Top 5 najlepszych (dobrych) filmów na święta!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Zdaję sobie sprawę, że podczas najbliższych świąt Bożego Narodzenia zasiądziecie przed ekranami telewizorów, by po raz kolejny obejrzeć te same, familijne produkcje. I nie ma w tym nic złego! Sam uwielbiam śmiać się podczas setnego seansu “To właśnie miłość” albo na nowo podziwiać zmysł strategiczny głównego bohatera filmu “Kevin sam w domu”. Powiem więcej – nie przeszkadza mi nawet emisja któregoś z kolei odcinka remake’owej sagi pod tytułem “Opowieść wigilijna”. Natomiast, gdy już zaliczę serię standardowych świątecznych klasyków, często zabieram się za mniej oczywiste propozycje. Oto piątka moich ulubionych oryginalnych tytułów, które smakują równie dobrze, jak gorący barszcz z uszkami.

Cicha noc, śmierci noc
Absurdalny film grozy typu “slasher”, dawno temu wywołał sporo kontrowersji. W momencie premiery amerykańskie media znalazły w popularnym horrorze klasy “B” profanację wizerunku Świętego Mikołaja. Tutaj sympatyczny brodaty pan w czerwonej czapce to ukształtowany przez traumatyczne dzieciństwo psychopata, który prędzej niż wymarzony podarek, sprezentuje Ci cios w głowę siekierą. Dziś to osobliwe widowisko, zwłaszcza po kilku porządnych kubkach grzanego wina, funkcjonuje jako przezabawna komedia, ale w 1984 roku, “Cicha noc, śmierci noc” prawie wywołała uliczne zamieszki.

Gremliny
Nie ma lepszego bożonarodzeniowego podarunku od małego, słodkiego futrzaka. Tym bardziej, jeśli jest tak uroczym anarchistą. Ten kultowy komediohorror vhsowej ery, może już nie przeraża znieczulonej widowni XXI wieku, ale na pewno dalej umie ją skutecznie rozbawić. Przygody wielkouchych łobuzów doczekały się kontynuacji, ale to właśnie pierwowzór ma w sobie magię wczesnych produkcji Joe Dantego, wzmocnioną jeszcze przez kontrastującą z groteską wydarzeń, świąteczną sielanką fikcyjnego miasta Kingston Falls.

Szklana Pułapka
W tym wyjątkowym czasie warto zafundować sobie prezent w postaci buchającego testosteronem, staroszkolnego kina akcji. Po tylu latach dynamiczna transformacja świątecznej imprezy pracowników wielkiej korporacji, w podnoszącą tętno walkę o przetrwanie, wciąż wywołuje tak samo intensywne emocje. Co ciekawe, uznawany za symbol twardziela John McClane (w tej roli oczywiście niezapomniany Bruce Willis), był kimś zaskakująco odklejonym od archetypu hollywoodzkiego herosa. Nie dość, że krwawił i odczuwał ból, to jeszcze czasem miał czelność się zasapać.

Święty Mikołaj wyrusza na podbój Marsa
Przedsięwzięcie o takim tytule, od razu zwiastuje sztukę tylko dla koneserów. Wyobraźcie sobie, że kosmici porywają świętego Mikołaja i zmuszają go do masowej produkcji prezentów przeznaczonych dla pozaziemskiej rasy. Już Was zachęciłem? Jeśli nie, to wykreujcie w myślach taką kombinację: przesiąknięte LSD lata sześćdziesiąte, dwieście tysięcy dolarów budżetu i osiemdziesiąt minut abstrakcyjnej fabuły, opowiadającej historię językiem narracji, jakiego nie zrozumie żadna istota ludzka.

Zabójcza broń
Gwiazdka jako tło dla skąpanego w grzechu Los Angeles? Czemu nie? A jeśli dodamy do tego Mela Gibsona i Danny’ego Glovera u szczytu aktorskiej formy oraz znakomite dialogi pióra mistrza celnych puent Shane’a Blacka, to mamy już przepis na perfekcyjny film świąteczny. Aż miło przypomnieć sobie epokę, w której szaleństwo Mr Mad Maxa ujawniało się w pełnej krasie jedynie w kontekście filmowej fikcji.

Reklama

Dyniak

– Jak można wywalać gnój w klapkach? – pytam tego wieśniaka. Nie