Vegański tekst na świąteczny stół

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Ktoś kiedyś zamordował człowieka.

Brutalnie, za przyzwoleniem tłumów. Nie mam pojęcia czy człowiek ten był narcyzem, lubił być w centrum uwagi? Może tak być.

W każdym razie, kogoś wkurwił.

Pewnie był inteligentny, może to artysta, który słowami wyrzucał swoją wrażliwość, wprost na głupi, zagubiony tłum, który w swojej prozie beznadziejności od zawsze potrzebuje idola, ojca który się nim zaopiekuje.

 
Reklama
 
Reklama

A może to biznesmen, który planował jak zmieniać świat, a przez pryzmat swoich ambicji chciał założyć pierwszą korporację.

No i to ostanie trzeba mu przyznać, udało się. Jego firma dzieli i rządzi na rynku życia od ponad dwóch tysięcy lat.

Jego morderstwu i całemu towarzyszącemu temu odczłowieczeniu nadano sens pod tytułem ofiara, która miała wybawić nas wszystkich. (mnie do tego nie mieszajcie)

I zaczęło się, ofiara, poświecenie, cierpienie uszlachetnia.

Minęło dwa tysiące lat rozwoju człowieka, a ja stoję i przyglądam się jak kolejny tłum Kartezjuszy oczekuje ofiary.

 
Reklama

Ubrany w białą szatę człowiek o brodatej twarzy z telefonem w kieszeni, pewny tego co robi, porywa tłum i daje znak na wykonanie morderczego cięcia. Wszyscy skupieni i podnieceni.

Ofiara pewnie inaczej podchodzi do sprawy niż widzowie, ale, jak pisał Nietzsche, od lat nikt nie daje im możliwości dojść do głosu.

Dziś padło na barana, na kogoś mało istotnego, podporządkowanym niewolniku człowieka, maszynie jak uważał Kartezjusz.

„Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi“ 

Cytowaną księgę Genesis spisał oczywiście człowiek, a nie koń! – stwierdził M. Kundera, co trochę zmienia postać rzeczy.

Ostrze noża przecina wełnę na jego szyi, potem piłuje skórę, wchodzi głębiej, przecina mięśnie, tętnicę potem tchawicę, kręgi aż w końcu głowa odpada.

Radośni ludzie przeskakują nad zwłokami wierząc, że to da im szczęście w życiu. Duma mnie unosi jako patriotę Polaka, u nas to barbarzyństwo nie istnieje. Nie! – dla barbarzyńców imigrantów.

W każdą sobotę, na tysiącach polskich stołach ślubnych, pewnie co 3 godziny pojawia się nowy komplet mięsa. No, ale my to robimy z głodu, aby przeżyć. Przychodzi mi do głowy rozmowa z pewnym inteligentnym i wrażliwym człowiekiem.

Ma psa i dwa koty, prędzej skrzywdziłby człowieka niż bezbronne zwierzę, przekonuje mnie, sięgając w tym samym czasie po szynkę parmeńską, przegryzając parmezanem.

Wniosek może być jeden.

Koty, pieski, papużki były bardzo mądre, dając się udomowić. Ściemniają, że nas kochają i zabawiając, wypełniając nasze smutki zagwarantowały sobie, że ich nie wpierdolimy z talerza. Inaczej dumne krowy, konie i świnie. Wolały oddać się w niewolnictwo, założyć sobie homonto, dać się wydoić, a nawet zjeść niż lizać papcie swojego pana, czekając czy nie zapomni nas nakarmić.

Szacun.

A gdyby tak zamiast tego aktu terroryzmu na człowieku, o którym mowa na wstępie. Czytać i wpajać ludziom do głowy piękną myśl Milana Kundery

„Prawdziwa dobroć człowieka może się wyrazić w sposób absolutnie czysty i wolny w stosunku do tego, kto nie ma żadnej siły. Prawdziwa moralna próba ludzkości najbardziej podstawowa, polega na stosunku człowieka do tych, którzy są wydani na jego łaskę: do zwierząt“

I tak przez 2000 lat, co niedziele i w święta.

Uwolnilibyśmy nie tylko zwierzęta, ale i siebie z niewoli hipokryzji, uzależnienia od kogoś silniejszego.

Reklama