Między Stochem a Kurkiem

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Pewność, że Sportowcem Roku zostanie wybrany mistrz olimpijski, zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni, a także triumfator klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w jednym, była tak wielka, jak pewność, że białe jest białe, a czarne… choć może lepiej nie iść tą drogą.

W każdym razie wydawało się, że sprawa jest prosta i oczywista. Sportowiec, o którym mowa, nie mógł zrobić więcej. To znaczy, mógł zdobyć dwa, a nawet trzy złota olimpijskie, a gdyby wystartował w łyżwiarstwie szybkim, mógł jeszcze na kilku dystansach stanąć na najwyższym stopniu podium. Ale zawodnicy tak wszechstronni to już raczej przeszłość, więc mało prawdopodobny taki wyczyn.


Reklama

Zatrzymał się zatem Kamil na skoczni narciarskiej i na swych zbyt skromnych, jak się później okazało, osiągnięciach. Nie wygrał plebiscytu na Sportowca 2018 roku, bo miał pecha. Trafił się bowiem Feniks odradzający się z popiołów, nadczłowiek jakiś o imieniu Bartosz. Nadczłowiek, bo czy często zdarza się ktoś, kto przegrał, strzelił focha, a potem przemyślał, zrozumiał… i wrócił. Bartosz wrócił tak, że zadziwił świat. No właśnie. Świat. Kamil świata nie zadziwił, bo kiedy zdobywał olimpijskie złoto, świat patrzył na biegaczy, narciarzy i hokeistów. Na skocznie zerkał, kiedy tamci odpoczywali. Tak już ten świat sportu jest ułożony. 

Polska, jako kraj podobno katolicki, lubi biblijne historie, więc powrót syna marnotrawnego był naszemu narodowi nieco bliższy. Posypały się więc SMS-y braci siatkarskiej, prowokując internetową dyskusję w stylu „o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad wielkanocnymi”. Dochodziło nawet do kłótni między zwolennikami obu mistrzów, choć ułatwiła to z pewnością specyfika globalnej sieci internetowej.

Kamil i Bartosz nie są przedstawicielami dyscyplin, które śledzę z wypiekami na twarzy (nie wdawajmy się w szczegóły). Ale są mistrzami takimi, jakich lubię. Mistrzami WYPRACOWANYMI, mistrzami, którzy na poziom przez siebie reprezentowany pracowali całe życie, mistrzami z głową na karku, mistrzami, z którymi rozmawia się jak z ludźmi, a nie maszynami z wyuczonymi frazesami. To wirtuozi swoich dyscyplin. I spotkało nas niebywałe szczęście, że między takimi tuzami mieliśmy szansę wybierać. 

A prawdziwa dyskusja poplebiscytowa rozgorzałaby, gdyby piłkarze na mundialu dotarli do jakiegoś ćwierćfinału, a Lewandowski nastrzelałby goli. Wiecie, kto byłby wtedy sportowcem roku? Wiecie.

Autor

Wojciech Zawioła – Obserwuje, a potem opisuje i komentuje. Autor dwóch powieści: „Jest takie miejsce…” i „Szukaj mnie”, a także czterech biografii: Mariusza Czerkawskiego, Roberta Lewandowskiego, Karola Jabłońskiego i Agnieszki Rylik. Dziennikarz Canal Plus Sport i prezenter wiadomości w TVN i TVN24. Wielbiciel twórczości z duszą. Autor i prowadzący audycji „Lewitacja” w Radiu RPL.FM.

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

Error: Access Token is not valid or has expired. Feed will not update.
This error message is only visible to WordPress admins

There's an issue with the Instagram Access Token that you are using. Please obtain a new Access Token on the plugin's Settings page.
If you continue to have an issue with your Access Token then please see this FAQ for more information.

Follow on Twitter

Reklama