Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Ulicami maszerują dziś oddziały baranów. Co roku, wypuszczamy ich z klatek, aby się wybiegały. Baran jednak wyczuł szansę i organizuje się sprawnie, z roku na rak przybywa więcej baranów. Barany zmierzają na start, skąd wyskoczą jak konie wyścigowe na znak wystrzału. A wystrzałów dziś nie brakuje.

Po drodze wykupiły już całe tanie piwo, kupują też szaty w barwach swoich klubów. Dzisiaj święto jednego klubu, ale baran podzielił ten klub na mniejsze kluby i organizuje sobie derby. Kupują tez gadżety. Opaski, które można nabyć od innych przedsiębiorczych baranów, chodzą w zależności od miejsca od 10 do 20 zł, szaliki klubowe kosztują 35 zł, podobnie jak flagi, te można nabyć również po 35, czasem po negocjacji 30zł. I baran wydaje resztki swojego szmalu, aby  wyglądać na najbardziej gotowego do świętowania.

Prześcigają się, kto więcej da radę założyć na siebie. Te gadżety produkują chińskie jagnięcia, a chiński baran patrzy na to z góry i zaciera ręce. Z opaskami jest jednak problem, nie każdy baran potrafi je założyć na swój biceps. Kiedy siedzi cały rok w klatce, trenuje muskuły, te muskuły rosną i potem może założyć tylko czapkę. Czapka w barwach wojennych zawsze pasuje, bo głowa barana już się nie rozwija od siedzenia w tej klatce. Więc ubrany w barwy wojenne baran zmierza na start, formuje kolumnę. 

Na czele barany w spodniach, za nimi z tyłu ustawiają się barany w sukienkach. Stoją tak nie tylko dlatego, że jeden największy baran zmierzył mózgi baranów w spodniach i sukienkach, i wyszło mu, że te drugie mają mniejsze mózgi i w związku z tym nie mogą iść w pierwszych rzędach z baranami w spodniach. Sporo baranów w sukienkach spóźniło się. Musiały jeszcze posprzątać klatki, nakarmić swoje jagnięcia i przygotować kolację, dla swojego zmordowanego, pijanego po wojnie wojownika.

 
Reklama
 
Reklama

I wystartowali! Race odpalone, huki wojenne, wojenne też twarze, szukające wroga. Umysły zamknięte, gotowe na pożarcie wroga. Te głowy myślą tylko o wrogu, żywią się nim. Barany dziś mają swój czas, dzisiaj mogą wyrzucić w świat swoją niechęć do innych, to nie jest dzień na negocjacje. Mimo wszystko podchodzę z mikrofonem. 

Dzień dobry Pani Baranowo. Dlaczego podąża Pani na samym końcu kolumny? Czy aby na pewno Pani mózg jest mniejszy od Barana w spodniach i nie może Pani iść razem z nim jak równy z równym?

Baranowa: Beeeeeee!

Idę dalej, tym razem wyciągam barana w spodniach, z krzyżem na koszulce, opaskami na bicepsach, czapką szalikiem oraz dwiema flagami, które zawiesił na wędkach po to, aby jego flagi były najwyżej boga. Ich boga, którego mają po swojej stronie i który pewnie dumny spogląda na nich z góry.

Dzień dobry Barani łbie. Co dziś świętujesz?

 
Reklama

Barani łeb: Beeee, kurwa, kurwa, be, beeeeeee! kurwa, be

Do umysłu barana nie dotrze nic i nikt. Ma swój cel, misję i wykona ją kosztem wszystkiego. Już ok 150 tysięcy baranów idzie ulicami, a wszystkiemu temu przyglądają się osły. Organizują im darmowa promocję ich święta. Fotografują największe stacje telewizyjne transmitujące święto barana. Każdego roku wypuszczają barany z klatek, potem ich nagrywają, fotografują i oburzają się tym, że barany beczą. Nawet posprzątają po nich następnego dnia. Ważne jednak, żeby dopilnowali, aby każdy baran wrócił do swojej klatki. Co roku kilka baranów nie wraca. Organizują się i rosną w siłę. A baran w grupie, jeśli zorientuje się, że nie musi wracać do klatki, to niebezpieczny baran. Nic go nie zatrzyma, bo z baranem się nie dogadasz. Idzie przed siebie, patrząc tylko w jednym kierunku.

Reklama