Za głupi jesteś, Kuba

Jakub Wejkszner

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Czy człowiek powszechny może docenić sztukę wysoką, gdy nie jest ona mocno ekspresyjna?  Problem ten w mej głowie pojawił się podczas ostatniej wizyty w operze (nie da się tego napisać niepretensjonalnie), gdyż do uszu dobiegł mnie silny dźwięk, powodujący porażenie od łopatek do początków pośladków, z których wiem, że muszę schuść, ale po prostu nie umiem. I doszło do mnie, że ta sztuka, choć wysoka, dotrzeć może, bo ma siłę w sobie, która działa na ciało, a nie na umysł, nie trzeba nic wiedzieć wcześniej, by głos tenora przeszył nas jak ten przysłowiowy (lub nie) rapier artyzmu. Co jednak, gdy sztuka wysoka jest bardziej ukryta, wymagająca uprzedniego spojrzenia w słownik, by znaleźć odpowiednią definicję różni, czy innych heterogeniczności proliferujących bla bla.

Czy to kwestia różnego rodzaju owych sztuk? Czy może ten głos, co to działa na ciało jest bardziej zrozumiały w ramach jakże intuicyjnej przecież sztuki muzycznej niż kwestie słowa, uwikłanego w konteksty różne, niezrozumiałe, historie trudne w tych słowach, jak to pisał Foucault (nie da się tego napisać niepretensjonalnie), w których słychać niekiedy miejsca ich użytkowania i jak się one zmieniały, i jak to wszystko wpływa na używanie i treść samego słowa. Może to w tym słowie istnieje problem sam w sobie, że jest takie nietransparentne – napisałbym, gdyby nie to, że istnieją również sztuki wizualne, które są kompletnie niezrozumiałe nawet dla ludzi, którzy sami je stworzyli, bo muszą napisać kilka akapitów usprawiedliwień na temat tego, dlaczego kreskę zrobili na płótnie każdą, lub też, jak prowokacyjny Pan Manzoni, który kupę zrobił do słoika dla śmiechu, a ludzie i tak to kupili.

Czy to znaczy w takim razie, że nic właściwie sztuką nie jest i być nie może? Czy to znaczy w takim razie, że tylko muzyka wysoka dotrzeć może do człowieka, który nic o temacie nie wie?

Pewnie nie. Pewnie wszystko dotrzeć może do wszystkich, nawet jeśli się nie ma wiedzy konkretnej na tematy artystyczne, gdyż prawda życiowa to prawda ludzka, więc człowiek może na pewno ją zrozumieć. Jedyny problem ze sztukami, które nie dotykają bezpośrednio, ale zapośredniczając poprzez idee różnorodne jest takowy, że trudno jest człowiekowi przebić się przez ziejącą w nich nudę warstwowości ideolololo. A przecież to wszystko to samo. Gdyby zestawić bohaterów komiksów Marvela z postaciami z powieści Steinbecka, to są to te same problemy, ale u Steinbecka przez mocniejszą lupę oglądane. No i nie ma laserów. 

 
Reklama
 
Reklama

Jaki jest z tego wniosek? Musimy wrzucić więcej wybuchów do powieści noblowskich. Proponuję zatem po każdym zdaniu u Olgi Tokarczuk dopisać (BANG), a do każdego dialogu wrzucić, jakże przecież przyciągające wzrok „Kurwa mać”. A jeśli to już nie pomoże, to naprawdę nie mam już pomysłów.

Reklama