Na moich oczach jest ponad dziewięćset blizn

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Pani Borucka powiedziała, że weterani wojenni często tyle nie mają, tylko że oni są szorstcy, a pani bardzo emocjonalna. Pani Błażucka mówiła kiedyś, że przy takiej wrażliwości mózgu ciężko o emocjonalny spokój. A mama od zawsze powtarzała – bądź czujna. Wyćwiczyłam tę czujność i czułość perfekcyjnie. Niektórzy tę umiejętność nazywają nadwrażliwością. To w życiu się przydaje i przeszkadza, nie mogę się zdecydować które z nich przechyla wagę. Choć uczę się ostatnio, by oceniać jak najmniej, najlepiej wcale, tylko to jest cholernie trudne zadanie. Przez tę wrażliwość, a może dzięki niej, każde ukłucie serca wędruje do mózgu i wypływa ze łzami. Cały ten proces każdorazowo zostawia w moim ciele trwałe zmiany. Mój puls jest wysoki zaraz po przebudzeniu, w nocy pewnie też. W nocy to on musi być szalony, przecież ja nocą robię takie rzeczy, o które bym się nawet nie podejrzewała. Nocami poznaję siebie tak naprawdę. Dzisiaj w nocy na przykład miałam romans, wszyscy o nim wiedzieli i to było przyjemne, choć ciągle nieco krępujące. Kiedy całujesz kogoś, kto nie jest twoim partnerem, a twój partner i twoja mama o tym wiedzą, to jest to wtedy romans czy nie?

W słowniku języka polskiego romans opisany jest jako związek dwóch osób niebędących w związku małżeńskim. A jak więcej niż dwóch?

Okazuje się, że całe życie tylko romansuję, poza nocą również. Związek małżeński w tym kraju nadaje znaczenie wielu sprawom, finansowym głównie. Rozumiem, że większość może mieć w zawarciu takiego związku interes.

Romans potocznie też znaczy interes, ale to interes wagi mniejszej.

Gdybym zaczęła mówić potocznie kiedy jestem w potrzebie, jak to mogłam się nauczyć ze słownika języka polskiego, mówiłabym – mam do ciebie romans.

Mam do ciebie romans, pożycz ładowarkę, proszę. Przecież to cały romans obiera z jego czaru. Interesy są mało czarujące, choć zauważam pewne zależności względem interesów, romansów i zawierania związków małżeńskich. Ja swoje interesy oparłam na poszukiwaniach czaru, bez tego czaru, którego nieustannie poszukuję, mniej bym pewnie przeżywała, nie tworząc sobie rozdarć na siatkówce. Dla moich oczu to by było dobrze.

 
Reklama

Nie lubię oddzielania swoich części ciała od siebie, przecież moje oczy to ja.
Mężczyźni regularnie robią to ze swoimi penisami. Ja i mój penis. To dobrze dla niego.

Ja nie muszę, ale mój penis potrzebuje. Co dwie głowy to nie jedna. Ich penis jest przecież częścią ich ciała, tak samo jak ich nos, łokieć czy wątroba. Chociaż wątroba też bywa oddzielna, kiedy się nią trzeba lepiej zająć po upojnych nocach, często wymaga nawet większej opieki niż penis.
Chciałabym mieć penisa choć przez jeden dzień, imponuje mi ta część ciała.

Cały ten dzień spędziłabym uprawiając seks. Jestem pewna, że wówczas miałabym romanse. bezinteresowne.
Sikałabym daleko i tańczyła nago. Seks, sikanie i codzienny ruch. W pierwszym dniu posiadania penisa sprawdzanie tych czynności interesowałoby mnie najbardziej.

Przez wszystkie lata, które przeżyłam nic takiego mi się nie przyśniło.

Lubię te niewidoczne blizny na oczach. Zapisują na mnie przeżycia i jest to zupełnie niewidoczne. Nawet ja ich nie widzę, tylko czuję. Wiem, że są. Dokładnie może je obejrzeć doktor Borucka, ale są tacy, którzy je widzą, choć nie mają na to widzenie dowodów. Czasami coś się wie, choć ciężko to skrystalizować w słowa, w myśli choćby.

