Trochę inna opowieść o rozwodzie – Historia małżeńska

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Na sam koniec roku Noah Baumbach odbezpieczył istny emocjonalny granat. “Historia małżeńska” opowiadając o rozwodzie reżysera teatralnego (Adam Driver) i aktorki (Scarlett Johansson), dotyka bolesnych kwestii z porażającą szczerością. Autor “Frances Ha” zajął się tematyką poruszaną przez X Muzę niejednokrotnie, ale zinterpretował ją na nowo, posługując się interesującymi narzędziami humanistycznej filozofii.

Oczywiście amerykański twórca widzi w rozpadającym się związku Charliego i Nicole spory ładunek toksycznych uczuć, ukazanych w rozmaitych, napędzanych żalem i gniewem scenach małżeńskich kłótni. Jednakże toczące sądową bitwę postaci są naszkicowane z ogromną dozą empatii. Reżyser nie definiuje ich osobowości tylko poprzez konfrontacyjne konwersacje, a z całych sił próbuje zrozumieć dogłębne przyczyny takich, a nie innych zachowań. U Baumbacha wina leży pośrodku, więc protagoniści otrzymują sprawiedliwy rysunek psychologiczny.

Co ciekawe, temu obrazowi bardzo daleko do standardowego dramatu rodzinnego. To raczej spójny, ale jednak patchworkowy kolaż estetyk, żeniący tragedię z komedią i nawet szczyptą musicalowej przyprawy. Zręczność, z jaką sklejono wszystkie te elementy, sprawia, że czasem ciężko nawet dostrzec różnorodność poszczególnych tonów opowieści. Ponadto, gatunkowa przebieżka nie tylko nadaje filmowi specyficznego rytmu, ale też wrzuca fikcję w ciekawy kontekst opartego na codziennym tragikomizmie, świata rzeczywistego.

Na odrębny akapit zasługuje aktorstwo ekranowej pary. Driver i Johansson tworzą duet, który rozsadza ekran niemal w każdej sekundzie. Oboje budują swoją skomplikowaną relację, opierając się na gestach oraz słowach nawiązujących do kinematograficznego naturalizmu. Nie pomylmy jednak pojęć – w tym przypadku naturalizm absolutnie nie równa się realizmowi. Kino według Baumbacha przy całej swojej przyziemności, w ogóle nie boi się teatralnych, przerysowanych póz. Główni bohaterowie wywołują u publiczności boleśnie prawdziwe reakcje, jednocześnie jak ognia unikając paradokumentalnej dosłowności.

Warto też wspomnieć o genezie tej fabuły. Otóż jest ona w dużej mierze oparta na prywatnych doświadczeniach reżysera, który całkiem niedawno przeżył podobnie wyczerpujący mentalnie rozwód. Biorąc pod uwagę szalenie intymny charakter dzieła, powinniśmy nazwać je wręcz ekshibicjonistycznym przykładem kina autorskiego. Baumbach pokazuje tym samym, że nawet współczesna, sterowana przez korporacyjne żądze kinematografia, potrzebuje niezależnych artystów dzielących się swoim bólem ze światem. Kinomani kochają urodziwy hollywoodzki główny nurt, ale raz na jakiś czas chcą poczuć też rwanie, kłucie i szczypanie.

Reklama