Boscy inżynierowie

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Zachwycające i zastanawiające to zjawisko – wysyp książek o tematyce medycznej na polskim rynku. Kolejne wydawnictwa prześcigają się w pomysłach na to, jak przybliżyć czytelnikowi fascynujący świat medycyny. A to przez pryzmat szokujących doniesień farmaceutycznych, a to przez historię rozwoju endokrynologii, a to przez eseje z pogranicza antropologii i humanistyki. „Pod nóż” Arnolda Van de Laara łączy historie (chorób) ważnych postaci historycznych i nie mniej ważnych historii chirurgów, bez których historia nie ma prawa posuwać się naprzód.

To rewelacyjny koncept konstrukcyjny, bo wielu może znaleźć tu dla siebie coś interesującego. Osiągnięcia medycyny zaprezentowane na tle historii świata nabierają nowego kształtu i gładko osadzają się w pamięci.

Jak wiemy, bez względu na to, co dolega celebrycie albo czego by nie dokonał – w mediach zawsze dobrze się to sprzeda, szeruje i klika. Trudno współczesnym osobom publicznym równać się z renomą J.F. Kenneddy’ego, Karola Wojtyły, królowej Wiktorii, króla Jerzego VI czy Ludwika XIV (nawet jeśli zasłynął głównie niemyciem i problemami jelitowymi). A to przez pryzmat ich perypetii zdrowotnych poznajemy historię rozwoju myśli chirurgicznej. Mamy więc do czynienia z czymś na kształt medycznego Pudelka, za to z solidnym, rzetelnym naukowym opracowaniem (oraz sprawdzonymi wiadomościami), dodanym słowniczkiem trudnych pojęć i ramkami, które sprawnie porządkują nowe wiadomości.

Autor jako wieloletni praktyk specjalizujący się w laparoskopii bez wątpienia jest wielkim pasjonatem historii medycyny. Wiadomo, że sukces ma wielu ojców, dlatego ważne jest porządkowanie wiedzy i przywracanie postaciom oraz faktom należnych im miejsc w historii. Zanim jednak do usunięcia wyrostka robaczkowego doszło, a chirurdzy mogli zrobić maleńkie nacięcie, potrzeba było wielu wieków eksperymentów i chlastania jam brzusznych nieraz od pierwszej krzyżowej.

 
Reklama
 
Reklama

Na przykładzie sławnych chirurgów i jeszcze sławniejszych operacji de Laar dowodzi, jak nieskończenie techniczny jest zawód chirurga. W końcu to „pracujący rękami”, rzemieślnicy, a w praktyce – współcześni półbogowie. Ostatecznie nawet najdoskonalszy robot, którego świat technologii skonstruuje, nie zastąpi ludzkich rąk, ich precyzji i wyczucia. Nie mówiąc już o wielu wiekach ustaleń dotyczących biomechaniki i funkcjonowania narządów ciała.

Van de Laar dosłownie prowadzi nas od sali operacyjnej do sali. Zaglądamy za kulisy kolejnych operacji Karola Wojtyły, dowiadujemy się, jak wyglądały działania reanimacyjne prezydenta Kennedy’ego, a nawet udzielają się nam emocje chirurga, na którego stole prezydent wylądował. Co ciekawe: zarówno pierwszy prezydent Stanów Zjednoczonych, jak i trzydziesty piąty, zmarli z tych samych powodów: nadmiernego upływu krwi i zwlekania z przeprowadzeniem tracheotomii. Dowiadujemy się, że nawet taki czarodziej jak Harry Houdini mógł stracić życie z powodu pozornie banalnego ze współczesnego punktu widzenia zapalenia otrzewnej, za to Wiktorii Hanowerskiej kobiety zawdzięczają dziś możliwość uzyskania znieczulenia podczas porodu.

Płucoserce, stomia i elektrokoagulacja to stosunkowe świeżynki w świecie nauki. Chirurdzy myją ręce przed zabiegiem dopiero od 150 lat. Kilka wieków temu za punkt honoru niektórzy medycy mieli rytuał zakładania na siebie fartucha do operacji, sztywnego od zaschniętej krwi pochodzącej z tętnicy poprzednio zoperowanych nieszczęśników. Niestety, większość z nich raczej ponosiła ofiarę niż uchodziła z życiem. A to wszystko w imię rozwoju ludzkości.

Van de Laar nie cukruje, nie ukrywa, nie tuszuje i nie kryguje się. Jak lekarz: dotyka każdego ogniwa zdarzenia, nie pomija milczeniem skomplikowanych wenerologicznych przypadłości koronowanych głów czy grzesznych skłonności papieży. Próżno tu jednak szukać taniej sensacji, bo każda z opisywanych historii opiera się na faktach, faktami operuje i przy ich pomocy porządkuje materię.

To doskonała propozycja dla wszystkich zainteresowanych historią medycyny i samą medycyną. Ze względu na prostotę i przejrzystość układu może rozpalić miłość do sztuki chirurgicznej wśród licealistów; za to wśród dorosłych amatorów – pozwolić uporządkować wiedzę, scalić ją po wielokrotnych rejsach po archipelagach Doktora Google’a. Oczywiście w konsekwencji wzniecić apetyt na więcej. Może za to zirytować niektórych lekarzy – dla nich fragmenty rozkładające zjawiska przetok, ropni i funkcjonowania układu krążenia na czynniki pierwsze będą oczywiście wiały nudą albo przypominały traumy z okresu niezwykle trudnych skądinąd studiów. Czytelnikom należy się ostrzeżenie: stosunkowo szczegółowe opisy resekcji organów, wydzielin, wydalin i metody prób i błędów mogą się wydawać niechętnym takim opisom czytelnikom odrażające. Ci pozostali będą czytali, niemal nie tracąc czasu na mruganie.

Wielkimi walorami książki są humor i dystans, jakie autor zachowuje wobec opisywanych zjawisk, niemniej z ludzkich ułomności nie kpi, nie drwi ani przyczyn chorób nie piętnuje.

Nie czarujmy się: nie jest to prestiż Thorwalda ani czysta eseistyczna fraza Siddhartha Mukherjee, którą rozbił wydawniczy bank kilka lat temu książką „Cesarz wszech chorób. Biografia raka”. „Pod nóż” to jednak solidnie przygotowana, dobrze przetłumaczona, konstrukcyjnie przemyślana i przystępna książka, która ucieszy kilka pokoleń domowników zafascynowanych inżynierią ludzkiego ciała.

 

Arnold Van de Laar, „Pod nóż. 28 niezwykłych operacji w historii chirurgii”, przeł Małgorzata Diederen-Woźniak, Wydawnictwo Literackie, 2019.

Reklama