„Bezradność kartografa”

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Prawniczka i polonistka, ubiegłoroczna laureatka Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania, debiutuje prozą niezwykle ciekawą i zaskakująco ambitną.

„Mapa” Barbary Sadurskiej to zbiór siedmiu zaskakujących opowiadań rozpiętych na osi czasu obejmującej ponad trzy wieku. Narracja osnuta jest wokół kilku przedmiotów, a najważniejszy z nich to sporządzona przez legendarnego Fra Mauro mapa. W historiach bohaterów różnych epok urasta do rangi przedmiotu wręcz alchemicznego. Kartograficzny majstersztyk staje się raz przedmiotem pożądania, raz zakazanym owocem, innym razem – graficznym przedstawieniem piekła. Popycha bohaterów do poszukiwań tożsamości, ucieczki, mierzenia się ze wspomnieniami i prób oszukania przeznaczenia.

Co rulon rozwiniemy – to inna epoka i inny rozkład sił, a światy – pozornie odległe.

Zadziwiająca jest sprawność tworzenia skomplikowanej kompozycji przez Barbarę Sadurską. Nakładające się na siebie bliźniacze wątki z różnych epok ani na chwilę nie pozwalają czytelnikowi tracić fabularnej czujności. Poznajemy skomplikowaną historię emigrującego (także wewnętrznie) małżeństwa, dylematy najstarszego mnicha z Bolzano, który przed śmiercią wyznaje, że ukradł i ukrył piekło. Są tu oficerowie śledczy, ofiary zbrodniczych eksperymentów medycznych, buchalterzy, antykwariusze, prawnicy, ocalona z Zagłady Żydówka, nauczyciele kartografii, córka Rembrandta i „Faust” z zaginionej akwaforty – niemal ucieleśniony.

 
Reklama
 
Reklama

Sadurska kreśli również doskonale milczące i symboliczne postaci kobiet. Na pergaminie ich nagich pleców rozpiąć można mapę całego świata – życia, umierania, przemocy i niesprawiedliwości.

 

„Mapa” rozwija się raczej w głąb niż linearnie. Historie przeglądają się w sobie, a ich strzępy mozolnie sklejamy. Czas się tu plecie w warkocze, roluje, wałkuje i na kolejnych tkankach epok odbija swoje stemple. Cudze losy są dla siebie lustrem i przestrogą, ale zdają się niezmiennie dążyć do nieuchronnego. Niektóre postaci zdają się powracać w kolejnych wcieleniach – „czy pan wierzy, że można nie umrzeć?”

Narracja niejednokrotnie przypomina próbę zapisu myśli, sporządzenia ich mapy – kiedy urywają się wpół zdania, przyklejają do niespodziewanego wspomnienia, walczą z flashbackiem i istnieją poza czasem. W opowiadaniu „Rzeźnicki syn” narrator wspomina: „po przesłuchaniu, nocą, kiedy leżałem w celi, rozpadłem się na ciało i.” „Mapę” można więc czytać również jako opowieść o istnieniu lub nieistnieniu czasu, o jego umowności, hegemonii i uporczywości: „patrzę w swoją twarz i widzę ciebie”.

W światach przywoływanych przez Sadurską nawet sny potrafią być cielesne, wspomnienie potrafi wedrzeć się pod powiekę jak ziarnko piasku i zburzyć plan działania, obraz naoczny z kolei – przenosić w czasie: „ci, którzy to robią, będą następni”.

 
Reklama

 

Do tej pory mistrzem językowej precyzji wśród piszących prawników był dla wielu Ferdinand Von Schirach – najmocniejszy w opowiadaniach, fabularnie chłodny w powieściach, miażdżący konkretem w dramacie.

