Co nas pęta, co nas wyzwala

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Dziennikarzy współcześnie plasuje się przeważnie na skali społecznego hejtu gdzieś pomiędzy księżmi a liderami opozycji. Dlatego warto do lektury książki o prawdzie namówić tych, którzy owe skale konstruują. Tych uplasowanych tym bardziej. 

Jeśli nie znali Państwo poprzedniej książki Toma Phillipsa „Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko”, po jego kolejnej publikacji bez wątpienia ochoczo uzupełnią Państwo lekturowe braki. W czasach medialnej dezynwoltury i pompowania przekonania o tym, że jesteśmy nadzwyczajnym gatunkiem w dziejach świata, miło pocieszyć się, że od zarania dziejów ludzkość była w większości bandą bezmyślnych głupków. Kolejna książka Philipsa „Prawda. Krótka historia wciskania kitu” pozwala z ulgą nabrać pokory i z politowaniem spojrzeć na wieki pielęgnowanych pieczołowicie bzdur, które od wieków generujemy, wciąż mając na sztandarach prawdę jako najwyższą wartość. Najlepiej podsumowuje to cytat z Vilhjalmura Stefanssona, otwierający książkę Philipsa: „Najbardziej uderzającą sprzecznością naszej cywilizacji jest głoszony przez nas fundamentalny szacunek do prawdy i głębokie lekceważenie, z jakim ją praktykujemy”.

Mówienie, że żyjemy w czasach „postprawdy”, sugeruje, że wcześniejsze epoki były czasem prawdy absolutnej. Jest to, rzecz jasna, klasyczna ściema. Kłamstwo jest stare jak ludzkość i w zasadzie właściwe tylko naszemu gatunkowi. Owszem, kukułki potrafią przedstawicieli swojego gatunku robić w bambuko, podobnie sroki, małpy i ryby głębinowe, ale tylko człowiek łże z premedytacją, według misternie opracowanej strategii. Badania naukowe wykazały, że u wszystkich naczelnych istnieją bliskie korelacje między wielkością kory nowej (części mózgu odpowiadającej za skomplikowane zadania, takie jak mowa) i częstością występowania oszustw. Innymi słowy, im większy mózg, tym więcej kłamstw. Wyzwania stawiane przez życie w złożonych grupach społecznych – łącznie z potrzebą okazjonalnego oszukiwania – mogły spowodować zwiększenie złożoności i wielkości naszych mózgów. Moglibyśmy zrzucić nasze paskudne tendencje na karb przekleństwa posiadania rozwiniętego mózgu, ale to, niestety, tylko nas pogrąży. 

Jeśli chodzi o życie w prawdzie, sami jesteśmy swoim największym wrogiem. Ściemniamy kolektywnie, porażająco, czasami perfekcyjnie, czasami skrajnie niedoskonale. A, jak pokazuje historia, to kłamstwo, że prawda zawsze się obroni. Ilekroć stoimy przed wyborem pomiędzy prawdą i dobrą opowieścią – z reguły wybieramy to drugie. Nasz mózg robi mnóstwo rzeczy, abyśmy stali się wyjątkowo kiepscy w wyczuwaniu różnicy pomiędzy prawdą i nieprawdą. Istnieje wiele fachowych terminów, które prawdopodobnie znamy choćby ze słyszenia – takich jak „rozumowanie umotywowane” i „efekt potwierdzenia” – ale wszystkie zasadniczo sprowadzają się do tego, że gdy chcemy w coś wierzyć, wówczas sprawdzanie, czy jest to prawdą, czy nieprawdą, zajmuje dość niską pozycję na liście priorytetów naszego mózgu. 

 
Reklama
 
Reklama

Kłamiemy ze strachu, ze wstydu, z potrzeby wybielenia, chęci uzyskania awansu, ucieczki od odpowiedzialności, zdobycia wszelakich korzyści: finansowych, społecznych, towarzyskich. Im bardziej w swoich kłamstwach jesteśmy wiarygodni, tym bardziej nasze ego puchnie. Stąd kłamstwo jest uzależniające. A wszystko, co uzależnia, sprawia, że tracimy nad tym kontrolę. 

