Czy, jak i kto powinien rozmawiać z dziećmi o seksie?

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Prawda jest taka, że dzieci powstają przede wszystkim w trudzie i najczęściej przypadkiem, ale czy na pewno takiej prawdy chcemy uczyć nasze dzieci?

Jeżeli w ogóle z naszymi pociechami o tym rozmawiać, to najlepiej na smutno. Nie interesować ich zbytnio tematem i bagatelizować ile można, może sobie pójdą. Zresztą sam zwrot – „nie interesuj się” – zweryfikuje jak bardzo młodzieży zależy na zdobyciu tej wiedzy, czy też może interesuje się seksem, bo taka jest obecnie moda.

Jeśli gagatek okaże się bardziej dociekliwy, należy spróbować wykorzystać swój rodzicielski autorytet i wysłać go/ją do odrabiania lekcji, do swojego pokoju lub do kąta. Trzeba jednak uważać, żeby dziecko w tym pokoju naprawdę skupiło się na lekcjach i nie odkryło przypadkiem samogwałtu. Mnie się tak kiedyś zdarzyło, więc ostrzegam. Mit głosi, że samogwałt powoduje poczucie wstydu, osłabienie wzroku i porost włosów na dłoniach. Uspokajam – to nieprawda, przynajmniej w większości. Ja dłonie mam gładkie i tylko trochę wilgotne, a wadę wzroku mam wrodzoną, co może tylko świadczyć o przykrym i samotnym życiu jakie widocznie prowadziłem w poprzednim wcieleniu.

Co do poczucia wstydu niestety nie mogę zaprzeczyć, ale chyba wiele zależy też od towarzystwa, w którym to robimy. Przystanek tramwajowy przy pl. Konstytucji nie był zachwycony, ale niech się wstydzi ten, kto widzi.

Jeżeli pytania wciąż się mnożą, można powiedzieć, że „zrozumiesz, jak dorośniesz”, co można również wesprzeć dodatkowo hasłem: „ja sam się wszystkiego nauczyłem/am”.

Ja też. I jak większość dorastającej młodzieży wiedzę czerpałem z trudem zdobytych i pożyczonych od kolegów periodyków, w których wszystko było pokazane w bardzo czytelny i bardzo obrazowy sposób i gdyby nie one, nigdy nie poznałbym swojego terapeuty.

Teraz młodzież i tak ma dużo łatwiej, bo istnieją świetnie wyprodukowane serie dokumentalne typu Brazzers, czy Podrywacze. Jeżeli jednak nie stać was na wykupienie subskrypcji do wyżej wymienionych stron internetowych, a brzydzicie się piractwem i jednocześnie wciąż jesteście przekonani, że mały tłumok, który zrujnował Wasze marzenia, powinien przestać Was dręczyć sprośnymi pytaniami, może należy go odesłać do osoby trzeciej, która mu choć trochę rozświetli w głowie.

Myślę, że najrozsądniejszym i najoczywistszym wyborem powinien być w tej sytuacji ksiądz, jak bowiem pokazali w swoim niedawnym filmie Bracia Sekielscy – ksiądz jest raz, że bezstronny jeśli chodzi o płeć, a dwa, że potrafi być bardzo, bardzo dyskretny.

Oczywiście nie każdy, więc jak rozpoznać dobrego?

Z moich doświadczeń wynika, że powinien mieć ciepłe dłonie i łaskoczące wąsy, ale z góry zaznaczam, że nie jestem ekspertem.

Czy więc jakakolwiek edukacja seksualna jest komukolwiek potrzebna?

Czy państwo, ministerstwo edukacji, zdrowia, kuratoria i nauczyciele powinni się wtrącać, decydować o czym w szkole uczą się nasze dzieci?

Jeśli uważacie, że tak, to proszę podać przykład, kiedy ostatnio w ogóle użyliście słowa „cosinus”?

Co prawda prof. Zbigniew Lew-Starowicz twierdzi, że edukacja seksualna jest najlepszą bronią przeciwko pedofilom, w czym wtóruje mu nawet papież-nie-Polak Franciszek, ale czy przekonuje Was starszy człowiek, który całe dorosłe życie obraca się wśród seksualnych dewiacji, albo prof. Lew-Starowicz?

Jeśli więc szkoła głównie kojarzy się z wiedzą niepotrzebną, nieprzydatną i nieużytkową, która zupełnie nie przygotowuje młodego człowieka do życia na zasiłkach, to czy naprawdę chcemy, żeby nasze dzieci uczyły się masturbacji i okresu od sfrustrowanych, źle opłacanych i najwyraźniej niekompetentnych nauczycieli?

Kto więc powinien wziąć odpowiedzialność za opowiadanie o „tych rzeczach”?

Może jednak rodzice? Temat trudny i krępujący, ale czy to nie oni powinni decydować, jaka wiedza jest ich własnemu dziecku potrzebna?

Czyż to nie rodzice posiadają z automatu wiedzę o tym, co dla ich dziecka jest najlepsze?

Jeśli się zgadzacie – nie jesteście sami! Jestem pewien, że istnieją jeszcze co najmniej dwie osoby, które również podzielają ten pogląd.

Niestety to Katarzyna „Mama Madzi z Sosnowca” Waśniewska i Josef Fritzl.

Wybierajcie rozsądnie.

Autor

Paweł Nowak – Urodzony w 1983. Pisze. Scenariusze, sztuki, copy i dialogi do gier. Wyższe wykształcenie, ale bez przekonania. Pełen nadziei pesymista. Chciałby umrzeć w chwale albo katastrofie lotniczej. Półżyje i tworzy w Warszawie.

Przeczytaj również

Reklama