Rozmowy niedokończone i niesatysfakcjonujące – Dwóch papieży

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Fernando Meirelles proponuje widzom Netflixa adaptację sztuki teatralnej, opowiadającej o kilku spotkaniach Benedykta XVI (Anthony Hopkins) z papieżem Franciszkiem (Jonathan Pryce). Będące kręgosłupem filmu konwersacje pomiędzy panami ukazują ich różnice światopoglądowe, wspólne zainteresowania, a także naturalnie kiełkującą przyjaźń. Wszystko po to, by uczynić z liderów kościoła figury przystępne oraz lekkostrawne dla publiczności.

PRowe ciągoty twórców prowadzą do skrajnej banalizacji filozoficznych dywagacji duetu. Polemiki stylizowane na starcie tytanów, zderzających konserwatyzm z liberalizmem, tak naprawdę nie mają do zaoferowania nic ponad delikatne, werbalne podszczypywanie. Przypominają one współczesne “Dialogi” Platona, ale przetworzone przez kapitalistyczną wrażliwość świątyń nowej ery. Niby-wyrafinowana wata słowna monumentalnego tandemu służy tu efektywnej sprzedaży produktu, jakim jest atrakcyjna medialnie świątobliwość.

Powierzchowny intelektualizm konwersacji przez przypadek obnaża pustkę wyzierającą z rzekomej erudycji dwóch mędrców. Jeśli szczytowym momentem debat pełnokrwistych ikon jest spór o to, czy kościół powinien akceptować rozwodników, to do głowy mogą przyjść tylko dwa wnioski. Mianowicie, “Dwóch papieży” spłyca istotę dyskursu, żeby nie zrazić do siebie mas i lepiej zareklamować sakralną bezpretensjonalność, albo nowoczesny katolicyzm rzeczywiście obok kilku innych mitów zmyślił również wykwintność podstaw swojej filozofii.

Film Meirellesa cierpi też na inscenizacyjną stagnację (rozmowy o potencjalnie wysokiej temperaturze emocjonalnej są sprowadzone do pogawędek dwóch kumpli siedzących w ogródku) i całkowity brak wyobraźni w aranżacji formy (frazesowe, czarno-białe retrospekcje tańczą tu z bezkrytycznie eksploatowanymi wstawkami telewizyjno-dokumentalnymi), ale jego największa ułomność uwydatnia się gdzie indziej. O ile mógłbym jeszcze wybaczyć schematyczność narracji i niewykorzystanie gigantycznego potencjału aktorskiego Hopkinsa oraz Pryce’a, tak trudno mi zaakceptować niezręczne omijanie kontrowersyjnych kwestii, ochoczo uprawiane przez autora obrazu w niemal każdej scenie.

Fabuła “Dwóch papieży” handluje pozowaną prozaicznością bohaterów, celebrując ich drobne, ludzkie grzeszki. To działanie zdobywa sympatię odbiorcy, widzącego na ekranie nie duet mistrzów cnotliwości, a zwykłych, uroczo niedoskonałych ludzi. Problem jednak w tym, że kamera przygląda się wyłącznie “fajnym” grzechom, kwitując wymownym milczeniem wszelkie naprawdę niewygodne watykańskie fakty. Ciężko jednoznacznie stwierdzić, czy dzieło brazylijskiego reżysera to jeszcze list od fana, czy już ideologiczna propaganda, ale zdecydowanie da się wyczuć w tym przedsięwzięciu nie do końca szczere intencje.

Reklama

Jestem chamką!

Jestem chamką. To nie zostało powiedziane wprost, ale zarysowane grubym