Marta

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Leżeli na łóżku, a w zasadzie na grubym materacu. W pokoju na białych ścianach nie było obrazów. Czekały od pół roku na podłodze gotowe do powieszenia. W oknach nie było zasłon. Wieczorem można było widzieć światła z mieszkań po drugiej stronie ulicy. Na parapecie, w glinianych doniczkach kwiaty. O dziwo nie więdły, choć podlewane były nieregularnie. Nikt nad tym nie panował.

Leżeli obok siebie. Tego wieczora byli zbyt zmęczeni, by pocałunkami rozpocząć grę wstępną. Robili to z pewnością częściej niż inni mieszkańcy tej starej kamienicy, ale tego dnia brakowało impulsu. Byli trochę pozbawieni ciała, a w powietrzu latały tylko małe muszki. Ona co prawda go ciągle kochała, ale to nie powód, by się nieustannie bzykać  On też ją kochał. Przynajmniej wynikało to z tego, jak się do niej odzywał.  Kotku… Kochanie. Nie pozostawała dłużna. Starali być dla siebie czuli. Ona była piękna, a on rudy.

Leżeli oparci o ścianę, z poduszkami pod głową. Nogi mieli zgięte w kolanach tak, że kołdra układała się w pasmo górskie. Mogły to być Pireneje, które mieli jeszcze w pamięci po ich ostatniej podróży w tamte rejony. Zapanowała cisza, bo igła gramofonu w drugim pokoju skończyła swoją trasę po winylowym jazzowym kawałku.

Leżeli, wpatrując w monitory swoich komputerów. Sztuczne, niebieskie światło odbijało się na ich twarzach. Patrzyli, zauroczeni tym co widzą. Ona oglądała jakiś serial na jednym z filmowych kanałów, o zdradach w środowisku włoskich hipsterów. On mecz ligi angielskiej. Milczeli. Ich światy  oderwały się od siebie i krążyły wokół przekaźnikowych anten. Wstał, by zmienić stronę płyty. Kupił ją niedawno w ciemno gdzieś na bazarku od potrzebującego ziomala. Podobała mu się okładka i melodyjnie brzmiące nazwisko saksofonisty. Mieszkanie wypełniły dźwięki z paryskiej jazzowej piwnicy. Wrócił na swoje miejsce. Ona nie odrywała wzroku od monitora nawet wtedy, gdy sięgała prawą ręką do miseczki z orzeszkami stojącej obok łóżka. 

 
Reklama
 
Reklama

Leżeli w zasadzie w bezruchu. Tylko czasami ona dotykała go ręką jakby chciała sprawdzić czy nie zniknął z jej życia. W uszach miała dyskretnie wciśnięte słuchawki. Mogła dzięki temu mieć na wyłączność swój serial. On na tyle był obeznany z futbolem, że nie musiał słuchać komentarza. Upajał się muzykę. Kurwa, jak to brzmi – pomyślał. Nie o muzykę mu chodziło, tylko o to słowo „upajać”. Kończyła się niedziela. Czasami pies zaszczekał na dole z ulicy, czasami zawyła karetka. Jest fajnie, oderwał się na chwilę od meczu. Ona tego nie zauważyła, przeżywając rozterki młodej włoskiej mężatki, którą mąż zdradził z najlepszą przyjaciółką Rzymianki. 

