Pani Manggha jedzie do Japonii

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Czym może być podróż daleka, jak nie wyzwaniem dla myśli, zmysłów i sztuki? Japońskie postrzeganie i doświadczenie świata jest tak odległe od naszego, że próba jego opowiedzenia lub wyłożenia tylko utrudnia zrozumienie niuansów i wciąga nas w labirynt splątanych konwenansów i kontaktów kulturowych, których sami nie możemy rozwikłać. A jest droga inna, którą być może dotrzeć można do serca Japonii – jest nią sztuka.

Seria zdjęć autorstwa Dominiki Koryckiej – wybrane, ulotne i dynamiczne, choć klasycznie skomponowane kadry pokazują nam Japonię „osobistą”, pełną kontrastów. Tu świat przyrody wchodzi w artystyczny, urbanistyczny konflikt z przestrzenią techniki i nauki. Konflikt ten lub może japoński charakter życia, jego egzystencjalną specyfikę, widzimy na portretach: ludzi z wielkich miast zatopionych w pracy, nieobecnych, zautomatyzowanych, ludzi ze wsi wśród łąk i świątyń stojących na tle wieków kultury, jakby wychodzili do nas zza ram japońskiego malunku:

Biało rozkwitła

Reklama

śliwa – jedno jest pewne

po nocy brzask

Buson (1784)

 

Obraz, wizerunek, malunek… to tusz i papier i trwała idea porządku świata. Japonia gna jednak ku przyszłości i fotografie wyraziście pokazują nam też egzystencjalny bunt i kruchość człowieka szarpanego duchem dziejów – młodzież logotypowa, przebrana, rzekłoby się strojna: czy w tym odnajdują oni sens swojego życia? Zdają się tak odlegli od swych korzeni, ale jednak w nich tkwią – to wydaje się niesamowite: jak myślą oni o japońskiej tradycji?

Jesień głęboka

kim jest i co porabia

sąsiad mój bliski

Bashō (1695)

DominikaKorycka_003045

W tym ogromnym kontraście kulturowym skrywa się tajemnica Innego – chcemy zrozumieć japoński styl życia, japoński system wartości, duchowość, estetykę… tu doświadczyć możemy nie bajkowego świata fantazji, ale dotkliwego wyobcowania, wszelka postawa otwartości może okazać się niewystarczająca. Dlatego Japonię rozpocząć trzeba od zmysłów: zdjęcia Dominiki Koryckiej to Japonia w pigułce – jest tu wszystko: zastygnięcie wrażeń, wiosna, potęga wieku, ogród, przestrzeń, świątynia, miasto, technologia, błysk, światło, lasy (dokładnie tyle, ile jesteśmy w stanie w tej jednej chwili uchwycić, odczuć i zrozumieć). Japończycy cenieni są zresztą na świecie za to, że potrafią z niezwykłym wdziękiem, w niezakłamany, bezpretensjonalny sposób łączyć ze sobą tradycję i nowoczesność. Skala tego zjawiska (tej fuzji) jest nieporównywalna z żadnym przedsięwzięciem w Europie.

Dla Japończyków także istnieje problem inności – obcy, którego nazywają „gaijin” to na przykład turysta lub gość, który nie musi znać japońskiej tradycji. Problem Innego pojawia się w Japonii raczej przed tymi, którzy chcieliby w tu zostać i stać się jej częścią – to ogromnie trudne przedsięwzięcie, które może zakończyć się porażką. Nie tylko my, ale również Japończycy zdają sobie sprawę z ogromnej przepaści dzielącej nasze światy: cywilizację Zachodu i Kraj Kwitnącej Wiśni.

Że śnieg, że księżyc

daleko mi do świata

kończy się rok –

Bashō (1686)

DominikaKorycka_003047

Wśród zdjęć Koryckiej odnajdujemy zarówno barwne, soczyste kompozycje, jak i nastrojowe portrety. Metoda pracy autorki, która wydaje się na pierwszy rzut oka łapaniem chwili (być możne nadal tym pozostaje ale…), jest tworzeniem literackiej narracji o drodze. Choć nie musi to być jej droga przebyta podczas podróży po Japonii, to wybór, który oglądamy ma ukryty kontekst uniwersalny – to w sekwencjach, w seriach widoków ujawnia się doświadczenie chaosu-dynamiki. Chaosu, jako tego pierwiastka, który sprzeciwia się (z)rozumieniu – chaos to podróż, to wątpienie, ryzyko, to ciemniejsza strona naszej świadomości, która w obcości, w egzotyce doszukuje się tego, co nieznane. Zdjęcia wabią nas swoim estetycznym smakiem, są soczyste, przyroda tętni życiem, kwiat otwiera się, człowiek patrzy ku nam – ale to wszystko wydaje się nieosiągalne, tak dalekie, tak inne, niezrozumiałe.

