Dlaczego piszę o bzdurach?

Jakub Wejkszner

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Jest to pytanie, które jest mi ustawicznie zadawane, więc pozwolę sobie na nie odpowiedzieć. Anegdotą.

Otóż, wiele lat temu w licealnej matni, gdzie po raz pierwszy mogłem odetchnąć od strachu gimnazjalnego, gdzie groźba potencjalnego mordobicie czaiła się za prawie każdym krokiem i definitywnie w każdej ubikacji, zacząłem raz pierwszy w życiu swym się zastanawiać.

I wtedy właśnie, na tych wolnych wodach idei, przyszło mi do głowy, co potem potwierdziło się na studiach, że zasady powinny być ogólne i abstrakcyjne, podobnie zresztą myśli, zalecenia i wskazania. Ja, jako młody adept sztuk wszelakich na razie, bo tylko humanistycznie skierowany przez ograniczone pomysły Ministerstwa Edukacji, zacząłem zauważać w świecie pewne tendencje. Zacząłem również zauważać rymy. Większość spraw dotyczących kwestii ludzkich i międzyludzkich zamknięta była w podobnych schematach o odmiennym tylko kolorycie. Jeśli zatem chemia charakteryzowała się ścisłością i wypełnialnością, czyli tam gdzie jeszcze nie wiem, możemy założyć, że coś jest, podobnie filozofia – miejsca jeszcze nieodkryte istniały i my wiedzieliśmy, że tam są, choć nie mieliśmy jeszcze odpowiedniej aparatury, by je zauważyć.

No i wyobraźcie sobie, że ta wiedza przydatna była mi w trakcie licealnych perypetii w podobnym zakresie. Koleżanka moja była typową kazuistką i narcyzem. Chciała, by świat kręcił się wokół niej z uwagi na walory estetyczne, ale, jak to bywa często w przypadku pięknych kobiet i kwiatów, raczej na odległość zapachu. Jednakowoż, musiała nieustannie podkręcać i podkręcać tę śrubę, aż do momentu, gdy potencjalni adoratorzy przestali się tym interesować. Wówczas przyjęła inną taktykę. Zaczęła opowiadać o swoich problemach w relacji z obecnym partnerem, by choć lukę zostawić, by trochę światła nadziei nalać do młodych, silnych umysłów. No i taką lukę postanowiła przedstawić również mnie.

 
Reklama
 
Reklama

Przyjąłem to oczywiście z przyjaźnią, ale postanowiłem wykorzystać ów moment, by przedstawić jej swój pogląd-świato i może wyjaśnić co nieco jak to z mej perspektywy wygląda. I gdy opowiadała mi o tym, jak ten jej związek, to ona nie wie, zasadniczo trudno przewidzieć, bo czuły, ale nie czuły, bo ciepły, ale zimny, bo bliski, ale daleki, przyszła do mnie myśl. Zaproponowałem jej, żeby z nimi została. Nieco ją to zdziwiło, gdyż zazwyczaj adoratorzy mówili jej truizmy dotyczące potencjalnego zerwania z rzekomym mężczyzną i związania się z potencjalnym adoratorem, więc zapytała – dlaczego? I wówczas powiedziałem jej, że w sumie to jest tylko ładna, więc nikogo lepszego sobie nie znajdzie, a tego to przynajmniej wychowa.

Dlatego właśnie piszę o bzdurach.

Reklama