Transformacja na pół gwizdka – Ralph Kaminski – Młodość

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

W popkulturze nie ma nic bardziej interesującego niż radykalna zmiana. Artyści, którzy przechodzą kolejne wizerunkowe oraz brzmieniowe transformacje, prawie zawsze wzbudzają szacunek odbiorców. Nic dziwnego, gdyż są to najczęściej naprawdę odważne osobowości, odrzucające komfortowe status quo, na rzecz nieustannego, twórczego rozwoju. Drugi album Ralpha Kaminskiego zatytułowany “Młodość” też miał być wyrazem takiego przełomu. Pochodzący z Jasła artysta zaakcentował następny etap swojej kariery metamorfozą image’u – ubrał uroczą blond perukę i pozmieniał kilka istotnych elementów swojej garderoby. Ku mojemu rozczarowaniu, na tym powierzchownym poziomie proces przeobrażenia się zakończył.

Następca “Morza” oferuje wciąż ten sam, charakterystyczny dla Ralpha, artpopowy pejzaż, tym razem dla niepoznaki ozdobiony nieco bardziej oszczędnym instrumentarium. Zawarte na krążku utwory powtarzają kompozycyjne strategie poprzedniego albumu, przez co słuchanie ich przypomina czytanie kryminału, gdy już dawno przewidziało się rozwiązanie zagadki. Artysta jest więc człowiekiem odmienionym jedynie pobieżnie, gdyż fizyczna ewolucja, w ogóle nie przekłada się na jego sztukę, składającą się, jak śpiewał kiedyś Artur Rojek, z ciągłych powtórzeń.

Reklama

Przyglądając się skromnemu, ale już rozchwytywanemu dorobkowi młodego wokalisty, zauważymy problem ze znalezieniem własnej narracji. Zarówno debiutancki projekt, jak i recenzowana tu druga płyta, niewolniczo trzymają się zewnętrznych wpływów. Jak na dłoni widać, że Kaminski kocha Belle and Sebastian, Anthony and the Johnsons czy wczesnego Sufjana Stevensa. Oczywiście dobrze wiemy, że karierę niemal każdego artysty rozpoczyna odpisywanie zadań domowych od prymusów, ale akurat Ralphowi już nie przystoi usprawiedliwianie odtwórczości paszportem żółtodzioba.

Największy problem tego krążka ilustruje warstwa liryczna. Historie z “Młodości” starają się celebrować życiowe zmiany, jednocześnie uparcie tkwiąc w retrospekcyjnej narracji. Autor niby pragnie odnaleźć nową, unikalną tożsamość, ale zamiast skupić się na teraźniejszości, dalej ulega sile wspomnień. Teksty piosenek dopełniają więc konstrukcję płyty, pozwalającej sobie na krok do przodu, tylko po to, by zaraz zrobić dwa kroki wstecz.

Mimo wszystko mam nadzieję, że trzecie dzieło tego twórcy pozytywnie mnie zaskoczy. Być może obecnie jesteśmy świadkami okresu przejściowego, zmuszającego artystę do niewygodnego rozkroku między wczorajszą rzeczywistością oraz jutrem. Liczę, że jeśli spotkamy się ponownie, to Ralph Kaminski w końcu odważy się biec przed siebie z werwą własnych idoli.

Autor

Łukasz Krajnik – anglista, tłumacz i autor artykułów dotyczących szeroko pojętej popkultury. Codziennie poświęca mnóstwo czasu na przyswajanie dziesiątek płyt, filmów i książek. Zwolennik braku podziałów na sztukę wysoką i niską. Wielbiciel barwnej estetyki lat osiemdziesiątych.

Przeczytaj również

Reklama