Rafał Mohr: Jestem Chińczykiem

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Rafał, miało Cię nie być, miałeś wyjechać gdzieś do Azji.

Miałem wyjechać do Azji, dwa dni przed nowym rokiem, ale nie zostaliśmy wpuszczeni z moją przyjaciółką na pokład pewnych linii lotniczych, nie będę reklamował.

A za co?

Nie mieliśmy jednej z czterech wiz do Wietnamu, tzn. finalnie ją mieliśmy, bo gdybyśmy lecieli samolotem to byśmy ją otrzymali mailowo, tak jak zresztą to miało miejsce i nawet w ambasadzie rano przed wylotem powiedzieli nam, że spokojnie, że wiza dotrze, a jak nie, to będziemy mogli kupić w Hanoi na lotnisku w Wietnamie i z tą wiedzą spakowani, pełni radości, z zaplanowaną pół roku wcześniej podróżą i zaplanowanym wolnym czasem, pojechaliśmy na lotnisko. Niestety, nawet się nie odprawiliśmy.

Szczerze mówiąc, masz tak plastyczną twarz, jako artysta Ci to mówię, że można z nią zrobić wszystko. Jak się dowiedziałem, że jedziesz do Chin to pomyślałem sobie, że może zagrasz tam w jakimś filmie. Mógłbyś nawet Chińczyka zagrać.

Może i mógłbym… Jest coś takiego, jak mnie charakteryzują, to gdy przykładają pędzle albo robią coś z moją twarzą, zawsze mówią miłe słowa na temat tej plastyczności.

Reklama
Advertisement

I wykorzystujesz to od samego początku. Wprawdzie jesteś trochę młodszy ode mnie o parę lat, ale z mojego pokolenia pamiętam Słodko-gorzki, Pasikowski, charakterystyczna postać. I teraz Kler, tym Klerem rozwaliłeś system.

Nie wiem czy rozwaliłem system, ale wykorzystałem propozycję, którą dostałem od Wojtka Smarzowskiego i uważałem, że w ogóle zagranie tej postaci i udział w tym filmie jest bardzo ważny z wielu powodów. Ale też nie miałem żadnych wątpliwości, kiedy przeczytałem scenariusz, że muszę to zagrać. Raz, że temat jest bardzo ważny, a dwa, czułem, że ta postać też zostanie w pamięci widza.

Ty ją całkowicie wykreowałeś czy miałeś jakiś wzorzec? Wyobrażałeś sobie jakiegoś księdza?

Nie, absolutnie. Nie umawialiśmy się z Wojtkiem na nic, nie było żadnego podtekstu, że ma to być jakiś konkretny ksiądz. Po prostu przedstawiłem swoją wizję postaci.

I została kupiona.

Myślę, że tak.

A czy posypały się jakieś propozycje po tym filmie?

Nie, po tym filmie nie. Tak naprawdę jestem bardzo trudny w obsadzaniu.

Z jednej strony tak, a z drugiej mógłbyś być narkomanem, dilerem narkotyków, widziałem cię już w różnych odsłonach.

Rzeczywiście ten wachlarz, który zagrałem był dosyć spory, ale w Polsce jest kilka tendencji, a dwie są szczególne. Nie mówię, że to jest złe, ale mówię, że tak jest. Obsadzamy typowych przystojniaków, mam tego świadomość, że nie jestem glamourowym facetem z żurnala, albo obsadzamy jak leci, kto jest teraz na tapecie. I tak to wygląda. Ten rynek w Polsce jest dość mały cały czas, więc trzeba cierpliwie czekać w kolejce. Jak się chce, to ma się oczywiście możliwość wyjechania za granicę i próbowania tam swoich sił, ale absolutnie jestem przeciwnikiem takiego działania.

Chyba język jest blokadą zawsze, prawda?

Języka to można się nauczyć z czasem.

Tak jak Seweryn.