Taki prezydent Trump na przykład podczas 869 dni sprawowania urzędu wygłosił 10796 „fałszywych albo wprowadzających w błąd oświadczeń” – jeśli wierzyć ustaleniom „Washington Post”. 

Książka Toma Phillipsa śledzi różne sposoby rozprzestrzeniania się i zakorzeniania nieprawdy. Bierze pod lupę zachowania polityków, podróżników, zwykłych oszustów, którzy postanowili zrealizować (skutecznie) najbardziej bezczelne sny o potędze, wreszcie: prześwietla zjawisko fake newsa i sięga do początków prasy. 

Z racji wykonywanego zawodu właśnie ta część najbardziej mnie zainteresowała. „Przyjmujemy, że jeśli przeczytaliśmy o czymś w gazecie, to najpewniej jest to prawda. Uważamy, że jeśli ktoś sprawia wrażenie godnego zaufania, to nie próbuje nas nabić w butelkę. Wierzymy, że jeśli wielu świadków mówi, że coś widziało, to rzeczywiście coś w tym musi być. Żadne z tych założeń nie jest tak solidne, jak ci się wydaje. Po prostu nie poświęcamy dostatecznej uwagi kwestii kłamstwa. Nie badamy go i o nim nie mówimy, wskutek czego nie zawsze umiemy je rozpoznać, gdy się z nim spotykamy.”
Szybki obieg informacji sprawia, że zasada trzykrotnego sprawdzenia źródła informacji przestaje mieć rację bytu. Media walczą z czasem, źródłem, działem reklamy, na nagłówki i kliki. Dziennikarzy z długoletnim stażem ma się w głębokiej pogardzie, ale to wielonakładowe szmatławce piszące o bzdurach sprzedają się na pniu. Obok listy najbardziej porażających absurdów, w jakie jest w stanie uwierzyć ludzkość (widmowe statki powietrzne czy rozpowszechnione przekonanie, że ktoś próbuje kraść mężczyznom penisy) Phillips pokazuje, jak bardzo pod względem gatunkowym jesteśmy spragnieni kłamstwa. Pokazuje również jego długofalowe konsekwencje i próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy jesteśmy w stanie bez kłamstwa żyć w przyszłości.

Trzy główne zmiany przemieniły podstawowe ludzkie pragnienie wiedzy w coś znacznie ważniejszego: eksplozję informacyjną, która głęboko ukształtowała świat na dziwne sposoby. Stopniowy rozwój sieci usług pocztowych, rozkwit warstwy kupieckiej związany z ekspansją handlową i wynalezienie prasy drukarskiej. Odkąd w 1439 roku Jan Gutenberg wprowadził

 
Reklama

w Europie prasę drukarską z ruchomymi czcionkami, ruszyła wielka machina przemian informacyjnych na świecie. „Druk od początku był skrajnie kapitalistycznym przedsięwzięciem: większość drukarni należała do osób prywatnych, wykonujących pracę dla zysku, rywalizujących

między sobą i generalnie niepodlegających władzom świeckim czy kościelnym (przynajmniej dopóki nie rozpracowano, że z ich pomocą zrodził się protestantyzm). Przez stulecia cena książki pozostawała względnie stabilna… i niebotyczna. Od czasów Gutenberga spadała w tempie około dwóch procent rocznie przez ponad sto lat. Może nie wydaje się to dużo w skali roku, dopóki człowiek nie uzmysłowi sobie, jak to 64działało przez wiele dziesięcioleci: w 1450 roku cena książki równała się wielu miesięcznym zarobkom. W roku 1600 można ją było kupić za mniej niż dniówkę”. W 1605 roku w Strasburgu Johann Carolus, introligator i drukarz, zaczął wydawać biuletyny. Tak powstała pierwsza na świecie gazeta: łączyła potęgę sieci usług pocztowych z elementami kroniki towarzyskiej. 

Phillips wykonał niebotyczną robotę: żmudnie gromadził informacje dotyczące rozwoju i źródeł współczesnej prasy, wskazał jej twórców i pierwszych rewolucjonistów, których działania niekoniecznie były obliczone na rzetelne informowanie społeczeństwa (wyobrażają sobie Państwo, że Benjamina Franklina można nazwać spokojnie pierwszym w historii trollem?). W roku 1755 wydrukował Biblię z całkowicie fałszywym rozdziałem Księgo Rodzaju – po to, żeby wygrać sprzeczkę z pewną wytworną angielską damą. 

