Śmierć nadeszła w zeszłym tygodniu

Jakub Wejkszner

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Świnta, świtna i po świntach – jak to mówi klasyk. Ile zatem śmierci starczy, żeby zacząć myśleć o życiu?

Pytanie, które uwiera mnie ostatnio to – dlaczego człowiek nie robi wszystkiego optymalnie? To pytanie zadają sobie filozofowie, psycholodzy, biolodzy i fit-coachowie w interntach. Dlaczego wolimy zjeść coś na szybko, co nie jest dla nas dobre, niż świetnie przyrządzoną sałatkę z jarmużem, co ma kawałki orzechów i awokadów duże? Dlaczego nie możemy ruszyć dupska na siłownię, ale będziemy jechać godzinę piętnaście do galerii, by spędzić w niej trzy kolejne, wybierając najlepsze możliwe spodnie?

Ciężko jest wypowiadać się za innych, więc wypowiem się sam za siebie – otóż, jest to zasada zachowania energii. Obserwując wnikliwie środowisko psa, który żył onegdaj w mieszkaniu, w którym ja również żyłem, okazuje się, że psy zrobią wszystko, żeby się nażreć i wyspać w bezpiecznym miejscu. Wnioskując zatem, w wadliwej koncepcji ewolucyjnego determinizmu, doszedłem do tego, że wywodzi się to z potrzeby posiadania jak największej ilości energii do mierzenia się z potencjalnymi przeciwnościami losu. Kiedy możemy się z nimi mierzyć najlepiej? Otóż – gdy jesteśmy wyspani i najedzeni.

U ludzi wygląda to podobnie. Robimy wszystko, żeby być przygotowanym na zagrożenia, a takie kwestie jak zdrowe jedzenie, które długofalowo wzbogaca nasz organizm, nie jest tak przyjemne energetycznie jak duża dawka burgerów z sosem i frytami, co to zapewnia nam nieumieranie na najbliższe kilka miesięcy. A że dostęp do tego szeroki i powszechny, na wszelki wypadek powtarzamy ten rytuał codziennie. Co do ruchu natomiast, nie możemy bezsensownie marnować możliwości zmęczenia się w sytuacji, w której zagrożenie nie występuje przecież. A co jeśli zaraz po tym jak zmęczymy się niepotrzebnie zajdzie nas od tyłu ryś, z którym już nie będziemy mogli walczyć i od którego uciekać? Podobnie zresztą ze słodyczami – rzadko dostępny jest cukier w przyrodzie i, jak to kiedyś twierdził film o tym pysznym składniku, możemy wypić litr soku pomarańczowego z x pomarańczy, ale tak realnie to zjemy ze dwie i jesteśmy pełni.

 
Reklama
 
Reklama

Wynika z tego mego wnioskowania zatem, że życie w społeczeństwie polega na imitacji życia w naturze. Zamiast walczyć z przeciwnościami los, musimy zmusić się, żeby udawać życie w dziczy. Buszować po półkach sklepowych w poszukiwaniu jarmużu wcześniej wspomnianego, gonić na bieżni potencjalne króliki do zjedzenia i walczyć o dominację podczas czelendżowania i fałszywego szejkowania sobie hendów. Albo – po prostu żyć, niezależnie od wszystkiego i wszystkich. Tylko – jak?

Reklama