Samochód, który w teorii jest bez sensu, a w praktyce zrobi furorę

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Na wstępie zaznaczam, że autem tym nie jeździłem, ani w nim nie siedziałem. To jedynie moje subiektywne spostrzeżenia na temat Toyoty Yaris GR, trzycylindrowego hot hatcha z napędem na cztery koła. Czytając wszystkie doniesienia na temat nowej zabawki japońskiego producenta jestem trochę rozdarty. Bo całość prezentuje się bez sensu.

Nie zrozumcie mnie źle. Moje moto-serce bardzo się uradowało, gdy zobaczyłem pierwsze informacje odnośnie prac, które sportowy oddział Toyoty o nazwie „Gazoo Racing” podjął nad modelem Yaris. Producent pokazał tym samym, że wciąż ma ochotę wyprodukować szybkie auta, nie tylko na rajdowe OS’y, pętle Le Mans etc. 

Reklama
Advertisement

Dobra, teraz trochę o samym aucie. Toyota Yaris wchodzi w skład segmentu segmentu B. Wygląda jak niżej osadzone CH-R. Oznacza to, że jej sportowa wersja „GR” jako rywali będzie miała chociażby Fiestę ST i Clio RS. I tu pojawia się pierwsza ciekawostka. Do tej pory wszystkie auta „performance” z segmentu B dysponowały mocą w granicach 200 KM. Yaris GR wyciągnie aż 250 KM z trzech cylindrów. Oznacza to, że hot-hatch Toyoty będzie aż o 25% szybszy od Fiesty ST ósmej generacji. Do tego będzie miał napęd na obie osie, co w tej klasie jest rzadkością, żeby nie mówić o czymś wręcz niespotykanym.

Motoryzacja jest pełna nonsensów, a za coś takiego uważam najnowszy projekt Toyoty. Idea, która przyświecała producentom przy tworzeniu rasowych hot-hatchy, to żeby były dostępne do kupienia za rozsądną cenę. Czyli za mniej więcej 90-100 tys. złotych za ciasne, całkiem głośne i fajnie się prowadzące autko. A ile będzie kosztował Yaris GR? 140 tys. złotych! Toyota zahaczy wobec tego o terytorium takiej Hondy Civic Type R, auta większego, no i przy okazji szybszego.

Zapewne Yaris GR będzie się prowadzić wyśmienicie dzięki 4×4, strzelać popcornem z wydechu i bić rekordy na track dayach, ale czy to tak naprawdę potrzebne auto za taką cenę? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam Wam.

tekst: Jan Wiewiór

Reklama