Leżeli spowici błogim stanem zawieszenia gdzieś miedzy tym co realne, a tym co w sieci. Nie wyobrażali sobie, by w tym momencie mogli być gdzieś indziej, z kimś innym. W skrytości ducha tliła się nadzieja, że będzie już tak zawsze. Ona nagle westchnęła. Wydawało się, że coś tak przejmującego stało się w jej serialu, że musiała aż tak spazmatycznie zareagować. Gdy jednak zaraz potem przeraźliwie krzyknęła, oderwał się zaskoczony od meczu. Wkurwił się, bo akurat jego drużyna miała strzelać karnego. Zaraz jednak zapomniał o tym, bo zobaczył jej oczy. Było w nich przerażenie i pustka. Wydawało się, że jest nieobecna. Odłożyła komputer. Wyjęła słuchawki i zaczęła wodzić opętanym wzrokiem po wszystkim dookoła. Sprawiała wrażenie jakby niczego nie mogła dostrzec i miała trudności z rozpoznaniem gdzie się znalazła. Była w transie. Jej ciało zdrętwiało. KOCHANIE…nie zareagowała. Kochanie, tym razem krzyknął i znowu bezskutecznie. Wydawało się, że była w hipnozie. Próbowała coś powiedzieć ale z jej ust wydobywał się niezrozumiały bełkot. MARTA – wezwał na ratunek jej imię. Bez skutku. Dalej kręciła głową jakby była pod wpływem środków. W końcu zaczęła wypowiadać niezrozumiałe słowa. To nie był jednak jej głos. Ten, którym teraz mówiła szybko składane zdania w obcym języku był zupełnie inny. Marta, na miłość boską, co się dzieje?! – krzyknął jeszcze raz, mając nadzieję, że niebiosa przyjdą na pomoc. Nic z tego. Dalej zachowywała się dziwnie, wypowiadając obce wyrazy z szybkością karabinu maszynowego. Rozpoznał tylko, że to język włoski. Nie znała go przedtem, więc zdumiał się, gdy teraz go używała.

Marta, o co chodzi? W ogóle na niego nie zwracał uwagi. Odrzuciła kołdrę i w koronkowej nocnej koszuli stanęła na łóżku. Z wypiekami na twarzy wymachiwała rękami na wszystkie strony, jakby była bezwolną szmacianą kukła. Krzyczała wściekle po włosku, jakby demony ją opętały. O co chodzi? Pytał raz po raz, bez żadnej odpowiedzi. Próbował ją przytulić, ale wyrywała się, krzycząc w niebogłosy. Przypominał sobie co wieczorem jedli, by tym wytłumaczyć jej stan, ale na kolację było to co zawsze. Jej atak trwał na dobre.

Rzuciła się z całym impetem na łóżko, potem wstała i zaczęła wirować w opętańczym szale po pokoju. Gdy próbował ją złapać, ktoś zadzwonił do drzwi. Znieruchomieli. Ona wręcz zamarła, jakby ktoś odciął ją raptownie od prądu. Kto o północy, bez zapowiedzi przychodzi do nich do domu? Dzwonek zabrzmiał jeszcze kilkakrotnie, a potem rozległo się nerwowe łomotanie do drzwi. Pobiegł otworzyć drzwi.  Za progiem stał obcy mężczyzna. Wszystko w nim było inne. Fryzura, ubiór, sposób zachowania, no i przede wszystkim język. Powiedział kilka słów po włosku, gestykulując nerwowo i, nie zwracając uwagi na nikogo, wszedł do mieszkania. Poszedł od razu do pokoju, w którym była dziewczyna. Chwycił ją za rękę i przyciągnął do siebie. Wtuliła się w niego, jakby od dłuższego czasu tylko na to czekała. Włoch odsunął otępiałego z wrażenia rudzielca i wyprowadził dziewczynę z mieszkania.

Chłopak długo stał w odrętwieniu. Co to, do kurwy nędzy, miało być? – próbował analizować w głowie to, co się wydarzyło. Dopiero teraz uzmysłowił sobie, że ten Włoch to główny bohater serialu, który oglądała jego dziewczyna. Ja pierdolę, zaklął w duchu, pełen podziwu za możliwości promocyjne filmowego portalu.

Nalał sobie whisky z baru, drzwi zostawił niezamknięte i wrócił do łóżka na drugą połowę meczu.

Autor

Rafał Bryndal – Tekściarz, dziennikarz, satyryk i milosnik jazzu

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

Reklama

[instagram-feed]