Patryk Mikiciuk: Jazda życia

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Patryk Mikiciuk, pierwszy polski dziennikarz, który mógł się ścigać w prestiżowym gronie amerykańskich gwiazd autostrady. Prawnik, muzealnik, kolekcjoner samochodów, reporter, właściciel psa, który lubi jeździć limuzynami. Jednym słowem Pan Automaniak.

Zacznę od najprostszego, dziecięcego pytania, który samochód jest najszybszy na świecie? 

To nie jest wcale najprostsze pytanie. Na najprostsze pytania czasami najtrudniej odpowiedzieć. Co rozumiesz przez najszybszy? Czy chodzi Ci prędkość maksymalną, czy czasy wykręcane np. na wyścigu 24-godzinnym Le Mans, gdzie samochód ma przejechać jak najwięcej kilometrów w ciągu 24 godzin, czy może wyścigi na ¼ mili, kiedy auta rozpędzają się od zera przez 402,5 m. Kategorii „najszybszy” jest mnóstwo, a wbrew pozorom za każdym razem będzie to samochodów zupełnie inny, bo jeżeli weźmiemy pod uwagę jednego z największych króli prędkości, np. Bugatti, to samo Bugatti na torze Nurburgring, na zielonym piekle, nie będzie tak szybkie, jak samochody, które teoretycznie nie mają takiej prędkości, ale zupełnie inaczej się zachowują w zakrętach, zupełnie inaczej dohamowują, są znacznie lżejsze itp. Potem bierzesz ten samochód, który teoretycznie jest najszybszy, to przykładowe Bugatti, stawiasz na ¼ mili i nagle się okazuje, że przegrywa z Oplem Calibrą. Pamiętasz takie auto? 

Trudno go zestawić z Bugatti na jednym torze.

W pewnym czasie był najtańszym samochodem sportowym dostępnym na rynku i niestety ponosił za to konsekwencje.

Reklama
Advertisement

Koledzy dziennikarze motoryzacyjni czasem odpowiadają na to pytanie, że czerwony, a czerwony z czarnym paskiem jest już na pewno najszybszy. 

Wiadomo, że czerwone są najszybsze. 

Nie mamy już wiz do Stanów, każdy może pojechać, ale nie każdy może pojechać w Stanach czymś takim, czym ty mogłeś pojechać, jako pierwszy dziennikarz spoza Ameryki. 

W Stanach Zjednoczonych odbywa się Best Drivers Car, impreza organizowana przez Motor Trend. Jest to jeden z najbardziej znaczących konkursów motoryzacyjnych. Zawsze robili to w bardzo zamkniętym gronie, wyselekcjonowani kierowcy z jakimś tytułem mistrza. Totalny top of the top. Po raz pierwszy w tym roku stwierdzili, że zaproszą kogoś z zewnątrz i miałem szczęście być jednym z zaproszonych. Motor Trend wchodzi na rynek polski, więc chcieli w fajny sposób to uhonorować. I zostałem zaproszony, ale nie tylko pod kątem patrzenia na samochody, sprawdzania ich bagażników i tego z jakich materiałów są wykonane. Wziąłem udział w najbardziej widowiskowym wydarzeniu, czyli wyścigu razem z tymi wszystkimi mistrzami! Dwanaście najlepszych sportowych samochodów świata na torze Laguna Seca.

I musisz wykręcić korkociąg? I  jesteś reprezentantem Polski! Wygrałeś?

Nie mogę Ci powiedzieć co było, bo to zobaczysz. Program ruszy od 24 października. 

To jest długi tor?

Ponad 4 km.

Zapamiętasz?

Zapamiętasz. Moim nauczycielem był Rocket, starszy gość, Randy Pobst, jest on jednym z najsłynniejszych kierowców wyścigowych w Stanach Zjednoczonych, który wygrał wszystko co można było wygrać, włącznie z Le Mans, Nascarem. On wiedział jak jechać, bo 8000 razy przejechał Laguna Seca. 

To była twoja jazda życia? 

Nie wiem, ale na pewno jedna z najważniejszych. Nikt mnie tam nie znał. A ja tych mistrzów doskonale znam z prasy, z telewizji. Patrzyli na mnie i myśleli ok, przyjechał jakiś dziennikarz z Polski, spróbujemy pojechać tak, żeby przede wszystkim było bezpiecznie. Na linii startowej stało kilkanaście milionów dolarów, ale tam nie ma miękkiej gry, nikt się nie patyczkuje, jeśli jest wyścig to jedziesz na 100 proc. Z każdym kierowcą wyścigowym tak jest, że nawet jak ma jechać pokazowo to kierowca wyjściowy to kierowca wyścigowy, nigdy nie odpuszcza.