Intuicja z łaciny znaczy obserwacja. Może dzięki uważności później więcej się wie i rozumie, choć całego procesu dochodzenia do rozwiązania problemu nazwać się nie umie. Każda ta blizna to jest ślad po obserwacji, po czujnym przyglądaniu się. Blizny są dowodem na przeżycia. Na jakiś rodzaj bólu, pęknięcia. Wydawało mi się do tej pory, że mam ich niewiele. bo co to za blizna pod piersią od odskakującego kota co się wystraszył odkurzacza, czy ta po złamanym paliczku palca u dłoni najmniejszego. Jest ta na nosie, świadcząca o odwadze i ta na sercu, ale ona też jest niewidoczna. Ujmuję przeżyciom, ustawiam je na skali, odbieram im ważność. Robię to też z miłościami. romansami. Po czasie oceniam je jako mniej lub bardziej ważne. Oceny własnych wyborów nie mogę się wyzbyć. Okazuje się, że wszystkie one zostawiają ślady na mojej siatkówce.

Ponoć nic się w życiu nie zapomina. Ta wiedza tworzy we mnie konieczność przeżywania tylko chwil ważnych. Każe zajmować czas wedle chęci, tylko i wyłącznie. Nie dopuszcza strat czasu. Każda najmniejsza podjęta decyzja, każdy codzienny wybór ma swoje konsekwencje. Wszystko się zapisuje. Moje pierwsze wspomnienie to…

 
Reklama

i zawsze chcę opowiadać historię, której tak naprawdę nie pamiętam. która zbudowała się we mnie poprzez opowieści i dzięki moim wyobrażeniom stała się rzeczywistością. Tyle razy wizualizowałam sobie swój poród, że stał się częścią mnie. A pierwsze moje wspomnienie to zapach domu. Za oknem jest ciemno i mokro, powinnam zakładać ubranie, a nie chcę tego robić. Stoję nago na krześle i patrzę przez okno. Światło latarni skrzy na mokrym chodniku. Mam się ubierać, musimy wyjść do przedszkola.
W przedszkolu trzeba robić rzeczy, na które nie ma się ochoty. Noszę leginsy i kapcie w dinozaury, są trochę sztywne, czasami boli mnie od nich palec. Często chce mi się płakać, ale połykam wszystkie łzy, żeby nikt nie widział. Tak rozumiem siłę i skupienie.

Przedszkolne zabawki nie mają imion. Są jak obcy mijani na ulicy. Przyglądam się im, ale nie biorę ich za rękę. Lubię pisać literki, jestem chwalona, ale mimo tego jest mi przykro. Zawsze ktoś jest lepszy, a ktoś jest gorszy. Później w szkole czuję to mocniej. Biegamy za piłką, w drużynach. Nigdy nie czuję się przynależna do mojej drużyny. Biegnę najszybciej jak mogę. Znowu jestem silna i skupiona, ale tylko dlatego, żeby nikt nie miał do mnie pretensji. Nigdy nie cieszę się z wygranej.

Może już wtedy moja siatkówka zaczęła się przedzierać. Może wtedy, kiedy ktoś kopnął piłkę od koszykówki i ona, przelatując przez całą salę gimnastyczną, zatrzymała się na mojej głowie. A może wtedy, kiedy spadłam z najwyższej rurki trzepaka i przez chwilę nie mogłam oddychać. Stała wtedy nade mną Ola Moszczeńska i śmiała się i ja też się śmiałam, choć nie było tego widać. A może to się zaczęło wtedy, kiedy nauczyłam się przełykać łzy. Pani Borucka też tego nie wie. Informuje mnie bym lepiej nie paliła, bym jogę ćwiczyła uważnie i opanowała emocjonalność. Tylko jak?
Może jakbym miała tego penisa, choć myśląc o ludziach z penisami jestem przekonana, że wielu z nich wchodząc do przedszkola, tak samo jak ja, musieli być silni i skupieni. Musieli połykać łzy tak, by nikt nie widział.

Reklama