ANYWHERE          TV

Moda Japonii: W obawie przed śmiercią


Tokyo Fashion Facebook

Domy pogrzebowe oferujące pochówek zwierzakom, noclegi w hotelach kapsułowych automaty, w których można kupić wszystko czego dusza zapragnie i roboty w roli sprzedawców. O Japonii mówi się głównie, jako o kraju ściśle związanym z innowacyjnymi technologiami. Z kolei media stale zasypują nas informacjami o tym, jak bardzo tamtejsi ludzie są uduchowieni, przywiązani do obrzędów przekazywanych z pokolenia na pokolenie i rytuałów związanych z życiem pozagrobowym. Te dwie sprzeczne siły, kult nowoczesności i fanatyczne uwielbienie tradycji, zderzają się ze sobą niemal każdego dnia i na każdym kroku.

Kawaii

Pełna kontrastów jest również moda Kraju Kwitnącej Wiśni. Kiedy wpiszemy w googlach frazę „Japonia street style” otrzymamy miliony kolorowych zdjęć, prezentujących jeszcze barwniejsze postaci przechadzające się po Harajuku, jednej z najbardziej stylowych dzielnic Tokio. Nurt kawaii, polega na postrzeganiu i prezentowaniu świata jako uroczego, słodkiego niewinnego i do bólu infantylnego miejsca. Najbardziej powiązane z nim są bez wątpienia lolity – kobiety, stylizujące się na małe dziewczynki, księżniczki, przyodziane w krótkie sukienki, często posiadające fartuszek i zdobione całą masą możliwie najbardziej cute ozdóbek. Japońskie lolitki bardzo mocno się malują, co ma powodować efekt „starej maleńkiej”. Oprócz nich po ulicach przechadzają się młodzi chłopcy, ubrani zgodnie z estetyką queer. Krótko mówiąc: modowy odlot 24/7.

Hiroshima chic

Z drugiej strony japońskie wybiegi nieustannie toną w czerni. Do dziś niezwykle popularna jest tam estetyka, którą prasa określiła „Szykiem Hiroszimy”. Zapoczątkowali ją kilka dekad temu Rei Kawakubo i Yohji Yamamoto, poprzez mroczne, awangardowe kolekcje, oparte głównie na dekonstrukcji i przeskalowaniu. Yamamoto łączy modę z filozofią. Przy pomocy kolekcji nawołując do obalania status quo. Jego motto brzmi: „podbijać wybiegi przez antytezę”. Projekty, które tworzy często wyglądają na niedokończone, poszarpane i podziurawione, przepełnia je smutek i furia. Z kolei konstrukcje Kawakubo abstrakcyjnymi formami przypominają bardziej rzeźby niż ubrania. Rękawy multiplikują się a zaszewki i zapięcia wyrastają w najbardziej nieoczekiwanych miejscach. Ponadto, na projektach często pojawiają się dziwne wybrzuszenia, przypominające guzy i zniekształcenia ciała.

I chociaż na pozór przepełnione furią barw kawaii i mroczne Hiroshima chic nie mają ze sobą wiele wspólnego, nic bardziej mylnego. Oba nurty są efektem życia w nieustannym lęku. Japonia bowiem położona jest na styku płyt tektonicznych, w obrębie „ognistego pierścienia Pacyfiku”. Codziennością są tu więc trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów i fale tsunami. Tamtejsza, pełna kontrastów moda to opowieść o kraju, w którym widmo śmierci nieustannie rzuca cień na życie mieszkańców, a zagrożenie katastrofą stało się normą. Sposoby na radzenie sobie ze strachem są różne. Niektórzy, niczym lolity, wybierają życie w queerowej utopii, w ten sposób wypierając smutek i myśl o śmierci, która może czaić się za rogiem. Kawaii paradoksalnie nie ma w sobie nic z radości. To pusty śmiech, bunt, narzędzie krytyki i wielka odmowa zaakceptowania rzeczywistości. To wybranie bajki, w której przecież księżniczki żyją długo i szczęśliwie. Estetykę Hiroshima chic przepełnia natomiast chłodna akceptacja. To przeświadczenie o nieuniknionej zagładzie, która tak czy siak nadejdzie, więc najlepiej mentalnie się na nią przygotować. To pogodzenie się z faktem, że siła natury jest większa niż człowiek. To warsztaty umierania.

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE