Modny Wietnam

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Podróż po Wietnamie najlepiej zacząć od stolicy, Hanoi. Zatłoczona i hałaśliwa za dnia, wieczorem rozkwita feerią barwnych świateł.

Zaglądając do nowoczesnych restauracji zobaczymy tutejszą młodzież wpatrzoną w smartfony i wciągającą hel z ogromnych balonów. Nikt tu nie je, bo jedzenie jak na wietnamskie standardy jest raczej drogie (ok. 5 dolarów amerykańskich za miskę zupy Pho). Zanim więc oddamy się wieczornym rozrywkom, najlepiej posilić się na ulicznym straganie. Za tę samą zupę Pho zapłacimy niecałego dolara, a dodatkowo uraczy nas piękny widok jednego z hanojskich jezior.

wietnam

Założone w 1010 r.n.e. przez cesarza Ly Thai Tho miasto pierwotnie nosiło nazwę Thang Long, czyli „wzlatujący smok”. Nazwa ta legendarna wiąże się ze złotym smokiem, którego miał zobaczyć tu poszukujący miejsca na nową stolicę cesarz. Większość zabytków i muzeów otwarta jest do godziny 17, więc popołudniu warto wybrać się na jeden ze spektakli lalek na wodzie. Tyleż ciekawe, co nużące dla zachodniego widza przedstawienie trwa ok. 45 minut. Sceną jest zbiornik z wodą, na którego powierzchni tańczą przytwierdzone do bambusowych kijów, ręcznie malowane lalki. Najbardziej charakterystycznym epizodem jest przedstawienie cesarza Le Thai Tho zwracającego miecz złotemu żółwiowi. Legenda ta bezpośrednio wiąże się z Hanoi i jeziorem Hoan Kiem. W XV w. cesarz miał otrzymać od bogów magiczny miecz, który pomógł mu zwyciężyć Chińczyków. Co ciekawe, w latach 60 XX w. wyłowiono z jeziora ważącego 250 kg, dwumetrowego żółwia. Jego zmumifikowane ciało znajdziemy w Nefrytowej Świątyni.

Bardziej od zabalsamowanych zwłok żółwia znane są te, złożone w marmurowym mauzoleum. Należą one do największego przywódcy, Ho Chi Minha. Człowiek o wielu twarzach i tożsamościach. Zmarł w 1969 r., w testamencie prosząc o spalenie i rozsypanie na krańcach ojczyzny. Partia nie uszanowała jego ostatniej woli, chcąc podtrzymać kult wodza. Idea skopiowana od „wielkich braci”, dziś kosztuje wietnamskich podatników 70 mln dolarów rocznie. Przez trzy miesiące, co rok mauzoleum jest zamykane, a specjaliści z Rosji odrestaurowują bezcenne ciało wujaszka Ho.

wietnam_2

Nie bez znaczenia pozostaje rok śmierci Ho Chi Minha. 1969 to też liczba wysp w zatoce Ha Long. Jest ona obowiązkowym punktem do odwiedzenia. Rejs jednym z wycieczkowych statków trwa ok. czterech godzin, podczas których możemy zatrzymać się i odwiedzić jedną z jaskiń. Największą popularnością cieszy się Thien Cung, „niebańska” jaskinia z iście niebiańskim oświetleniem we wszystkich kolorach tęczy. Dla zachodniego turysty kiczowata, wśród Azjatów wzbudza niemałe emocje.

W drodze na południe Wietnamu, musimy zatrzymać się w połowie – jeden dzień w Hue, dwa dni w Hoi An i okolicach. Miasto Hue było stolicą od 1802 do 1945 r.. Pierwszy cesarz z dynastii Nguyen rozpoczął budowę pałacu cesarskiego na wzór chińskiego Zakazanego Miasta. Lojalność urzędników-mandarynów zapewniał sobie biorąc ich córki na konkubiny, miał ich więc ponad 100. Za czasów jego następcy zaczną się prześladowania chrześcijan. Wkrótce staną się one pretekstem dla kolonialnych zapędów Francji. Hue może poszczycić się także wspaniałymi grobowcami cesarskimi.