Chociażby. Moje doświadczenie też pokazuje, że można to spokojnie zrobić, ale tam już jest tak duży rynek i tylu chętnych, że granie członka rosyjskiej mafii w moim przypadku, bo tak byłbym klasyfikowany, nie wchodzi w rachubę. Człowiek musi się na coś zdecydować. W 2007 roku podjąłem taką próbę w Nowym Jorku dostania się na studia, na które się zresztą dostałem i miałem otwarte miejsce przez ileś lat, myślę, że nawet do tej pory. Właścicielka tego studia powiedziała, że jak będę chciał to mogę przyjechać i studiować, ale nie zdecydowałem się na to wówczas, bo wiązałoby się to ze sprzedażą wszystkiego, żeby opłacić sobie te studia i żeby było mnie stać na dwuletni staż studencki. Nie chciałem ryzykować, nie za wszelką cenę. Mnie nie determinuje ten zawód na tyle, żeby zmieniać całe swoje życie, bardziej moje życie polega teraz już na tym, żeby po prostu brać to, co cię spotyka.

Co los Ci daje.

Teraz dał powrót z lotniska i wywiad z Tobą.

Jak się przygotowujesz do ról to podglądasz ludzi na ulicy?

To jest bardzo różnie, jeżeli czuję coś bardzo mocno w środku, jakąś postać, staram się działać intuicyjnie. Jeżeli mam jakiś problem z wyobraźnią na ten temat to wtedy podglądam, chodzę i obserwuję, ale generalnie, tak jak pamiętam, to działam intuicyjnie.

Czyli polegasz na swoim szóstym zmyśle.

Można to tak nazwać.

To jest swego rodzaju rezonans? Taka wrażliwość na drugiego człowieka?

Wrażliwość tak.

Wielu aktorów się wciela mocno, wchodzi w rolę głęboko i żeby zagrać narkomana bierze narkotyki.

Nie, jak grałem i w ramach roli żebrałem o narkotyki to wtedy nie brałem nic. W ogóle, byłem zielony jeżeli chodzi o te kwestie. Mówię teraz o Egoistach, bo to była pierwsza moja tego typu rola i słynny tekst: Babcia przyjechała, więc jak się pojawiałem na jakichś eventach czy imprezach wówczas, to było 20 lat temu, byłem młody i człowiek jeszcze chodził częściej na takie spotkania, to były zawsze takie hasła: Babcia przyjechała. Albo wchodziłem i ktoś patrzył na mnie przenikliwym wzrokiem, wykonywał charakterystyczny gest, a ja patrzyłem i nie wiedziałem o co chodzi.

A właśnie, jak to jest z tymi narkotykami, alkoholem itd.? Kiedyś, za komuny to pamiętam, że ostro się szalało.

Powiem Ci tak, jeżeli się mnie pytasz czy próbowałem, to tak, nawet w tym roku, będąc w Indonezji spróbowałem koktajlu z grzybów halucynogennych.

Wspaniałe doznanie.

Właśnie widzisz, z tymi narkotykami jest tak, że ja chyba niekoniecznie w to wchodzę. Na zasadzie próby to ok, pomyślałem sobie, będąc właśnie w Indonezji, gdzie marihuana jest absolutnie zabroniona, ale ogólnie dostępne są koktajle z grzybów halucynogennych, więc z moją przyjaciółką stwierdziliśmy, że skoro jest to dostępne normalnie w barach i można zamówić to trzeba spróbować, zobaczymy jak to jest. Oczywiście, człowiek, który nam przygotowywał tę miksturę powiedział, że daje nam najniższy stopień siły tego koktajlu, ponieważ jakby dał nam w miarę normalny albo mocniejszy to moglibyśmy zobaczyć pływające małpy w oceanie, więc stwierdziliśmy, że absolutnie mu zaufamy i niech nam zrobi super lightowy, tak żebyśmy go tylko spróbowali. Powiem Ci, że trudno mi opisać wrażenia z tego doświadczenia, ponieważ masz takie uczucie bajki.

To są niegroźne halucynacje.

Ja widziałem wszystko tak jak jest, tylko to jest takie uczucie jakbyś był w bajce, nie wiem jak to inaczej nazwać, miałem wrażenie, że to taki świat Disneya, piękny trójwymiarowy komputerowy świat, ale kompletnie mi to nie odpowiadało, nie czułem się źle, faza zeszła po jakichś 3 godzinach i wiedziałem, jak się obudziłem drugiego dnia, że to nie dla mnie. Najbardziej lubię takie doznania na trzeźwo.

Dlatego zadaję Ci te pytania, bo zagrałeś te role i często ludzie pytają: Czy aktor naprawdę musiał to przejść, żeby tak zagrać?