To jest papierowy magazyn, dzieci tego nie przeczytają. 

Jak zacząłem się ścigać, zrobiłam licencję wyścigową i zacząłem się ścigać, kiedyś przez zupełny przypadek wsiadłem do formuły. Pierwsze okrążenie, które zrobiłem było na torze Poznań, było strasznie zimno, pamiętam, przejechałem te pierwsze 4 kilometry formułą i wiedziałem, że nie ma nic piękniejszego i lepszego od tego. Możesz mieć każdy najlepszy samochód sportowy świata, możesz mieć Pagani, Ferrari, wszystkie inne marki, ale to są samochody, które są seryjnymi samochodami, dostosowanymi do wyścigów, budujesz je w innym celu, a formuła jest pojazdem, którym nie pojedziesz po bułki, nie zaparkujesz przed kawiarnią, jest wyłącznie zbudowana do tego, żeby mieć swoje osiągi na torze i to taka moja miłość. Ja to zrozumiałem dopiero, kiedy się przejechałem, kiedy zrozumiałem jak to wygląda gdy jest 12 000 obrotów masz 20 centymetrów za twoją głową i siedzisz pomiędzy kołami. Coś niewiarygodnego.

Czy możemy mieć jeszcze polski brand, czy już nie możemy?

Jeśli przyjmiemy licencję tak jak Seat, Skoda, czy Dacia. To jest zresztą mistrzostwo świata, własna marka, własny design, patrzysz na Dacię Duster i myślisz wow, ten samochód naprawdę dobrze wygląda, jest świetnie zaprojektowany, ma proporcje matchboxa i nie udaje samochodu premium. Jest taka, ile kosztuje, genialna w tym. Absolutnie szanuję ten samochód pod każdym kątem i jeżeli wpuścimy tego typu rozwiązanie to tak, ale jeżeli mielibyśmy tak jak wyobrażamy sobie, że teraz zaprojektujemy samochód, który będzie nową polską Syrenką czy nową polską Warszawą i zaczniemy go produkować wielkoseryjnie to nie. Z prostego powodu, kojarzysz Fiata 500? Pamiętam jak byłem na premierze Fiata 500C, po dwóch latach 500 wyszedł 500C, czyli taki Fiat, który miał po prostu dziurę w dachu, gdzie się otwiera na guzik i ta szmata schodzi na dół, całe elementy konstrukcyjnego tego samochodu zostają, wzmacniani, boki, etc., zgadnij ile kosztowało Fiata dostosowanie czy wyprodukowanie Fiata 500C z modelu 500?

Nie mam pojęcia. 

67 milionów euro. Zrobienie dziury w dachu, rozumiesz? 

Tak kosztowne są procedury?

Homologacje, konstruowanie, badania, serwisy, procesy produkcyjne itd.

Nikt nie zaryzykuje takich pieniędzy.

To było możliwe 30 lat temu, kiedy to nie były tak potężne budżety. 

Zanim karty na rynku nie były rozdane. 

Stworzenie płyty podłogowej, która jest płytą podłogową nowoczesną i będzie funkcjonowała przez kolejne lata to są miliardy euro, dlatego płyty podłogowe rozdzielane są na dziesiątki modeli. Płyta Volkswagena jest w Skodzie, Porsche, Audi, Seacie, wielu markach różnych segmentów. Tylko wtedy zaczyna się to opłacać. Mamy za to wielką szansę na produkowanie samochodów niskoseryjnych. I mamy niesamowite możliwości, niesamowitych designerów, świetnych inżynierów. Zobacz co się dzieje na świecie, Polacy są w każdym największym koncernie motoryzacyjnym na świecie i nie są tam tylko po to, żeby otwierać i zamykać drzwi wszystkim gościom.

Musimy czekać na moment kiedy będą kolejne innowacje.

Żyjemy w takich czasach dla motoryzacji, że ostatnia tak duża rewolucja była 120-130 lat temu, kiedy samochód powstawał, bo kiedy pierwszy Mercedes pokazał, że wszystkie fotele są skierowane w kierunku jazdy, jest kierownica i to przypomina samochód. I żyjemy dokładnie w tych samych czasach. Podobnej rewolucji motoryzacyjnej, kiedy stworzyliśmy samochody, które nie będą miały żadnych zasad, bo dziś stworzenie samochodu elektrycznego pozwala popuścić wodze fantazji tak, że nie musisz mieć silnika, nie musisz mieć skrzyni biegów, wału, wszystkich chłodnic, itp. Wyobraź sobie, że silnik ładujesz w koła, jedynym ograniczaniem są akumulatory, które rozkładasz sobie miejscu, jak chcesz. Za chwilę te samochody nie będą musiały mieć foteli w kierunku jazdy, bo będą poruszały się autonomicznie.