To tylko kropla w morzu zagadnień, które Philips porusza. Autor zgromadził potężną bazę wiedzy historycznej i antropologicznej, żeby wykazać, skąd bierze się kłamstwo. Wykazuje różnicę pomiędzy klasycznym wciskaniem kitu a misternie skonstruowanym, wielopoziomowym kłamstwem. Zadaje sobie również trud uporządkowania jego różnych rodzajów. Żółte kłamstwa popełniamy na przykład ze wstydu albo z tchórzostwa: „Nie napisałam tekstu przed deadlinem, bo padł mi twardy dysk w komputerze”. Błękitne kłamstwa bagatelizują nasze osiągnięcia i wynikają ze skromności: „Och, bez przesady, tekst się sam napisał, żadna w tym moja zasługa”. Najbardziej interesujące są czerwone – to kłamstwa mówione bez zamiaru oszukania: „mówiący wie, że kłamie, słuchacz wie, że jest okłamywany i kłamiący wie, że słuchacz o tym wie. W tym wypadku celem nie jest wprowadzenie kogoś w błąd – cel polega na zasygnalizowaniu rozmówcy, że czegoś nie można powiedzieć głośno. (…) Wyobraź sobie dwoje ludzi, którzy w rozmowie z sąsiadem zaprzeczają, że wczoraj wieczorem była u nich potężna awantura, chociaż wiedzą, że wszyscy ją słyszeli – to właśnie jest czerwone kłamstwo.”

Philips nikogo nie usprawiedliwia ani nie wybiela. Stara się wskazać, co i dlaczego doprowadziło do zakłamania rzeczywistości. Z życzliwym rozczuleniem, choć niepozbawionym ironii obserwuje również żałosne ludzkie występki zmierzające do podkoloryzowania rzeczywistości. Wskazuje również, że niejednokrotnie bazowanie na kłamstwie może prowadzić do całkiem dobrych rzeczy. Krzysztof Kolumb „odkrył” Amerykę tylko dlatego, że źle określił odległość do Azji, ponieważ obliczając obwód Ziemi, korzystał ze źródła, które, jak założył, podawało go w milach rzymskich, chociaż w rzeczywistości chodziło i mile arabskie, mające zupełnie inną długość.

Jak to się stało, że praktycznie każdy autorytet w Europie i Ameryce przez ponad sto lat niezachwianie wierzył w istnienie ogromnego pasma górskiego, które (żeby to było absolutnie jasne) nie istnieje? Dlaczego więcej wiemy o Kubie Rozpruwaczu niż o fenomenalnej postaci Ferdinanda Waldo Demary, który zmieniał tożsamość jak rękawiczki, a fachu potrafił uczyć się błyskawicznie – do tego stopnia, że zoperował pacjenta chwilę po tym, jak w kajucie na statku przewertował podręcznik do chirurgii? Jak z kłamstwem radziły sobie przez wieki kobiety i dlaczego tak chętnie odwracamy kota ogonem, żeby przyjąć bardziej niedorzeczną wersję historii? Jak dziennikarze konstruują historię nieprawdziwą i dlaczego tak trudno im później swojego figla naprawić?

Książka Philipsa opowiada o prawdzie i wszystkich pomysłowych sposobach, jakie na przestrzeni wieków podejmowali ludzie, żeby się z nią rozmijać. Bazuje na konkretnych ludzkich historiach, przez co jego popularnonaukową książkę czyta się jak kryminał. Bardzo pomaga w tym również sprawne tłumaczenie. Kopalnia wiedzy o człowieku i publikacja sprawnie i mądrze mnożąca antropologiczne wątpliwości. Złośliwa, przenikliwa, inteligentna i zabawna. Niezwykle potrzebna książka. 

Tom Philips, „Prawda. Krótka historia wciskania kitu”, przeł. Maria Gębicka – Frąc, wyd. Albatros, Warszawa 2020. 

Reklama

Smak umami

Umami to jeden z pięciu podstawowych smaków, odczuwalnych przez człowieka