Nie, jeżeli gramy sceny narkotykowe, na haju, jak np. miałem w Pitbullu, po heroinie. Heroiny nie mógłbym spróbować, bo jakakolwiek dawka heroiny to wiadomo czym się kończy, więc oczywiście grałem to na trzeźwo. Tak samo w ostatnim Pitbullu, jest taka scena z Krzysztofem Stroińskim i Marcinem Dorocińskim, gdzie pijemy na komendzie i też oczywiście piliśmy wodę, więc to są wszystko sceny zagrane, jak widać można na trzeźwo być pijanym.

To teraz mamy temat narkotyków i alkoholu za sobą. A jak w twoim życiu prywatnym?

W moim życiu prywatnym jest świetnie.

Tak?

Jest dobrze, jestem szczęśliwy, robię to, co chcę, jeżdżę tam, gdzie chcę, przyjaźnię z tym z kim chcę, jest ok.

Planujesz dziecko?

Zastanawiałem się ostatnio nad tym tematem i gdyby była taka możliwość, że mógłbym mieć dziecko bez posiadania rodziny, takiej typowej jak w naszym kraju jest przyjęte, to myślę, że bym się na to zdecydował, ale póki co regulacje prawne są takie, że albo musisz wyjechać za granicę albo podpisać jakiś kontrakt z kobietą, która ci urodzi. Ale to chyba też nie o to chodzi, żeby jeździć za granicę po dzieci.

I to jest droga sprawa.

Ponoć.

Mój kolega tak zrobił, to jest droga sprawa.

Ale ma dziecko.

Ma.

Jest szczęśliwy?

Jest.

To dobrze.

Był lekarzem, heroinistą, jednym z lepszych operatorów.

Wyszedł z heroiny? To chyba jeden na milion.

Też tak uważam.

Swoją całą rolę do Pitbula przygotowywałem z heroinistą z MONAR-u. Spotykałem się z człowiekiem, który przyszedł tam na odwyk i odgrywałem mu wszystkie sceny. On mi mówił, czy to jest prawdziwe, co robię, czy nie i pod jego okiem zbudowałem te wszystkie sceny.

Miałeś konsultanta.

Tak, w tym przypadku musiałem podpatrywać.

Ale mamy chyba wpływ na naszą rzeczywistość, co?

Absolutnie.

To zależy od naszych mikrowyborów.

Od wyborów i od naszego sposobu myślenia. Głównie od myśli, bo myśl jest takim zapalnikiem wszystkiego, co się dzieje w naszym życiu.

Na początku była myśl, a nie słowo.

Chyba tak musiało być. Wiesz, że jak byłem po raz pierwszy w zeszłym roku w Watykanie, zobaczyłem na żywo te freski, widziałeś to?

Reklama
Advertisement

Nie raz, w końcu jestem krytykiem sztuki.

Wielu moich kolegów, koleżanek było po kilkanaście razy w Watykanie, ja byłem pierwszy raz w wieku 44 lat i tak się przyjrzałem, patrzę na ten drugi fresk, rozdzielenie ciał niebieskich i koleś, podejrzewam, że to Michał Anioł, z wystawioną dupą totalnie.

Tam wszystkie dupy były wystawione, tylko był taki malarz, który się odważył zamalować to na zlecenie papieża i gacie po prostu domalowano wszystkim postaciom.

Ale na drugim fresku jest dupa ewidentnie.

Na jednym jest.

Przy stworzeniu świata właśnie.

Ten kawałek zostawił, bo byliśmy pozbawieni wszelkich materialnych historii.

Albo Michał Anioł się wypina na tę historię, na tę bajkę. Tam jest kilka takich dziwnych symboli.

Choć on był bardzo religijny, więc nie przypuszczam.

Tak naprawdę nie wiadomo czy był religijny, a z drugiej strony stworzenie Ewy, gdzie Ewa w geście dziękczynnym czy błagalnym, nie wiadomo, czy przeprasza, że istnieje, a Adam ma wywalone i śpi. Niby zasnął i wyjęto mu to żebro, ale taka konfiguracja i mowa ciała. Kto na to pozwolił?

Majtkarz to co mógł to zamalował, ale nie wszystko.

Rodzimy się nadzy i umieramy nadzy, szkoda, że nie możemy chodzić na golasa.

Dziękuję ci bardzo za tę rozmowę.

Już?

Niestety to już.

Dzięki.

 

fot. Bartosz Maciejewski

Reklama