Nowy Ford Mustang – pierwsza jazda. Dojrzałość potrafi być pociągająca

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Ma już ponad 50 lat. A mimo to nie traci „błysku w oku”. Jest niczym Sean Connery, dla którego upływający czas stanowi eliksir młodości. W latach 70. pryszczaty nastolatek, dziś ikona będąca w szczytowej formie. Bo na salony właśnie wjechał najnowszy Ford Mustang. Zmienił się jego wygląd, zmieniły się również możliwości. Miał jeden dzień, aby mnie zdobyć.

Ford Mustang w Europie? Jeszcze do niedawna nie śniło się to filozofom. A jednak doczekaliśmy dnia, w którym amerykańską legendę można zamówić w polskim salonie. Samochód dość szybko zaklimatyzował się w naszym kraju, a słupki sprzedaży są tego najlepszym dowodem. Po ubiegłorocznej przygodzie z żółtą, zadziorną odmianą GT 5.0 sądziłam, że on już lepszy być nie może. O tym, jak bardzo się myliłam, przekonałam się kilka dni temu. Na zaproszenie Ford Polska wzięłam bowiem udział w pierwszych, polskich jazdach jego najnowszą odsłoną.

2018FordMustang_1

Nie miałam żadnych wątpliwości, że po raz kolejny chcę zasiąść za sterami właśnie tej najmocniejszej odmiany. Ford Mustang GT 5.0 po konferencji prasowej już czekał na mnie w garażu. Trudno nie zauważyć, że po nadwoziu przeszło tornado zmian. W efekcie nowy Ford Mustang ma jeszcze bardziej zadziorne oblicze. Zmodyfikowany zderzak, dyfuzor oraz dwie, podwójne końcówki układu wydechowego mają podkreślać, że oto bandzior pierwszej wody. Ten wizerunek skutecznie wzmocniły czarne, 19-calowe obręcze (standard dla wersji GT) oraz równie czarny kolor lakieru. Informacyjnie nadmienię, że kolorów nadwozia do wyboru jest 11, zaś wzorów obręczy nieco mniej, bo 4. Najistotniejsze zmiany zaszły jednak zupełnie gdzie indziej.

Reklama

2018FordMustang_2

Pod maską testowanego GT 5.0 nadal bije potężne serce V8. Z tym, że teraz oferuje ono nieco więcej mocy, bowiem aż 460 KM. Do tego 529 Nm przenoszonych na tylną oś. Mamy tu zatem do czynienia z bestią, która głupich błędów kierowcy nie wybacza. Transformację przeszła również skrzynia biegów: teraz automat oferuje aż 10 przełożeń. Dla tradycjonalistów wciąż pozostaje 6-biegowa, manualna opcja. Pojawił się też system wspomagania kierowcy obejmujący wykrywanie pieszych, asystenta utrzymania pasa ruchu oraz 12-calowy zestaw wskaźników. Nowość stanowi zawieszenie MagneRide oraz cztery tryby pracy układu wydechowego. A ten potrafi się solidnie wydrzeć. Aby uniknąć rozlewu krwi na osiedlu, producent zadbał również o obecność trybu „Przyjazny sąsiad”, w którym Ford Mustang skrada się do garażu niczym na paluszkach. Tyle od teoretycznej strony. Bo po uruchomieniu silnika garaż podziemny hotelu Hilton zadrżał w posadach. A ja wiedziałam, że to będzie naprawdę fajny dzień.

2018FordMustang_3

Po wyjechaniu z garażu zderzyłam się ze ścianą deszczu. W takich warunkach Ford Mustang w trybie jazdy „Normal” tańczy po asfalcie niczym John Travolta w filmie „Grease”. Kto zatem popuści wodze fantazji, może popuścić je po raz ostatni. Koniecznym zatem było zastosowanie kagańca w postaci trybu do jazdy po śniegu. Tylko wtedy Ford Mustang daje się okiełznać na mokrej nawierzchni. Kiedy jednak udało mi się zgubić deszczową chmurę i nieco zluzować mu lejce, przekonałam się, że nowe GT 5.0 nie tylko lepiej wygląda, ale też znacznie lepiej się prowadzi. Sportowe oblicze wydechu jest na tyle głośne, że drzewa dookoła niemal zaczęły gubić liście. O przejściu w jego najgłośniejszy tryb nie było mowy. Jest to bowiem dozwolone wyłącznie poza terenem zabudowanym. Co do samej jazdy, to ten czarny bydlak prowadził się jak diabeł z piekła rodem. Nigdy nie sądziłam, że takie słowa przejdą mi przez gardło, ale nadszedł ten moment: zbyt duża ilość mocy. 460 KM to już potężne stado jak na maszynę z napędem przenoszonym na tylne koła. Za mocno wygórowane zdanie na temat swoich umiejętności za kierownicą może się szybko spotkać z brutalną weryfikacją. Nowy Ford Mustang GT 5.0 to zatem resorak dla ludzi z wyobraźnią… i pieniędzmi. O ile bowiem ceny zakupu startują od 195 300 zł (z manualną, 6-biegową skrzynią), o tyle apetyt na paliwo pozostał. I zbiornik o pojemności 61 litrów może się okazać jedynie kocią miseczką, która będzie wysychać w mgnieniu oka. Kto jednak nie czuje się na siłach, aby posiadać tego typu pit bulla, może się zdecydować na znacznie łagodniejszą wersję z silnikiem 2.3 EcoBoost (290 KM, 440 Nm momentu obrotowego), której cennik otwiera kwota rzędu 170 300 zł (z manualną, 6-biegową skrzynią). Obydwie wersje są dostępne zarówno w wersji Fastback, jak również Convertible (czyli cabrio z miękkim dachem). Jedno jest pewne: nowy Ford Mustang potrafi topić kierowcę w adrenalinie. Ale ja chętnie się w niej zanurzę na dłużej.

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

Follow on Twitter

Reklama

Reklama