Pato-felieton? Odpowiedź na krytykę Patointeligencji Maty

Jakub Wejkszner

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Łukaszu – oto mój hit piece w Twoim kierunku, by zachować równowagę w społeczeństwie, świecie, a konkretniej – zdobyć wyświetlenia na popularnym obecnie artyście.

Problem z opinią Twą, Łukaszu, jest taki, że się z nią nie zgadzam. A oto moje argumenty.

Otóż, toteż, właśnie – trudno jest oceniać Patointeligencję Maty z punktu widzenia tego, że autor jest uprzywilejowany jest moim zdaniem niekoniecznie związane z samą treścią. Patointeligencja to raczej opowieść o tym, w jaki sposób uprzywilejowanie tego rodzaju nie jest wcale bajką, ale ma swoje mroczniejsze strony, które powinny być zaadresowane. Ponadto, jeśli kultura hiphopowa, szczególnie w Polsce, determinuje wartość danej jednostki poprzez tzw. hustling i bycie gangsta i młodzi ludzie, wychowani w pięknej rzeczywistości, złotych klamkach i kranikach, z których płynie Jack Daniels, są w takim nie li tylko skonfundowani, ale także ugniatani, by stać się namiastką swoich idoli. Czy wpływ tak silnego ruchu, tak charyzmatycznego bytu, jakim jest najpopularniejsza muzyka na świecie, czyli rap, nie wpływa czasem na to, że w środowisku uprzywilejowanych pojawia się zgrzyt, zupełnie niemożliwy do przeskoczenia przez młodzieńczy umysł? Gloryfikacja narkotyków, gangsterki, bogactwa, ale jednocześnie blokowisk, plastycznie tworzy mroczną i atrakcyjną rzeczywistość, która kusi buntowniczych nastolatków.

Czy czasem zresztą sam Mata nie ocenia, w hiperboli charakterystycznej dla rapu, transgresyjnych działań swoich kolegów jako negatywnych? Jako destrukcyjnych w ostatecznym rozrachunku? Czy czasem wymienianka pt. mój ziomo pedofil, mój ziomo nekrofil nie jest port parole dla idei zła, która zakiełkowała w umysłach młodych ludzi jako atrakcyjna? I czy czasem to faktycznie nie istnieje?

Zastanawiam się, czy w takim razie, jeśli jest to zjawisko społeczne, o którym wiemy od dawna, bo przecież dyskusja na temat spaczonych przez zło bogatych dzieciaków z dobrych domów przewija się w kulturze polskiej już od czasu sławnej-niesławnej Sali Samobójców? Wydaje się, że w takim razie zaadresowanie tej niezagospodarowanej rzeczywistości jest raczej dobrym pomysłem niż rzutem na hajs. Czy nie jest pewnego rodzaju oddechem, możliwość zobaczenia siebie, przez młodych ludzi, w sytuacji nakreślonej przez Matę i może powstrzymania się w pół kroku? To jeśli chodzi o element edukacyjny. Co do elementu artystycznego – czy jęki artysty o tym, że nienawidzi matki i ojca za dobry dom nie są symptomatyczne dla dzisiejszych czasów, w których cierpienie stereotypowe zostało zastąpione przez, w większości przypadków, spokojne i nudne ostatecznie egzystowanie? Czy ten krzyk o ból nie jest czymś pięknym w swej naturze, kiedy to młody artysta chce przeżywać, ale społeczeństwo jest dla niego złotą klatką, w której mu się nie daje tego zrobić? I dlatego właśnie sięga po ekstrema, bo nie ma kłód pod nogami, ponad którymi musiałby się wysilić, żeby przejść? Czy nie jest to wystarczająco autentyczne?

I ostatni argument – czy nie jest to jednak prawdziwe, bo porusza? Bo poruszyło przecież? Kwestia popularności artysty nie świadczy rzecz jasna o niczym w świecie, gdzie opowieści Taylor Swift o swoich romansach biją rekordy popularności, aczkolwiek gdyby zawężyć nieco spektrum odbiorców, do których dociera patointeligencja i zainteresowanie wśród, cóż, inteligencji tym projektem, to jednak jest to manifest, który ludzie rozumieją, bo albo są w ramach danego paradygmatu, albo odnosi się do sytuacji, którą zauważają. Czy patologia w potencjalnej inteligencji nie jest czasem tematem dotyczącym naszej rzeczywistości wystarczająco, by o niej porozmawiać? I jaki jest wtedy standard, który mielibyśmy wyznaczyć artystom? O czym mogą pisać i mówić, by nie wyjść na skomercjalizowane łajzy? W takim razie PROBL3M nie powinien nic pisać, bo to są teksty o miłości albo imprezach? Taco nie powinien pisać o egzystencjalnym lęku, bo ludzie odczuwają egzystencjalny lęk? Myśmy nie powinni pisać o Macie, bo jest na czasie? I czy tak wysoko wyznaczony standard nie jest czasem cenzurą?

 
Reklama

Na te i wszystkie pytania nie znalazłem odpowiedzi w felietonie krytycznym w stosunku do Patointeligencji. Ja to poczułem. I było to dobrze zrobione. I dlaczego miałby szukać dziury w całym, skoro tyle dziur we mnie to łata?

#zniszczony – czekam na odpowiedź w ciągu tygodnia w ramach felieton-battle! 

Reklama