ONA i… Oni

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Przed czterdziestką, ale wyglądająca na 30.

Same nieudane związki…trudne, wykańczające, burzliwe, rujnujące materialnie.

Wiele ich.

Z jednego córka…jej cały świat.

 

****

Jej rodzice nigdy się nie doceniali, nie szanowali, nie podziwiali. Wspierali raczej poprzez negatyw i oczekiwania, których i tak nie byli w stanie docenić, nawet jak je dla siebie spełniali.

Pretensje, fochy, oskarżania…dramatyczne rozstania, wojny słowne, potem „gorące” powroty, obietnice poprawy, by zagłaskać problem.

To był model funkcjonowania, w którym wzrastała, przekazywany w jej Rodzinie… babcia z dziadkiem mieli podobny.

Alkohol też był…wszechobecny.

Wiadomo…takie czasy. Interesy Ojca, imieniny, opijanie każdego „zakupu”…norma lat 80-90.

 

Wyszła z domu, gdzie szacunek nie istniał…do nikogo i niczego oprócz nauki, kościoła i opinii innych, choć to okazało się akurat plusem, ponieważ dzięki temu miała napęd, by iść do przodu.

Budować wizerunek…najlepszy, jaki mogła.

To pomagało jej przeżyć…tylko pozornie inaczej.

 

****

Granice…kompletnie nie wiedziała, czym są. Miała uczucie, że jest jak przystanek autobusowy. Wszyscy przychodzą, jak im pasuje, czasami próbując ogrzać się w jego zaciszu, często jednak śmiecąc i odjeżdżając bez pożegnania.

 

Dopiero jak urodziła się Córka, zaczęła walczyć o jej granice jak lwica, nie wiedząc, wtedy jeszcze, że walczy o swoje.

Nigdy nie marzyła o dzieciach, a jeśli już to jedno…by mogła dać mu wszystko, co potrzeba.

 

Miała rodzeństwo, kilkoro, nie wspomina tego najlepiej. Niby byli wszyscy zżyci, ale w jej wspomnieniach okres dzieciństwa to walka o wszystko…przestrzeń, własne rzeczy, czasami jedzenie…trzeba było się wszystkim dzielić. Musiało starczyć dla wszystkich, a tutaj jeszcze ciągle goście byli…zawsze na pierwszym miejscu, by nikt nie ocenił źle domu i Ojca.

Kłótnie wszystkich ze wszystkimi.

Nie było za bardzo gdzie się skryć, mogła tylko uciekać w książki, co zostało jej do dziś.

 

Ojciec robił „interesy”, a Matka urobiona po łokcie w gospodarstwie i z gromadą dzieci według niego „strzelała fochy”, gdy nagle pojawiali się w domu „partnerzy biznesowi” Ojca bądź robotnicy, przy których mógł błyszczeć.

Trzeba było szybko nakryć do stołu i ugościć wszystkim, co było.

Trzeba było być cicho i słuchać pijackich mądrości, często wulgarnego języka „niewybrednych” żartów, „podrywań”, sprośnych komplementów, na które Rodzice nie potrafili reagować właściwie. Spotkania ciągnęły się czasami długo w noc.

I praca…mnóstwo obowiązków, zajęć.

Trzeba było słuchać, nagród nie było, raczej kara za nieposłuszeństwo.

Do dziś potrafi się zdyscyplinować i w pracy pociągnąć ostatkiem sił…stanąć na rzęsach, by potem paść…ale ciało się już zbuntowało, takie sytuacje odchorowuje.

 

****

Królował brak… wszechobecny… miłości, uwagi, czasu, zdrowia i pieniędzy oraz lęk o jutro.

 

 

****

Najbardziej skutecznym sposobem ściągania uwagi rodziców były choroby, którym poświęcano najwięcej uwagi.

Więc wszyscy chorowali…szczególnie ona, najmłodsza…ostatnia.

Mnóstwo badań, leków…czasami umierała z bólu…brzucha, nerek, nóg, pleców.

Anginy…te nękały ją do dorosłości tak jak i potworne migreny.

Mama wtedy najwięcej się nią zajmowała, martwiła. Ona nie chciała jej martwić, bolało ją zmartwienie Matki.

Lekarze coś próbowali ustalić, ale w sumie nikt do końca nie wiedział, co jej jest.

Zjadła tonę lekarstw, zaliczyła kilku znachorów, piła w dzieciństwie mnóstwo ziółek, grzybków tybetańskich, obrzydliwych mikstur Babci.

Piła…wtedy miała trochę bliskości, uwagi. Kobiety w jej rodzinie karnie przestrzegały procedur leczniczych.

 

****

Rodzice grali dziećmi w swojej rozgrywce emocjonalnej, z reguły wygrywała Matka…

Potem trzeba było wybierać, po której stronie się jest, a w okresach milczenia być pośrednikiem pomiędzy nimi.

Pamiętała do dziś tę mieszankę żalu, oceny, współczucia, złości, lęku, a jednocześnie wyróżnienia i chęci, by iść coś przekazać Ojcu.

I tę swoją wyższość, jaką odczuwała wtedy, też pamiętała… kiedy oskarżycielskim i rozkazującym tonem, mogła przekazywać informacje, że trzeba coś zrobić, załatwić, czymś się zająć.

„Tata wysłucha Cię szybciej niż mnie” mawiała Matka, wysyłając kilkulatkę z zadaniem, któremu sama nie była w stanie sprostać.

A Dziewczynka czuła się ważna, więc szła…by Mamie było lżej.