Hoi An to miasto lampionów, ale i mekka dla wielbicieli mody. Tutejsi szewcy i krawcowe to magicy! Wyczarują projekty twoich marzeń w 24 godziny, do tego z dbałością o detale i w dobrej cenie. Najważniejsze, by wybrać jeden z zakładów poza ścisłymi granicami Starego Miasta. W jego granicach znajdziesz za to najważniejsze zabytki, takie jak hale zgromadzeń kupców chińskich czy Most Japoński. Nie można wyjechać stąd nie odwiedzając trzech punktów gastronomicznych. Pierwszy to znajdująca się obok hotelu Lantern restauracyjka serwująca zupę Pho. Kolejny „must have” to kanapki. Świeża pół-bagietka wypełniona soczystym mięsem oraz świeżymi warzywami i ziołami to pożywny i tani lunch. Na kolację musimy udać się na Stare Miasto. Jest tam wielka hala wypełniona straganami, która wieczorem zamienia się w nocny market. Przeszklone gabloty wypełnione są po brzegi smakołykami. Makarony z warzywami lub mięsem, pierożki, świeże sajgonki, a nawet faszerowane kalmary smakują tu jak u wietnamskiej mamy.

W okolicy Hoi An znajdują się plaże, pola ryżowe, zabytki. Warte odwiedzenia są Marmurowe Góry. Wyrastają na wysokość do 200 metrów. Jest ich pięć, a ich nazwy odpowiadają pięciu żywiołom. Wejść możemy na Górę Wody, która zachwyci nas nie tylko widokiem ze szczytu, ale także jaskiniami i pagodami. Pół godziny drogi stąd znajduje się My Son, kompleks świątynny przypominający kambodżański Angkor Wat. Od I do XV w., na terenach dzisiejszego środkowego i południowego Wietnamu rozwijała się Czampa, konsorcjum królestw Czamów. Świątynie były miejscem kultu hinduskiego boga Śiwy. Zostały znacznie zrujnowane podczas Wojny Wietnamskiej.

Ostatnie dni to czas na zwiedzenie Południa. Dawny Sajgon, dziś nazywany miastem Ho Chi Minh ma 9 mln mieszkańców i 7 mln motorów. Po pamiątki udamy się na targ Ben Than. Autobusem można przejechać się do chińskiej dzielnicy, Pałacu Ponownego Zjednoczenia, gmachu Poczty Głównej i katedry Notre Dame. Do Wojny Wietnamskiej powrócisz za sprawą tuneli w Cu Chi. Mają ponad 250 km. Były tam kuchnie, sypialnie, a nawet szpital. Jeśli poszukujecie oryginalnej pamiątki – może sandały z opon?

wietnam_3

Na koniec jeszcze wizyta w spichlerzu Wietnamu, delcie Mekongu. To tutaj, na słynnym pływającym bazarze dostaniemy największy wybór najlepszych owoców. W niewielkich lokalnych zakładach możemy zobaczyć produkcję takich przysmaków jak prażony ryż, czy karmelki kokosowe.

Wyjeżdżając z Wietnamu ukontentowany będzie i turysta i podróżnik, i miłośnik przyrody, i mody, i fotograf, i smakosz. Niezależnie od tego, czy wybieramy wyjazd zorganizowany czy samodzielną wyprawę z plecakiem, musimy dać sobie chwilę czasu na wczucie się w rytm azjatyckiego slow life. Dajcie czas sobie i Wietnamczykom, aby oczarowali was i zarazili swoim optymizmem, wiarą w ludzi i pozytywnym nastawieniem do świata.

 

teskt i zdjęcia: Aleksandra Malinowska

materiał wpółtworzony z atelierpodróży.pl

Przeczytaj również

Instastory

To trochę smutne, że ten felieton przeczyta pewnie promil osób,

Nasze magazyny

Reklama

Follow on Twitter

Reklama

Reklama