Wołałem: chodź tu

ale uciekł mi znowu

maleńki świetlik

Onitsura (przełom XVII/XVIII w.)

DominikaKorycka_003049

Wiele z symboli, których doszukiwać się możemy w pracach autorki, zostało tak dyskretnie schowanych, że niemal są one niezauważalne w obszarze myślenia kulturowego – wydają się należeć i być zarezerwowanymi tylko dla świata natury i jej estetyki. Taki zabieg, który dostrzec możemy na przykład na zdjęciach przedstawiających drzewa, pięknie odzwierciedla subtelność i poetyckość, którą charakteryzuje się kultura japońska. Drzewa odzwierciedlają dla Japończyków to, co wierne, trwałe i stabilne, dlatego swoistym kultem darzą oni się najstarsze rosnące w Japonii drzewa, jak na przykład cedr Jōmon Sugi, który być może żyje już 7000 lat [1]. Japończycy lubią też drzewa ginkgo biloba rosnące na przykład w miejskich parkach Tokio – są one symbolem pokoju i przyjaźni. Świat przyrody – według japońskiej tradycji – może być zamieszkany przez wiele leśnych, duchowych stworzeń, nazywanych „mononoke”; uszanowanie ich życia pozwala zrozumieć na czym polega harmonia i mądrość, a także równowaga życiowa. Taką naukę na pewno powinniśmy wynieść z „japońskiego” doświadczenia natury lub dostrzec na wielu pięknych zdjęciach prezentowanych na wystawie.

Dominika Korycka, moja „Pani Manggha” przypomniała mi postaci Feliksa Jasieńskiego, wielkiego miłośnika kultury japońskiej, ale także sztuki. Jest on dobrym przykładem bohatera, który rozwija narrację o sobie na tle podróży życia – metafizycznej wyprawy poza siebie, wybiegając odważnie poza własną tożsamość, własne „ja” by w stawić czoła inności i nieznanemu. Japonia jest dla nas, Europejczyków naprawdę jednym z najbardziej obcych mentalnie obszarów świata – trudności tkwiących w rozwiązaniu zagadki japońskiej nie ułatwi obecny tam wysoki poziom technologicznego rozwoju. Tu jedynie utrudnia sprawę, gdyż nie pozwala nam podejść do nich z poczuciem wyższości do której czasem w historii byliśmy skłonni. Autorka prac dołożyła wielkich starań by jej prace – stanowiące komplet myśli i wrażeń – stanowiły spójny obraz jej podróży po wyspach Honshu, Kyushu, Shikoku, Naoshimę i Mijajimę, miastach takich jak Kanazawa, Osaka, Hiroshima, wreszcie Tokyo i Kyoto.

W pracach tych światło dominuje w kompozycji, w oprawie wiejskiej przywołuje poczucie świeżości, wiosny i życia, w oprawie wielkomiejskiej przypomina o postępie, nauce i rozumie – po prostu o technologii. Gdzieś pomiędzy tymi światami zagubiony człowiek niepewny swego miejsca, rozmyślający o tożsamości.

Przyglądając się tym fotografiom myślę przede wszystkim o tym, co o swojej podróży opowie sama autorka, ale pierwsze wrażenie wyobcowania i inności powili ustępuje nowemu odczuciu: prace te bez wątpienia budzą we mnie mocne przekonanie o ontologicznej, lepiej: metafizycznej wartości różnorodności Istnienia. O nieskończonej palecie barw i piękna, które to Istnienie posiada.

 

[1]http://japonia-online.pl/article/230

Przeczytaj również

Ojciec i córka

Monika, niespełna trzydziestolatka. Pewna siebie, mocna w uścisku dłoni, atrakcyjna

Reklama