Bez tytułu, czyli kilka słów na temat ostatnich dni

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Piszę tych parę zdań 16.01.19, trzy dni po ataku na prezydenta Pawła Adamowicza, dwa dni po jego śmierci.

Jestem zdruzgotana, roztrzęsiona, odczuwam ogromny, męczący niepokój, wręcz lęk, bezsilność oraz złość, a także niezrozumienie. Takie dziecięce, bezbronne i tym gorsze niezrozumienie. Za to pierwszy raz w życiu, po obejrzeniu poniedziałkowych Wiadomości zrozumiałam sens słowa „propaganda”. Zawsze było ono dla mnie terminem z historii, literami na papierze, jak „odra” dla młodych lekarzy. 

Zrozumiałam też, że w pewnych przypadkach zdanie „ja tylko tak powiedziałam” albo „on tylko tak mówi”, którymi często usprawiedliwiamy siebie albo innych, nauczyło nas nie dawać wiary słowu. I tak samo nie wierzymy, jak ktoś mówi „kocham” i jak mówi „nienawidzę”. Otóż w większości przypadków, zwłaszcza kiedy komunikat jest negatywny, skoro tak mówi, to właśnie tak myśli. Jak w tym skeczu „Fatalne skutki przejęzyczenia”. I nie wolno nam lekceważyć żadnych słów. Jeśli dziewięć osób – nieważne kim by były, dostaje wypisany na swoje nazwisko, ze swoim zdjęciem akt zgonu, w którym jako przyczyna śmierci wpisane są poglądy tej osoby, nie wolno traktować tego jako głupi żart.

W ciągu tych trzech dni rozmawiałam z wieloma znajomymi, wszyscy wstrząśnięci, każdy próbuje szukać jakiegoś wytłumaczenia. Dowiedziałam się już, że morderstwo na pewno było opłacone, przez ruskich, żeby wprowadzić zamęt w kraju. Że hejterzy, którzy cieszą się ze śmierci Adamowicza, też są opłaceni, ale nie wiadomo przez kogo ani po co właściwie. Że wszyscy znajomi mordercy wiedzieli o jego chorobie psychicznej, a jego matka nawet ostrzegała policję – to akurat informacja z internetu. Padło także zdanie: „Czy musi zginąć człowiek, żebyśmy się obudzili?”. Obudzili? Kto? I z czego? Już się obudziliśmy, sto lat temu z letargu i dzięki temu Polska jest niepodległa. My nie śpimy, jest dużo gorzej – nam jest generalnie wszystko jedno, żeby nie powiedzieć „G” nas to obchodzi. Dotyczy to wszystkich sfer życia, od segregowania śmieci po pójście na wybory.

Ostatnie trzy dni zapalają jednak światełko nadziei. Jurek Owsiak i Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy nie są nam obojętne. Oby. I oby rodzące się poczucie jedności trwało, nie przeciwko, ale w sprawie. I chciałabym bardzo, żeby słowo znów miało taką wartość, żebyśmy mogli je komuś dać, żebyśmy mogli kogoś za nie trzymać, a raz danego nie ważyli się łamać.

Przeczytaj również

Śląski tron

Kiedy po raz ostatni śląski klub zdobywał piłkarskie mistrzostwo Polski,

Nasze magazyny

Reklama

Follow on Twitter

Reklama

Reklama