Myślisz, że coś zyskujemy czy coś tracimy?

Czytałem, że kiedy Stanisław Grodzki wyjechał pierwszym automobilem w Warszawie, Peugeotem, to Prus pisał, że to się nie przyjmie, że to jest coś co jest kompletnie bez sensu i te pojazdy automobilowe są czymś wymyślonym, bo koń to koń. Na pewno nie chcę dziś należeć do grona ludzi, które będzie negowało nowe trendy. 

Miałeś jakieś traumatyczne przygody na drodze? 

Każdy ma. Szczególnie kiedy robisz tyle kilometrów, ile my robimy w Automaniaku, cały czas jedziesz na plan, robisz setki, tysiące kilometrów co odcinek. Ale dorosłem do tego, że nie zawsze trzeba pajacować za kierownicą.

Reklama
Advertisement

W Automaniaku już się wyżyłeś maksymalnie. Jeździłeś na najtrudniejszych torach, samochodami, które widziałeś pierwszy raz w życiu, dociskałeś je, to musiały być sytuacje, w których jesteś na granicy.

Nie myślisz o tym, co się wydarzy, bo jeżeli myślisz o tym i ma to stanowić twoją traumę to nie wejdziesz nigdy do samochodu.

A pamiętasz swój pierwszy samochód w życiu?

Jasne! Miałem Citroena 2CV, kupiłem go za moje pierwsze zarobione pieniądze, jeździłem wtedy mając 15 lat, trochę na nielegalu, jako kaskader i dubler w polskim serialu, który nazywał się Wszystkie pieniądze świata. Jeździłem tam ciężarówkami, motocyklami, różne inne rzeczy, dublowałem Ewę Wiśniewską, byłem w peruce blond, to był debiut Maćka Stuhra wtedy i za pierwszą zarobioną kasę kupiłem Citroena. Nie miałem wtedy jeszcze prawa jazdy, a moja 2CV była zajechanym trupem, który miał dziury w podłodze, bo nie stać mnie było na nic więcej. Jak była zima to było fajnie, bo śnieg zalepiał wszystkie dziury, ale jak była odwilż to miałeś mokre nogawki, ogrzewanie oczywiście nigdy nie działało, przeciągi, które panowały w tym samochodzie były technologiczne, ale cudownie wspominam ten samochód, mam go do dziś.

Jak dostałeś pracę jako kaskader? 

Okazało się, że część aktorów zupełnie nie poradziła sobie ze sprzętami, które pojawiały się na planie filmowym. Kiedy miałeś do dyspozycji potężną ciężarówkę, która kręci się do 1800 obrotów, a nie jak dzisiejsze samochody osobowe, to trudno ruszyć. Ewa Wiśniewska przekręciła silnik i korbowód bokiem wyszedł, bo chciała ruszyć jak normalnym samochodem. 

Jak to możliwe, że ty potrafiłeś?

Ja się wychowałem przy tym i to są takie rzeczy, bez których ja nie wiem jak jest. To było dla mnie absolutnie naturalne.

Wychodziłeś na podwórko, wsiadałeś do takiej ciężarówki.

Tak. Nauczyłem się nawet jeździć czołgiem T34 po serialu Czterej pancerni, mieliśmy te czołgi, które stały u nas w muzeum, czołgi z Łódzkiej Wytwórni, dokładnie te, które brały udział w nakręceniu czterech pancernych, ale nikt z nas w życiu nie wiedział jak się jeździ czołgiem, bo jak go obsługiwać? Pamiętam, katowałem na VHS wszystkie odcinki Czterej pancerni i pies, znam je już na pamięć i oni mieli tam genialnych konsultantów z wojska dotyczących obsługi tego czołga. Po tych wszystkich odcinkach doskonale wiedziałem gdzie wchodzisz, jak się podpinać, tu ciśnienie oleju najpierw, tu dopompowanie ciśnienia oleju do paliwa itd. Jak robiliśmy parę lat temu jakieś nagranie, że jeździłem czołgiem T34 nawiązując do czterech  pancernych, gdzie trzeba było wbić gwóźdź w drzewo, to nie wiem jak to się stało, ale zrobiłem to za jednym strzałem. Potem dopiero przeczytałem, że w filmie oszukiwali.

Dziękuję za rozmowę.

Reklama