Jak spędziłem Halloween?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

W ciszy, nastrojowym półmroku i myśląc o śmierci.

Trochę o śmierci tych, którzy odeszli, trochę o swojej, trochę życzeniowo o kilku nazwiskach z polskiej polityki i bardzo o śmierci tych roszczeniowych i cukierkożernych terrorystów, przez których musiałem ściszyć telewizor i zgasić światło, żeby się nie domyślili, że jestem w domu.

Jeśli chodzi o śmierć tych, którzy już odeszli, to pomyślałem o Rutgerze Hauerze i Janie Pawle II. 

Jeden z nich był bardzo ważną częścią mojego dzieciństwa, a drugi na pewno nie wystąpił w „Ślepej furii”, ale o nim za chwilkę.

 
Reklama
 
Reklama

Jeśli chodzi o moją śmierć, to wszystko w zasadzie mam już pomyślane. 

Życzyłbym sobie, żeby żałobnicy kroczący w żałobnym kondukcie mogli wysłuchać utworu Piero Umilianiego pt. „Manah-manah” spopularyzowanego przez Muppety. Natomiast moje prochy, bo dla pewności wolałbym zostać spopielony, chciałbym, aby zostały rozrzucone nad Białorusią, ponieważ za życia za cholerę się tam nie wybieram.

Wiem, że polskie prawo na razie nie przewiduje takiej możliwości, ale raz, że może się zmieni i dwa, że gówno mnie to obchodzi, bo już nie żyję.  

To jest moje ostatnie życzenie, więc zostawiam ten problem do rozwiązania tym, którzy moje życzenia będą spełniać. I właśnie kiedy myślałem o tym, komu najbardziej można zaufać z takimi życzeniami, naszło mnie wspomnienie o Janie Pawle II, który co prawda na łożu śmierci powiedział, żeby nie stawiać mu pomników i spalić wszystkie jego notatki, a teraz się Dziwisz.

Jeśli jednak zginę w mojej wymarzonej katastrofie lotniczej, o czym wspominam na wszelkich spotkaniach towarzyskich, wtedy pragnąłbym zostać tam, gdzie ta katastrofa miała miejsce. Zaś bliskich, znajomych i tych, którzy chcą się upewnić, że nie żyję, chciałbym prosić o kilka, no, góra kilkanaście miesięcznic i bardzo powolne śledztwo.

Co do polskich polityków, to nie chodzi o to, że życzę im śmierci, po prostu nie będę smutny, kiedy niektórzy odejdą. Z oczywistych względów nie mogę wymienić nazwisk, ale zdradzę, że jestem już poumawiany na wspólne świętowanie i celebrację bez grama szacunku dla świeżo zeszłych, co świadczy o tym, że nie jestem sam w takim zaduszkowym myśleniu.

Będąc więc zamkniętym przed dziećmi w mojej własnej szklanej pułapce – i dodam, że po raz drugi w tym roku, bo moje zachowanie jest identyczne, kiedy księża chodzą po kolędzie – zastanawiałem się jeszcze nad wyborem napisu na moim nagrobku. 

Do tej pory skłaniałem się ku czemuś w stylu:

„Jeśli to czytasz, to prawdopodobnie nie żyję” 

Ale po wydarzeniach ostatniego tygodnia waham się między tym, a starym arcybiskupim pozdrowieniem:

„Sub secreto – dupku jeden”

Ale myślenie o tym też chyba zostawię jakiemuś mojemu Dziwiszowi.

Wszyscy umrzemy.

Dobranoc!

 
Reklama

Reklama

Smak umami

Umami to jeden z pięciu podstawowych smaków, odczuwalnych przez człowieka