Czego sobie życzę w nadchodzącym roku?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Może składanie życzeń o tej porze roku wydaje się być trochę zaskakujące, ale ja chciałem być pierwszy, a poza tym mnie też w mijającym roku parę rzeczy zaskoczyło.

W kinematografii najbardziej zaskoczyły mnie dwa filmy.

Ten braci Sekielskich o bardzo konsekwentnej dyskrecji niektórych księży. A jeszcze bardziej niż film chyba zaskoczyło mnie, że nic się specjalnego nie wydarzyło w jego następstwie. 

Chociaż w sumie chyba nie powinno, bo jak sprawdziłem, dopiero w 1992 Jan Paweł II przyznał, że to ,co spotkało Galileusza, było ze strony kościoła takim trochę błędem.

 
Reklama
 
Reklama

A jeśli ktoś zwróci uwagę, że film braci Sekielskich nie był w kinach, to mu odpowiem, że powinien i przypomnę, że „Irlandczyk” pana Scorsese jest właśnie na Netflixie. Ja widziałem już dwa razy i bardzo zaskoczyło mnie w jakie zmieszanie mnie wprowadził.

Uwaga – trochę spojler!

„Irlandczyk” to bardzo długi film, w którym bohater grany przez pana Pacino musi się tęgo nalawirować między politykami, a przyjaciółmi z, nazwijmy to – szarej strefy. A kiedy zaczyna być niewygodny dla obu stron, ci drudzy postanawiają podać go do dymisji i w tym celu trochę wykorzystują jego własnego syna.

Jeśli przypadkiem coś Wam się skojarzyło ze znaną z gazet i telewizji sprawą pana Banasia, to jest to Wasz problem i go Was z nim zostawiam. Mnie najbardziej w „Irlandczyku” zaskoczyła twarz pana De Niro w pierwszej godzinie filmu.

Ale za to twarz pana Pesci wygląda super przez cały film i bardzo miło ją znowu zobaczyć. I życzę sobie, żeby jeszcze pooglądać właśnie takie filmy, jak „Irlandczyk”.

Jako, że chciałem być pierwszym, który w tym roku złoży Wam noworoczne życzenia, sparafrazuję teraz monolog ze znanego filmu youtubowego  o pewnym sylwestrze 1996 roku i będę życzył sobie i Wam tego samego co w zeszłym:

Dużo pieniędzy, bo nie wiem, jak Wy, ale ja ich w zeszłym roku nie miałem. 

Dużo spałem, bo rzeczywistość na jawie naprawdę mnie przeraża i zaczyna być nie do zniesienia. 

I dużo wódki, bo bardzo ją lubię. 

Zwłaszcza, że akcyza na alkohol i tytoń ma zostać podniesiona.

W pierwszej chwili trochę się tym zmartwiłem, ale już chwilę później dostrzegłem same możliwości.

Premier powiedział, że podnosi akcyzę w trosce o trzeźwość Polaków, bo kupują miliony małpek. Zwłaszcza rano. 

Z tego, co pamiętam, na początku lat 90-tych nie było tyle małpek, ale za to kilka osób zgarnęło spore pieniądze na przemycie alkoholu i papierosów.

Części z nich, którzy zarobili na tym najwięcej, niedługo pokończą się wyroki, a background i doświadczenie powinny być zawsze w cenie i jest szansa, że w nowym roku nie wytrzeźwiejemy, a duża, że znów rozkwitnie szara strefa i rodziny na powrót zbliżą się do siebie.

Ja wciąż pamiętam te wszystkie przedświąteczne zakupy na lokalnym bazarku, gdzie przed świętami całą rodziną szukało się znajomych handlarzy sprzedających spirytus podejrzanego pochodzenia. 

A jak pomyślałem sobie, że przy okazji jest szansa na powrót papierosów sprzedawanych na sztuki, to od razu wspomniała mi się moja babcia, więc jestem premierowi tym bardziej wdzięczny.

I kolekcji takich właśnie rodzinnych wspomnień w następnych latach też Wam życzę.

Szczęśliwego Nowego Roku po raz pierwszy!

Reklama