Kafkowskie życie Kafki – recenzja komiksu: Kafka

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Gdy na placu popkultury spotykają się kultowi artyści różnie to bywa, czasem hit, czasem wręcz przeciwnie. Ważne, by znaleźli choć jedno połączenie, coś co pozwoli zrealizować wspólny cel. Przy Kafce jeden z wielkich nie miał zbyt wiele do powiedzenia, gdyż z racji przyczyny biologicznych dawno już nie żyje i udzielał jedynie swojego życiorysu, za to drugi, Robert Crumb wraz z pisarzem Davidem Zanem Mairowitzem, wykonał zachwycającą pracę. A co ich połączyło? Mianowicie: ich nietypowe osobowości, wyjątkowo niecodzienna psychika. 

Robert Crumb legenda komiksu, uwielbiany neurotyk, znany fetyszysta zabrał się za zilustrowanie życia innego wielkiego wrażliwca obarczonego licznymi lękami, paranoją i nieopisanym wstrętem do samego siebie. Tym samym poznajemy życie Kafki jako opowieść o zazębiających się nerwicach w osaczające z każdej strony Pradze. 

Reklama
Advertisement

Komiks wydawnictwa słowo/obraz teoria jest swoistym kompromisem pomiędzy sztuką opisaną w kadrach i dymkach, a naukowym esejem. W efekcie otrzymujemy przerywany notkami biograficznymi pokaz talentu Roberta Crumba. Nie jest to może wyczerpujące spojrzenie na wielkiego czeskiego pisarza, gdyż w tym wypadku twórcy postanowili się skupić na pewnych momentach jego życia, przy okazji przybliżając jego twórczość. 

Amerykańskiemu rysownikowi nie zależy jednak na reporterskim spojrzeniu. Fakty przedstawia z charakterystycznym dla siebie humorem, ostatecznie obracając ból istnienia Kafki w groteskową emocję niszczącą wprawdzie życie, ale nadającą również mu sensu. Nie miejmy jednak tego za złe autorom, bez satyrycznego zabiegu telegraficzny skrót z męki wiecznie wyobcowanego i niedocenianego pisarza byłby tylko kolejnym streszczeniem sławnego życiorysu.

Czy Kafka byłby zadowolony z faktu, że ktoś obrócił jego życie w smutny żart? Raczej nie, choć zapewne często myślał o sobie w kategoriach puenty żartu zwanego kolejami losu. Czy Robert Crumb celowo wszystko wziął w cudzysłów tak strasznej, że aż zabawnej paranoi? Również nie, po prostu opowiedział smutną historię z własnej perspektywy. Zwyczajnie, kolejna tragikomiczna sytuacja w biografii autora Procesu, niektórzy mają do nich nieszczęście. 

Reklama