Dlaczego trzeba wymordować pandy?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa. A ponieważ każdy, kto przechodził przez piszczącą bramkę na lotnisku po 11 września wie, że dla bezpieczeństwa jesteśmy poświęcić wiele, zwłaszcza cudzą godność, więc dlaczego nie pandy?

Po drugie, tak nakazuje tradycja. Tak, jak palenie czarownic, sianko pod obrusem i rzeź wielorybów, tak wspólne pałowanie pand to tradycyjny sposób spędzania czasu z rodziną. 

Dzieci tropią niedźwiadki, a rodzice zapałowują je na śmierć kijami. Potem smarują się ich krwią i tańczą wokół energooszczędnej latarki na środku polany, śpiewając pewnie nieznaną wszystkim zwrotkę pieśni „Pojedziemy na łów”

Zwrotka o mordowaniu pand kijem powinna być po sobolach i zającach, a przed sarnami i pojawieniem się tajemniczej panny, o którą podmioty liryczne się najpierw kłócą, a później podrzynają sobie gardła. 

 
Reklama
 
Reklama

Powód dla którego nie ma tej zwrotki w oficjalnych śpiewnikach jest taki, że jest to nowa tradycja, jak jedzenie karpia zamiast sandacza i męskie końcówki różnych zawodów. Przed wojną, w dwudziestoleciu były powszechne, a po wojnie już gwałcą język polski, więc nie mówcie, że mordowanie pand się nie przyjmie, po prostu trzeba zacząć.

Ci mniej entuzjastycznie nastawieni do tego pomysłu pewnie w końcu zapytają – dlaczego, czym zagrażają nam pandy?

Otóż zabierają nam pracę i chcą gwałcić… A nie, to na inny felieton.

Otóż pandy tuląc się do siebie po krzakach, w ukryciu, wydzielają więcej ciepła niż palące w piecach plastikiem Podlasie. Pogłębiają tym samym kryzys klimatyczny i wrabiają w to człowieka, więc może zanim zaczniemy zmuszać dumne, niepodległe kraje do zaprzestania wydobywania węgla, którego nikt nie chce kupować, przynajmniej damy szansę tej teorii z pandami.

Tym, którym wmówiono, że pandy są zagrożonym gatunkiem przypomnę, że do zeszłego tygodnia myślano, że myszojelenie wyginęły. Jestem pewny, że jeśli fotograf, który zrobił to sensacyjne zdjęcie, poszedłby śladem tego myszojelenia, ten doprowadziłby go prosto do ukrytego głęboko w lesie kłębowiska przytulaśnych i słodkich niedźwiadków przeprowadzających miłosny zamach na naszą planetę. 

 
Reklama

Nie, moi drodzy – tę miłość trzeba zajebać!

Teoria ta jest w moim głębokim przekonaniu słuszna i dobra, jak każda inna, a tym, którzy przed zamordowaniem pandy potrzebują jakiegoś dowodu, polecam poczytać o tym w Internecie. 

I tu, na sam koniec, wtrącę mój iście M. Night Shyamalanowski twist – właśnie to zrobiliście!

Darz bór!

Reklama