Danie w 15 minut, czyli idelna zupa na piknik

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Chłodnik litewski towarzyszył mi podczas wakacji przez całe moje dzieciństwo. Gdy spędzałem latem czas u babci, było to jedno z głównych dań towarzyszących nam w upały.

Pierwszym krokiem była zawsze poranna wyprawa na targ i poszukiwanie odpowiednich składników. Kto wie, może to właśnie weszło mi w krew chodzenia na targ w poszukiwaniu inspiracji na obiad. Przy okazji nauczyłem się, jak wyszukiwać najlepsze składniki i wybierać te najbardziej odpowiednie. Wycieczki na targowisko powtarzały się za każdą wizytą, a pierwsze tego typu wyjścia były dla mnie, małego wówczas chłopca, po prostu nudne. Dopiero później zrozumiałem, dlaczego trwały tak długo.

chlodnik_1

Wędrówkę zaczynaliśmy od wyboru warzyw. Rzadko kiedy udało nam się kupić wszystko na jednym stanowisku. Zaczynaliśmy od botwinki, w końcu to najważniejszy składnik chłodniku. Jak przy każdej nowalijce, podstawą był świeży i intensywny zapach. Drugą rzeczą były liście – ważne, aby były w całości zielone. Rzodkiewkę wybieraliśmy w taki sam sposób. Później następował wybór ogórków – tutaj liczyła się jasna skórka, ciemna świadczyła o tym, że do uprawy użyto dużo nawozu. Takim sposobem nauczyłem się rozróżniać wartościowe warzywa, z czego korzystam do dziś. Do tego wszystkiego butelka zsiadłego mleka, jogurt naturalny oraz wiejskie jajka. Tuż przy wyjściu w koszyku lądował jeszcze szczypiorek, koperek i czosnek. Wracaliśmy spokojnie do domu i od razu nastawiliśmy buraki, tak by woda w garnku właściwie je tylko przykrywała. Pod koniec gotowania dorzucaliśmy jeszcze trochę pokrojonych łodyg i liści botwiny tak, aby trochę zmiękły. Po ostudzeniu buraki kroiliśmy w kostkę. Rzodkiewkę i ogórki siekaliśmy dosyć drobno i wszystko lądowało w wielkiej misce. Do tego posiekany koperek i szczypiorek oraz ząbek czosnku. Wszystko zalewaliśmy zsiadłym mlekiem i dodawaliśmy jogurtu. Chłodnik właściwie był gotowy, choć najlepiej smakował po tym, jak odczekał parę godzin w lodówce. Po nalaniu do talerza dodawaliśmy jeszcze dwie połówki jajka na twardo i danie gotowe.

chlodnik_2

Przepis jest szybki i prosty, a jeżeli uda nam się dzień wcześniej ugotować buraki, całość możemy przygotować będąc już na działce lub w ogródku. Jest to również o tyle sympatyczna opcja, że ci, którzy lubią łapać witaminę D w słoneczne dni, nie spędzą za dużo czasu w kuchni. A zatem do roboty – ta zupa idealnie chłodzi w upalne dni!

Reklama