Nie. Podległa Pol(s)ka

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Niepodległość jest kobietą? Wyświechtany frazes, nierobiący wrażenia. Tego o jaki nam chodzi. Wiem, że feminizm bywa różny. Zupełnie jak kobiety. Może mieć nawet więcej, niż pięćdziesiąt twarzy Graya, którego przecież tak lubimy i nienawidzimy jednocześnie. Mój ulubiony to taki, który nikomu nie stara się nic udowodnić, nie wywyższa się i nie krzyczy w niebogłosy, ponieważ nie musi. Nie musi też udawać tego, czym nie jest. Nie musi błagać o uwagę. Ani nawet się bronić. Bronić się muszą za to kobiety. Wciąż. 

Nie tak dawno temu, wcale nie na odległej galaktyce, ujrzałam ogłoszenie rekrutacyjne. Zgłosiłam się z listem motywacyjnym i życiorysem, pisanym wg „najnowszych” wytycznych znalezionych w niezliczonych poradnikach „jak napisać CV, by zdobyć wymarzone stanowisko” i gdy otrzymałam zaproszenie na rozmowę rekrutacyjną, poszłam nie przestając się denerwować. Sala konferencyjna. Pan w garniturze. Laptop. I ja, „nie, nie dziękuję, nie trzeba nawet wody, proszę się nie kłopotać”. I w tym momencie powinna nastąpić rozmowa, na podstawie której pan w garniturze mógłby się zapoznać w moimi kwalifikacjami, a ja ze stanowiskiem, którego jak się okazało nie było. Dlaczego zatem zostałam zaproszona na rozmowę? Bo może byśmy sobie wyskoczyli na kawę – padła odpowiedź i nie tylko. Nie zapytałam, czy po kawie nagle stanowisko się znajdzie. Nie byłam zainteresowana. Pracy wciąż poszukiwałam, choć przez jakiś czas nie przeglądałam już ogłoszeń. Zamiast tego walczyłam w sobie i ze sobą, przekonując, że to we mnie tkwi jakiś problem. I nagle wyrosłam. Z całego tego chłamu, który zalewa świat. To był wyjątkowy dar, oświeciło mnie, że nie jestem ani ja, ani moja kariera zawodowa, zależna od nikogo. Ani od pana, który pomimo braku wakatu w swojej firmie umawia się z kobietami, by im coś obiecać w zamian za ich „usługi”. Może lubi wymianę „barterową”, kto wie. Ale ja przecież nie o tym. Lecz o odpowiedzialności też za swoje uczucia i emocje,  które wreszcie stały się niepodległe. Takiej Niepodległości Państwu życzę. Własnej. Najtrudniejszej do osiągnięcia. A teraz przytoczę pewien cytat z najnowszej książki Patrycji Mnich, „Hej, dziewczyno!”, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Papierowy Motyl (tak, mojego). A potem zostawię Państwa na pożarcie własnym myślom. I mam nadzieję, że stoczycie z nimi bitwę, w której polegniecie. Bo tylko wówczas będzie szansa na powstanie. Z martwych.

„Bardzo szybko zaczyna się świat, który jest, bez kłamstwa, męski. I świat ten mówi dziewczynie, że jest naiwna i głupia, śliczna. I świat się o niej wypowiada jak o cielaku, z którego można i mięso zrobić, i futerko dla sezonowej ukochanej na zimę. A dziewczyna czuje, że ma w sobie mądrość i źródlaną wodę, trudną do chwycenia. I jedno, i drugie, ale nikt tego nie widzi i nikt tego nie chce. Wszyscy chcą, żeby zdecydowała, czy będzie szyła i powleczone materiałem guziki obracała w palcach, czy raczej będzie dłubała w strupie na kolanie. I dziewczyna nie chce być bezrozumnym kożuszkiem, dlatego staje się prorektorem i młodszym inżynierem kierowcą wózka widłowego. Mówi ich słowami, pogardza tym co oni, wysławia to, co oni wysławiają. I zaraz się w tym świecie, w którym się znalazła, zadomawia. Już się nie boi, bo już się czuje na miejscu. Idzie w chwale i z pochwałami na ramionach, i nie chce się przyznać sama przed sobą, że coś zapodziała. Że nie wie, gdzie w niej teraz jest ta mądrość i ta woda źródlana. Nie może nawet o nich mówić, bo nie wolno używać słów uważanych za infantylne i śmieszne, nie może ich mówić i śmiesznie się czuć także jej nie wypada. To wszystko mrzonki głupich ciź. I potem dziewczyna zostaje dyrektorem. Kłaniają się jej w pas, a ona zapisuje potomstwo do francusko-amerykańskiej szkoły. Unika jak ognia starych wiejskich kobiet, bo one mają mądrość i wodę źródlaną i nie dbają o to, że jakiś minister albo prorektor je za to wyśmieje. Prawdę mówiąc, w ich okolicy nikt nie śmiałby się śmiać. A drzewa i kwiaty kłaniają im się w pas.”

Kłaniam się nisko Paniom i Panom. Macham biała chusteczką zabarwioną na czerwono. Niepodległą.

 
Reklama
 
Reklama

Reklama