 

****

Ojciec ciągle w rozjazdach lub polu, w sumie mało go było.

Zawsze premiował studia i naukę, więc ona się uczyła…wzorowa uczennica, przebojowa, obrotna, z żyłką handlowca, jak mawiał Ojciec.

Zawsze imponowały mu Kobiety biznesu, ładnie ubrane, zaradne. Matka zawsze stawała na głowie, pomimo harówki i zawsze uszyła coś modnego. Zgrabna, dbająca o siebie w miarę możliwości, gdziekolwiek się nie pojawiła, Mężczyźni ją komplementowali, a Ojciec umniejszał na każdym kroku, choć pękał z dumy.

Była dużo młodsza od niego i było widać, że podoba mu się, ale nie okazał wprost, by nie czuła się zbyt pewnie… zawsze coś skrytykował, do kogoś porównał.

Komplementy?

Nie pamięta, by słyszała, może jakieś oględne.

Matka starała się zasłużyć na… pochwałę, uznanie, szacunek.

Harowała jak Mężczyzna. W polu i w domu.

Z każdej imprezy, wesela, odwiedzin u rodziny wracali z jatką emocjonalną. Wiele lat nie chodziła na imprezy, zwłaszcza domówki ją odpychały.

Wesel wiejskich do dziś nie znosi.

 

****

Nie akceptowała siebie, choć była wykształconą, bardzo atrakcyjną Kobietą.

Zadbaną.

Miała swoją firmę, która ciągle przynosiła straty. Nigdy nie mogła się opanować, gdy zobaczyła piękne ubranie. Znowu karta kredytowa gotowa w jej wyciągniętej ręce…

Zawsze odczuwała lęk, gdy wydawała pieniądze. Nawet jak były.

 

****

Wciąż wybierała Mężczyzn „niedostępnych” (albo dzieliła ich odległość, albo byli żonaci, albo mieli Córki, które były najważniejsze), pozornie silni i męscy, niby pewni siebie z rozmachem życiowym. Niby zamożni, a zawsze okazywali się słabi, sfrustrowani i z tyłami finansowymi.

Imponowała im, oni ją komplementowali. Z reguły tylko „byli”, ponieważ to zawsze ona wychodziła z inicjatywą, to zawsze ona płaciła więcej i to zawsze oni na końcu oceniali ją jako materialistkę. Nic nie wartą „szmatę”, która chciała tylko „ich pieniędzy”.

 

Ta zaradność i obrotność…zawsze gubiła ją w relacjach z Mężczyznami.

Imponowała im, czuła się ważna, czuła moc, angażując swoją uwagę w ich upadające sprawy, potrafiła załatwić, wyjść…ale za każdym razem finalnie stanęło jej to kością w gardle.

Nie rozumiała, dlaczego to, co robiła dla wspólnego pożytku, z dobrymi intencjami, zawsze obraca się przeciwko niej i zamiast nagrody, zostawała umniejszona i oblana frustracją.

A szczególnie tam, gdzie w grę wchodziły finanse i jej uroda.

Nikt jej nigdy nie widział…nie docenił, ale może jak się jeszcze więcej postara? Albo rozchoruje? Może jednak tym razem…?

 

****

Wszyscy jej byli lubili alkohol.

Przecież to norma…mówili. Wszyscy trochę piją. Zawsze przekraczali normy.

Alkohol ją odrzucał, nawet jak sama piła.

 

Ona zawsze czuła się w tych relacjach nie na miejscu, jakby nieobecna.

Wchodziła w nie oszołomiona, rozedrgana, pobudzona seksualnie.

Głodna miłości, dotyku, czułości, pięknych słów…

Jednak to nie byli Mężczyźni przez nią wybrani, ale raczej tacy, którzy się trafiali.

Natychmiast obejmowali, zawłaszczali…intensywni, czuli. Pełni czerwonych lampek…czuła je, ale leciała jak ćma do światła.

 

Nie szanowała Mężczyzn, u niej w domu Kobiety traktowały ich jak piąte koło u wozu, kule u nogi, którzy przeszkadzali, wtrącali się w babskie sprawy…do tego brudzili, ciągle trzeba było koło nich chodzić.

Zawsze coś chcieli, a mało dawali.

Jej też przeszkadzali, kiedy ciągle domagali się uwagi.

Nie rozumiała tego.

Przecież pragnęła związku, a potem się dusiła…po chwilowych euforiach, chwilach pełnych bliskości „musiała odpocząć”, odsunąć się.

Wtedy oni wspominali o innych Kobietach, takich atrakcyjnych, które ona znała i mimochodem opowiadali, że one im „coś” proponowały.

Dusiła w sobie tę zazdrość, upokorzenie i „zdradę” nigdy nie dokonaną, dystansując się… swoją wyższością.

Ona była damą…kimś „lepszym”, osobą z klasą…nie chciała się zniżać do ich poziomu. To ona była dojrzalsza. Oni winni…no i robili tylko dzieci.

Zawsze bała się „wpadki”, że zostanie „uwiązana do końca życia”.

 

****

Wzory.

Nie ma najmniejszej przypadkowości.

Naszym światem rządzi rezonans.

Nasze ciało, mózg koduje wszystko i każdy konflikt chowa w ciało. Tym właśnie jest podświadomość…ciałem archiwum.

Rzeczywistość jak lustro idealnie pokaże to, co w nim zapisane.

Warto tam zajrzeć.

Przeczytaj również

Instastory

To trochę smutne, że ten felieton przeczyta pewnie promil osób,

Nasze magazyny

Reklama

Follow on Twitter

Reklama

Reklama