Garbate granie za parę całusów lub kulkę

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Jak dobrze wiemy, Polska to kraj z kartonu funkcjonujący w wyimaginowanej wspólnocie, więc wszystko nad Wisłą jest trochę na odwrót. Dajmy na to pracowników warszawskich korporacji grających po godzinach, przy winie w małej kuchni, rockandrollowego bluesa – dla bezpieczeństwa nazywanego garażowym. Rozsądny człowiek pomyślałby, że z takiej muzyki przesiąkniętej frustracjami codzienności, układanej w towarzystwie okapu i chlebaka, do tego przy alkoholu, raczej nic nie będzie, a tu psikus! Tak właśnie funkcjonuje Fertile Hump, jedna z najlepszych polskich kapel, której nie usłyszycie w radiu – i dobrze, lepiej iść na koncert!

Magda Kramer, Tomek Szkiela, Maciek Misiewicz grają razem stosunkowo krótko i niełatwo równać ich dorobku z takimi gigantami jak Budka Suflera, lub Perfect. Mimo to, ze swoją muzyką zjeździli już całą Polskę i okolice – grając między innymi na białoruskich klatkach schodowych, czy w Albanii. Najnowszy album tych młodych wilków garażowego grania z pewnością ułatwi odwiedzanie kolejnych, niebanalnych miejsc.

Kiss Kiss or Bang Bang to kawałek solidnej, autorskiej muzyki na światowym poziomie. Wprost trudno domyślić się, że tak prawdziwego bluesa tworzą Polacy. Jakby tego było mało, nie mamy do czynienia ze smętnym snuciem kilku melodii, lecz całkiem energetycznym muzykowaniem na pograniczu dwóch gatunków z lekkim, spontanicznym dodatkiem punku. Wszystko jest na swoim miejscu, a do tego płyta nie nudzi powtarzalnością, doświadczamy eksperymentów z melodią, szukania nowych dróg. Choć na pozór są to niezobowiązujące dźwięki, warstwa tekstowa nie została potraktowana po macoszemu. Fertile dzielą się z nami zaangażowanym treściami, uderzając w rzeczy, które ich drażnią, z którymi mierzą się na co dzień, smutkami i radościami. Jakby pochwał było mało, album obfituje w potencjalne hity: „Goodnight, Goodbye”, „Kiss Kiss or Bang Bang”, „Wise Man” – to zaskakujące, miłe dla każdego ucha granie, wręcz stworzone, by być puszczanym w radiach. W tym wszystkim wisienkę na torcie stanowią niezwykle żywiołowe koncerty warszawskiego trio, to one przede wszystkim są źródłem prosperity tej bandy.

Reklama
Advertisement

Choć Fertile zasługuje na pochwały już za samo idealne wejście w bluesowe granie, to jedynie wierzchołek góry lodowej. Na byciu autentycznym się nie skończyło, dodali od siebie sporo słowiańskiego temperamentu, polskiego marudzenia i własnej kreatywności. Tak oto otrzymaliśmy prawdziwą bombę, której jednak nie doświadczymy w mainstreamie. Śpieszcie się słuchać Fertile Hump, by móc mówić, że chodziliście na ich koncerty, zanim stało się to modne.

Autor

Kamil Giedrys –Miłośnik komiksów, sztuki nowoczesnej i mieszanych sztuk walki, a w sekrecie prawnik. Uważa, że jeden obraz wart jest więcej niż 1000 słów, a gdy dodamy do niego dymek z tekstem to nawet 1005. Postawił sobie za punkt honoru promowanie sztuki komiksowej, więc bądźcie tak mili i sięgnijcie po jeden.

Przeczytaj również

Reklama