NIE MA ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Przykro mi, że ja muszę Wam to przekazać, ale trochę się lubimy, a ja nie lubię żyć w kłamstwie.

To znaczy mogę, ale nie lubię.

Ja pamiętam moje wielkie dziecięce rozczarowanie, kiedy pewnego razu pod choinką znalazłem płytę Budki Suflera pt. „Nic nie boli tak, jak życie”.

Nie wiedziałem, czy Św. Mikołaj nie zrozumiał mojego charakteru pisma, kiedy pisałem czego naprawdę chcę, czy to była forma jakiejś kary za moje złe zachowanie, ale stało się, jak się stało i dostałem płytę Budki Suflera.

 
Reklama
 
Reklama

Nie denerwowało mnie nawet, że dostałem piracką płytę. Taką z literówką w słowie „takie” na okładce, przy tytule hitu „Takie tango”. Teraz piosenka nazywała się „TAKE TANGO”, co uważam za wcale lepszy tytuł, ale może to tylko moje zdanie, więc nie będę zawracał Wam nim głowy.

Ale zdenerwowałem się właśnie wtedy, kiedy po raz pierwszy raz dotarło do mnie, że to nie czarodziejski, ubrany na czerwono grubas pracujący jedną noc w roku dostarcza wszystkie prezenty, tylko najbliżsi mi ludzie, którzy mi dobrze życzą, wyznaczyli sobie odpowiednie kwoty z zarobionych w mijającym roku pieniędzy i przeznaczyli je na określone towary i usługi, żeby mnie obdarować w tym okresie między 24 a 25 grudnia.

Jednym słowem – oszukali mnie!

Owszem, można mnie nazwać rozpieszczonym, chciwym i roszczeniowym bachorem, ale bardzo proszę to robić wyłącznie za moimi plecami. 

Nie, że się nie zgadzam, po prostu będzie mi przykro.

Jeżeli jesteście w trakcie wigilijnego dzielenia się opłatkiem, lub zaraz po nim i być może przygotowujecie się do otwarcia prezentów, czekając, aż Wasze marzenia się spełnią, lub jak większość z nas tylko próbujecie ukryć swoje rozczarowanie, ostrzegam i przykro mi, że akurat ja muszę Wam to uświadomić, ale Św. Mikołaj nie istnieje!

Można to stosunkowo łatwo sprawdzić. 

Np. jeżeli ktoś z Was, stojąc ostatnio na zimnie, w proteście przeciwko wprowadzenia jakiejś ustawy, życzył sobie, żeby na drugi dzień, ktoś z reprezentujących go posłów zjawił się w pracy, posadził dupę na krześle, podniósł rękę i przycisnął przycisk za tym, żeby np. zrzucić tę ustawę z porządku dziennego, może mieć teraz spierdolone święta!

Wracając do moich zmarnowanych świąt. Okazało się, że odpowiedzialna za wszystko była moja świętej pamięci babcia…

To ona zdecydowała się pójść na bazar i zakupić od pirata rzeczoną płytę . 

Nie do końca wiadomo co nią kierowało, ale do końca swojego życia nie dowiedziała się, jak bardzo zrujnowała wtedy moje dzieciństwo. 

Pamiętam, że kilka lat później porozmawialiśmy szczerze z babcią i trochę wyjaśniliśmy sobie tę kwestię. 

Śmiechom nie było końca.

Można powiedzieć, że moja babcia umarła ze śmiechu.

To był wypadek i nikt nie może mi niczego udowodnić.

 
Reklama

Uważni czytelnicy mogli też zauważyć, że płyta „Nic nie boli tak, jak życie” Budki Suflera została wydana w 1997 roku, a ja miałem wtedy jakieś 13 lat.

Co mogę powiedzieć? 

Miałem długie i szczęśliwe dzieciństwo.

Albo nauczyłem się żyć w kłamstwie, bo oszukali mnie najbliżsi, którzy chcieli mi dać złudną nadzieję, że jeśli coś wydaje mi się słuszne i będę w to coś bardzo mocno wierzył, to się spełni.

Polecam o tym pomyśleć przed przyszłymi wyborami, czego na nadchodzące święta sobie i Wam bardzo mocno życzę.

Wesołych świąt. 

Mimo wszystko.

Reklama