5 rzeczy o Polsce

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Zatrzymaliśmy komunizm co najmniej kilka razy. Broniliśmy Anglii w latach 40-tych i zatrzymaliśmy ją na boisku w latach 70-tych. Mamy w historii wielu wybitnych Polaków, jak Chopin. Curie. Schulz. Karol Wojtyła aka JP2, czy Roman Polańodługobywymieniać, 

Ale gdybym miał wymienić kilka rdzennie polskich i tylko polskich rzeczy, którymi Polska słynie na cały świat, to wybrałbym 5 i żadną nie byłby antysemityzm! 

A były by to w kolejności:

#1. Całowanie rąk.  

 
Reklama
 
Reklama

Czy jest coś bardziej polskiego od widoku mężczyzny szarpiącego kobietę za rękę i ciągnącego jej dłoń do swojej twarzy, żeby uderzyć zaciśniętymi wąskimi ustami w jej paznokcie i zasmarkanym nosem zakłuć w knykcie? 

Chyba tylko szarża husarska. I tak jak ona, zwyczaj całowania rąk na powitanie był już wyśmiewany przez stulecia, więc nic nowego się ode mnie nie dowiecie.

Tym, którzy zaczną się burzyć, że to odchodzenie od tradycji, to kolejny zamach na naszą niepodległość i wymysł szerzącej się współcześnie ideologii dżender czy innego LGDP, odsyłam do 162 numeru „Polski zbrojnej” z 1932, do artykułu pt. Panie rezygnują z „całowania rączek”.

Czy całujemy tylko kobiety? 

Nie. Polska jest tutaj bardzo tolerancyjna i otwarta. Polacy też bardzo chętnie rzucają się do rąk różnych kapłanów, mafijnych przywódców, czy innych naczelników państwa. Różnica jest taka, że przed kobietami się nie klęka.

Zwyczaj całowania rąk świadczy, moim zdaniem, przede wszystkim raz, że o wysokiej kulturze osobistej Polaków i dwa, że od zawsze mamy wyjebane na wirusy.

Ale jeżeli jesteśmy już przy tradycji i kobietach to:

#2. Śmigus dyngus. 

Jest to stara polska tradycja, której nazwa wywodzi się oczywiście z języka niemieckiego. 

„Śmigus” pochodzi pewnie od „schmackostern”, a „dyngus” od „dünnguss” albo „dingen”, czyli jednym słowem, to znaczy „chlustać albo wykupywać się na Wielkanoc”. 

Tradycja ta polega na laniu kobiet wodą i rózgą, przy czym jest przy tym mnóstwo krzyków i uciechy. W sumie ciekawe, jak często te dwie rzeczy łączą się ze sobą w polskiej historii i kulturze.

Nie należy też mylić zwyczaju „śmigusa dyngusa” z „Sądem nad Judaszem”, gdzie również okłada się rózgami i wrzuca do wody, ale nie kobiety tylko kukłę Żyda.

Taka piniata, tylko z Judaszem zamiast osiołka.

Po co? 

Ponieważ Judasz zdradził Jezusa i najwyraźniej tamtejsza sędziowska kasta do dzisiaj tego jakoś nie wyprostowała i znów Polska musi brać ten ciężar na siebie.

 
Reklama

#3. Bursztyn. 

Bursztyn jest rdzennie polski. To taki ziemniak Bałtyku.

Dlaczego rdzennie polski? Bo był tu od zawsze (a przynajmniej od czasów, kiedy w dinozaury rzucało się jeszcze kamieniami), a jego nazwa pochodzi, jak zwykle z języka niemieckiego.

Bursztyn (bernstein) to żywica kopalna. Taka, w jakiej zatopił się komar, z którego pobrano DNA i wskrzeszono dinozaury. 

Bursztyn stosuje się głównie w przemyśle biżuteryjnym, bo podobno ładnie to wygląda. Ale ma swoje zastosowanie również w medycynie. Korale z bursztynu świetnie podobno działają na bóle głowy, gardła i wzmacniają tarczycę, ale obawiam się, że ich skuteczność jest podobna do tej terapii wodą strukturyzowaną i lewoskrętną witaminą C. Nie zaszkodzi, ale pomaga raczej tym, którzy na tym zarabiają. 

A dlaczego ziemniak Bałtyku? Bo z  ziemniaka też robimy wódkę.

#4. Wódka .

Dlaczego?

No, bo umówmy się, tak?

W niektórych przewodnikach po Polsce zauważyłem ostatnio próbę walki ze stereotypem Polaka-pijaka. 

 
Reklama

Podobno pijemy również dużo wina i piwa, ale ja myślę, że kluczowe słowo to w tym przypadku „również”.

Piszą, że wódka jest zarezerwowana dla toastów na najważniejszych uroczystościach, jak śluby. 

I na pierwszy rzut oka, wszystko się zgadza, bo faktycznie, może właśnie przez wódkę tak lubię wesela, ale z drugiej jest też rekordowa sprzedaż małpek, zwłaszcza o 9 rano, więc…

Ale wracając do mojej wyliczanki, to jak wódka, to i zakąski!

#5. Polska kuchnia.

I tu chciałem na początku wymienić pierogi ruskie, barszcz ukraiński, czy karpia po żydowsku, ale postanowiłem się zagłębić w temat polskiej kuchni na poważnie i jak zwykle pożałowałem. 

Jak chyba ze wszystkim w Polsce, wszystko jest fajnie, dopóki nie zaczniesz w czymś grzebać. 

Nasza kuchnia od zawsze była kombinacja smaków różnych kuchni. Czy naszych sąsiadów, czy naszych zaborców, bądź formowała się w czasach, kiedy Polska nie była taka, że tak powiem niepopularnie homogeniczna. W przeciwieństwie do teranodługobywymieniać. 

W każdym razie, z mojego riserczu wyszło, że gdyby tak zabrać wszystkie zapożyczenia, naleciałości i wpływy „obcych” kultur, to najbardziej polskie są grzyby, zapiekanki i może podpłomyk, więc może gdzieś tutaj, między wierszami ukryta jest jakaś smaczna puenta. 

Bierzcie z niej i jedzcie.

 
Reklama

Smacznego.

Reklama