsza droga niż sprzedawanie swojej twarzy przy produktach, które mogą wprowadzić w błąd Waszych odbiorców. 

Co byś chciał przekazać wszystkim młodym osobom, które myślą o karierze w mediach społecznościowych?

Pomyślcie sobie, po co chcecie to robić. Czy to dzielenie się swoją pasją, motywowanie ludzi, inspirowanie ich do działania, szukanie osób podobnych do Was, chęć niesienia pomocy innym bądź przekazanie jakieś wartości są dla Was ważne, czy może sama chęć pokazania się, zabłyśnięcia i pochwalenia się przed koleżanką, że dostajecie darmowe produkty? Pamiętajcie, im bardziej udajecie kogoś innego, by zaimponować ludziom, tym bardziej Wasze prawdziwe „Ja” cierpi. Dziękuje. 

Reklama