Zanurzony w paradoksach – Żuławski (wyd. Krytyka Polityczna)

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Wydany przez Krytykę Polityczną zapis wywiadu- rzeki z Andrzejem Żuławskim, to niezwykle fascynująca lektura, nie tylko dla miłośników reżysera, ale również dla wszystkich osób zainteresowanych kulturą współczesną. Dialog Piotra Mareckiego i Piotra Kletowskiego ze słynnym twórcą dotyczy przede wszystkim dorobku ich rozmówcy, jednakże przy okazji mocno zahacza o całe spektrum bardziej uniwersalnych tematów, takich jak: literatura, muzyka, komiks, a nawet filozofia, czy polityka. Z tej merytorycznej układanki wyłania się obraz jednostki, którą definiował szereg jednocześnie fascynujących i irytujących paradoksów.

Kilkusetstronicowa konwersacja odsłania przed czytelnikiem artystę co najmniej nietuzinkowego. Swój pomysł na X Muzę (kilka dekad temu szokujący najpierw rodzimą, a później światową publiczność), opiera przede wszystkim na przełamywaniu betonowych tabu. Tych gatunkowych, jak np. w parabiblijnej fantastyce “Na srebrnym globie” albo obyczajowych jak w rozerotyzowanych dramatach psychologicznych – “Kobiecie publicznej” oraz “Najważniejsze to kochać”. Jednak z drugiej strony w wywiadzie wręcz bije od niego pewnego rodzaju konserwatywność. Nieustannie nawiązuje do kanonu literatury sprzed wieków i wciąż przywołuje swoje umiłowanie muzyki poważnej oraz opery, a już np. jazz uznaje za zbyt wywrotowy, by móc go traktować na równi z Chopinem. Mocno skostniały światopogląd niechcący manifestuje się też podczas wzmianek o przewijających się w jego filmach aktorkach. Żuławski bardzo płytko, jak na filmowca awangardowego, określa ich wartość, najczęściej mierząc ją walorami potencjału wyglądu zewnętrznego.

Autor “Opętania” jawi się tu jako osobowość multimedialna, uznająca kinematografię za zbyt ciasne pole do manewrów. Dyskusja śledząca całą jego karierę akcentuje wielopoziomowość działań filmowca ochoczo tańczącego wokół światów kinowych, teatralnych, a także fotograficznych, po to, by pod koniec życia na dobre zadomowić się w przestrzeniach czysto literackich. Natomiast, gdy pada pytanie o kreatywne stymulanty internetowego uniwersum, nagle znika gdzieś multidyscyplinarny bakcyl i zostaje zastąpiony zaskakująco banalną postawą reżysera starej daty. Bohater tej książki widzi w cyfrowych realiach jedynie informacyjne przeładowanie oraz bierną konsumpcję treści, całkowicie ignorując jeden z kluczowych aspektów tekstów kultury cyberprzestrzeni, czyli interaktywność. Polski reżyser wchodzi więc w buty artystów, których przed laty kontestował, zamykając się na nowe środki wyrazu, jak tradycjonaliści rodzimego kina w epoce PRLu odrzucający nowatorski język narracji “Diabła”.

Ciekawi także “żuławski” kontrast wulgarności oraz wyrafinowania. Związek kultury “niskiej” i “wysokiej” widać w większości jego filmów. “Szamanka” to przecież obcesowy, psychoseksualny thriller flirtujący z mistycyzmem, a we wspomnianym już wcześniej “Opętaniu” dramat rozpadu małżeńskiej relacji stopniowo przeobraża się w odpychający cielesny horror. Identyczną sprzeczność można zaobserwować w wypowiedziach lwowskiego artysty. Wielokrotnie cytuje wielkich myślicieli, a także podkreśla swoje inteligenckie pochodzenie, symultanicznie nazywając dzieła niespełniające jego wymagań po prostu mianem “gówien”. O ile gatunkowy kolaż filmów miał pchać X Muzę do przodu, to już werbalne figle żeniące elegancję z rynsztokiem, chyba służyły jedynie umocnieniu atrakcyjnego wizerunku bezkompromisowego rebelianta.

Autokreację nieomylnego szamana kina akcentuje gigantyczna pewność samego siebie. Według Żuławskiego aktorem może zostać pierwsza lepsza osoba z ulicy, a funkcja operatora powinna ograniczać się tylko do odpowiedniego trzymania kamery. Dlatego właśnie, uważał się za najważniejszą osobę na planie, trzymającą półamatorski, niekompetentny chaos w garści.

Trzeba jednak przyznać, że wyrażona wiązanką sprzeczności poza szalonego geniusza również dziś hipnotyzuje czytelnika niczym najlepsza fabularna opowieść. W trakcie rozmowy twórca nieustannie balansuje na granicy dobrego smaku oraz intelektualnej prowokacji, doprowadzając do szału każdego, kto pragnie odnaleźć prawdę w kolejnych warstwach ironii. Spotkania z tym artystą musiały więc przypominać jego dorobek, ponieważ były równomiernie intrygujące oraz drażniące nerwy.

Reklama

Organiczność

Powtarzaj za mną: Działam organicznie, działam organicznie  Zamiast:  Muszę bez