Humor nie istnieje, a wszystko to na poważnie

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Biznes śmieszne wyprodukował przez lata tysiące propozycji jak rozbawić gawiedź, by w trudach ich życia iskierkę radości przedstawić. Do dziś.

Dziś bowiem komedianci przyjęli inną rolę, bardziej podobną do Stańczyka szepczącego królowi do ucha treści ważkie i trudne niż przebierania się za przysłowiową babę, będąc nie babą jednak.

Lata rzeczywistości rzadkiej i nudnej z elementami grozy i smutku doprowadziły w czasach trudnych do namnożenia się dużej ilości kolorowych śmiesznotek, mających na celu wybudzić trochę z szarości, może zainspirować potencjalną miłością, może dołożyć potrzeb komercyjnych poprzez ładnie zaaranżowane mieszkanie, może dotknąć nawet absolutnie, Absolutu, tym, że śmieszny i poczciwy jest czasami, a dzieci to prorocy. Podobno.

Tak żyliśmy sobie przez jakiś czas, słysząc to, co George Carlin mówił i globalnym ociepleniu, ale jakoś nie braliśmy tego na poważnie, bo to przecież żart. „Iśmy” jest tu kluczowe.

Ostatnimi czasy bowiem, zauważam pewien trend brania komików na poważnie, a ich żartów jako elementów propagandy tego lub innego rodzaju. Głupi dowcip o blondynce stanowi jasno określone stanowisko anty-feministyczne, średnio rozgarnięty żart o księżach jest stanowiskiem anty-religijnym, czy też choćby sekularyzmem.

Dzieje się tak, przynajmniej w opinii waszego, skromnego, z dwóch ciekawych powodów i kilku ważnych. Te dwa to rozmemłanie intelektualne i nuda dobrobytu. To pierwsze bierze się z tego, że w sytuacji, kiedy to nikt nie chce zająć żadnego stanowiska, bo jest zbyt wiele zależnych bla, bla, bla (jak to powiedział ostatnio pewien człek – pytanie o dowody na własne twierdzenia ogranicza dyskurs (sic!)), sprawia, że komedianci opowiadający historię jakąkolwiek z puentą żartobliwą, ale jakąkolwiek, stają się opiniotwórczymi członkami społeczeństwa. Ludzie garną do jasno wyznaczonych granic, stąd też umiłowanie współczesnych ludzi młodych do jakichś kiepsko myślących (jak powyżej), ale wyrazistych ruchów. Tak samo, gawiedź powszechna kieruje swe zainteresowania w kierunkach, które są jakieś, a nie w płynnym dysonansie poznawczym niemożliwości zabrania głosu.

Co do drugiego punktu, choć wiele osób widzi wiele problemów, jednak trochę nam lepiej niż za dawnych lat i gdyby ktoś teraz w Idź na całośćdostał kino domowe to powiedziałby pewnie, że już ma i to lepsze. I może dlatego też więcej czasu mentalnego posiadamy na przywiązywanie uwagi do spraw, które niegdyś nam uchodziły pod płaszczykiem humoru. Wielki megafon internetu także pomaga. Wielka przemiana społeczna i uwspółczulnienie również.

Jedyne czego obawiałbym się, siedząc pod klubem komediowym to to, że wszyscy staną się strasznie spięci i mało zabawowi. A tego przecież byśmy nie chcieli, prawda?

Autor

Jakub Wejkszner – już-nie-prawnik, jeszcze-nie-filozof. Wśród swoich zainteresowań wymienia jednym tchem współczesną estetykę, literaturę, filmy Davida Lyncha oraz performatykę codzienności na przykładzie osób, które notorycznie stoją w przejściu. Jego główną aspiracją w życiu jest zostanie publikowanym autorem, ewentualnie, w przypadku niepowodzenia, kimś, kto (nieudolnie) przetłumaczył sobie, że społeczeństwo po prostu nie było na to gotowe. Redaktor prowadzący Anywhere.pl.

Przeczytaj również

Reklama