Sadurska pisze inaczej, ale nie mniej wyśmienicie. Ma wielki szacunek do ciężaru słowa i jego siły nośnej. Elegancka kadencja zdań daje poczucie obcowania z literaturą wysokiej próby, debiutem dojrzałym i świadomym. Posługując się parafrazą jednego z fragmentów opowiadania: „odnosiło się wrażenie, że emitują własny blask” – Sadurska z pietyzmem dobiera słowa i pieczołowicie tka narrację, choć przoduje w ażurach i niedopowiedzeniach. Pojedyncze zdania są jak silne bodźce dla zmysłów: zapach dymu palonych łąk, kształt ucha jak płatek śniegu, wibrowanie wypukłości majuskuły.

Sadurska jednak poetyckością nie uwodzi, ale zwodzi. Wobec obrazów pięknych mgnień, przedmiotów i zjawisk ordynarnie krzyczy małość ludzkich działań. Treści wielkich tekstów kultury są wobec ludzkich poczynań tylko cudownym planem, magicznym zamierzeniem, idealistyczną, pustą wizją. Tylko człowiek skupia w sobie paradoks: czyniąc zło, jednocześnie sam sobie w tych działaniach staje na drodze.

Zaklinanie, czarowanie i zamawianie rzeczywistości, lakowanie tub z mapą wejścia do piekła – to wszystko zdaje się być na nic. Zło bierze się z człowieka – i tylko z człowieka – on też jako jedyny ma władzę to zło zatrzymać. Nad jego działaniami jak klątwa ciążą jednak balast przeszłości, historyczne konteksty, piekło epigenetyki i nieświadomych wyborów. Tym boleśniej w prozie ten paradoks wybrzmiewa wobec chłodnego piękna sensualnych i etycznie obojętnych obrazów prozy Sadurskiej.

„Mapa” to historia ludzkich dążeń, nigdy oczywistych motywacji, poszukiwań tożsamości i prób zaspokojenia pragnień. Widzę „Mapę” również jako książkę o wszelkich formach zła – czasem pozornego jak okruszek powiększany pod lupą, czasem jako ucieleśnioną myśl aż po spektakularne hańby w dziejach ludzkości.

Artefakt w postaci mapy jest jak palimpsest, na których ludzka ręka zapisuje aktualne i przyszłe zbrodnie. Mapa miasta Bromberg nad Brdą wykonana została „na skórze nienarodzonych jagniąt pobranych od żywych matek. Na nim złotym pyłkiem Andreas Bianco w piętnastym wieku narysował dokładne odzwierciedlenie świata, jaki zrodził się w jego umyśle”. Na skrzącej się złotem mapie wykonanej ręką genialnego mistrza nie widać jednak masowych grobów, dywanów rozpościeranych z ludzi, ruin i „kłębów wybuchów o różanym świcie”. Nawet jeśli zaznaczymy na niej wrota piekła, nie dostrzeżemy na pierwszy rzut oka „motywu schludnego oprawcy nad splugawioną ofiarą”. Mapa może tworzyć świat, który dopiero ma się stać. Poza etyką tworzyć też świat przeczuty albo zmyślony.

Tym samym „Mapa” Sadurskiej może być czytana jako alegoryczna opowieść o (prze)znaczeniu sztuki; jako pytanie o możliwość zbawienia świata, ocalenia go od człowieka: „chciałbym móc mu powiedzieć, że choćby zniszczył wszystkie mapy świata, zawsze pozostanie świat. Najgorszy z możliwych światów”.

To proza elegancka, erudycyjna i samoświadoma. Przy ogromie kontekstów kulturowych, które przywołuje, pozostaje wciąż przystępną i angażującą opowieścią. Barbara Sadurska zdaje się powtarzać za Wisławą Szymborską:

Lubię mapy, bo kłamią.
Bo nie dają dostępu napastliwej prawdzie.
Bo wielkodusznie, z poczciwym humorem
rozpościerają mi na stole świat
nie z tego świata.

 

Lektura godna wymagających czytelników i niezwykle obiecujący debiut.

Barbara Sadurska, „Mapa”, Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2019.

Reklama