CO SŁONKO WIDZIAŁO?

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Słonko było z nami od naszego początku. Nasi przodkowie widzieli je przez kolejne tysiące lat pojawiające się dosyć regularnie. Zauważyli, że przez 12 kolejnych miesięcy widzieli słońce zachodzące i odsłaniające inne, mniejsze, bo odleglejsze słoneczka – tzw. gwiazdki. Gwiazdki te z kolei układały im się w różne wzorki, które postanowili dla zwykłej pewnie wygody i trochę z nudów ponazywać.

Nadawali im różne nazwy, najczęściej od tego, co im się skojarzyło, kiedy się na nie gapili. Widzieli w nich kształty Rybek, różnych Panien, Strzelców, czy innych Baranów.

Reklama

Z czasem zauważyli, że wszystko dzieje się w jakichś cyklach i tak zaczęto odmierzać czas, o czym warto sobie pomyśleć wstając rano do pracy w taki np. Blue Monday.

Nasi pra-pra-[…]-pradziadkowie nauczyli się też liczyć i przewidywać, kiedy słonko wzejdzie, ile zostanie, a kiedy się nawet zaćmi. Np. wyliczyli, że co 2150 lat w dzień Równonocy Słońku zdarza się wschodzić trochę inaczej i zmienia się widoczny za nim gwiazdozbiór. Tych Rybek, Strzelców, czy innych Panien. I okres ten nazwali „erą”. 

Na przykład teraz jesteśmy jeszcze w Erze Ryb, którą liczymy od 1. dnia roku tzw. Naszej Ery, która zaczęła się jakoś 2020 lat temu. Na cześć tej ery, niektórzy kierowcy nawet do dzisiaj naklejają na samochody takie plastikowe symbole rybki.

Nie stało się tak jednak od razu. Nasi pierwotni przodkowie musieli dostawać nawet codziennie sporej sraczki z obawy, że Słonko nie pojawi się znowu. Obawiali się, że po ciemku mogą sobie nie poradzić i zastanawiali się pewnie każdej nocy, czy nie zostało pokonane przez  jakieś mroczne siły. 

Żeby poczuć się lepiej, zaczęli prosić Słonko, żeby wracało częściej. 

Niektórym dostrzeżenie cyklów i zależności przychodziło gorzej niż innym, a inni z kolei, dopatrywali się związku między tym proszeniem, a łaskawym powrotem Słonka każdego następnego dnia. 

Nie chcąc pewnie ryzykować, na wszelki wypadek prosili Słonko regularnie, żeby wracało. 

Słonko było legitnie czczone przez wiele, wiele lat, aż pewnego 25 grudnia urodził się ktoś, kto Słonku ten przywilej bóstwa trochę odebrał. 

Dziecko, od razu muszę przyznać, było wyjątkowe. Jak usłyszałem o tym w szkole, sam nie mogłem się nadziwić. Mówiono, że jego mama była dziewicą, co przyznam, że nawet dzisiaj byłoby sporym wydarzeniem. 

Wtedy było tak samo. Na tyle dużym, że trzech króli przyszło to zobaczyć na własne oczy.

Ktoś może zapytać skąd wiedzieli, dokąd mieli iść? 

Otóż narodziny dziecka szczęśliwie zapowiedziała gwiazda ze Wschodu, więc poszli za nią. Jeśli mi nie wierzycie, można to łatwo sprawdzić, czytając sobie o Horusie. Wszystko nawet zostało narysowane na pewnie nie jednym papirusie.

Horus to bardzo ciekawa postać. Już jako nastolatek pouczał ludzi w świątyniach, a po 30-tce chodził nawet po wodzie i leczył chorych, co musiało robić tęgie wrażenie na jego 12 uczniach. Zmarł młodo, na krzyżu, ale tylko na 3 dni. Nie należy mylić do z Dionizosem, ani innym Krishną.

Ale wracając do naszego Słonka.

Słonko przez pół roku po przesileniu letnim pojawia się coraz krócej, aż w okolicach 22 grudnia pozornie zatrzymuje się w tej samej pozycji na jakieś 3 dni. Dzieje się to w okolicach tzw. Krzyża Południa.

Czy można powiedzieć, że „umiera na krzyżu”? 

Nie wiem. W każdym razie Słonko po tych trzech dniach zaczyna się pojawiać na coraz dłużej i robi się coraz cieplej. Zwykle nie od razu, bo z nocą dzionek równa się dopiero koło marca i kwietnia, co moim zdaniem jest super okazją do świętowania. Kto wie, może w tym roku, jakoś o tej porze zbierzemy się z rodziną na jakieś uroczyste śniadanko?

W dzisiejszych czasach, w których jest coraz mniej świętości, niektórzy domniemają, że gwiazda na wschodzie, za którą przyszło trzech króli zobaczyć małego Horusa, to mógł być Syriusz, który co roku w okolicach 24 grudnia ustawia się w prostej linii z trzema innymi gwiazdami. Te trzy gwiazdy, nazywane przez niektórych Trzema Królami w Pasie Oriona, razem z Syriuszem wskazują na miejsce, gdzie 25 grudnia powinno pojawić się Słoneczko.

Czy można powiedzieć, że się „rodzi”?

Nie wiem, ale jest to mój drugi, ulubiony do świętowania termin w roku.

Jeżeli jakiś starożytny Egipcjanin poczuł, że jego uczucia zostały dzisiaj urażone, to niech dzwoni od razu na policję, bo właśnie dlatego płacimy na nią podatki.

Wszyscy?

Nie. Z podatku mogą być zwolnione tylko niektóre religijne organizacje, więc pomyślcie o tym w trakcie zbliżającego się okresu rozliczeniowego. 

I spójrzcie inaczej na Słonko.

Autor

Paweł Nowak – Urodzony w 1983. Pisze. Scenariusze, sztuki, copy i dialogi do gier. Wyższe wykształcenie, ale bez przekonania. Pełen nadziei pesymista. Chciałby umrzeć w chwale albo katastrofie lotniczej. Półżyje i tworzy w Warszawie.

Przeczytaj również

Reklama